• facebook
  • rss
  • Ogórek – tym się kiedyś jeździło…

    Ks. Rafał Olchawski

    |

    Gość Lubelski 28/2012

    dodane 12.07.2012 00:00

    Muzeum Pomocy Drogowej w Puławach. Ksiądz zajmuje się kondycją duszy ludzkiej, ogrodnik – roślinami, farmer – zwierzętami, a ja już ponad 30 lat żelastwem – zaznacza Jerzy Jabłonka, założyciel muzeum.

    Historia nietypowego, puławskiego muzeum zaczęła się w latach 80. ubiegłego wieku. W 1980 roku pan Jerzy skończył Politechnikę Lubelską. Już wtedy miał sprecyzowane plany życiowe – bardzo chciał prowadzić własny zakład samochodowy. W tamtych latach nie było to takie proste. – Musiałem odpracować studia, najpierw na stanowisku brygadzisty. Dyplom inżyniera schowałem do szuflady, ponieważ nie chciałem tkwić za biurkiem, ale zobaczyć, jak wygląda prawdziwa robota. Niestety, zostałem zwolniony za działalność związkową, nie z przyczyn politycznych. Jako jedyny inżynier w zakładzie byłem zagrożeniem. W 1982 roku otworzyłem swoją firmę rzemieślniczą – wspomina.

    Własny wózek

    Choć był magistrem inżynierem, musiał zrobić dyplom mistrzowski i zdać egzamin na mechanika samochodowego, by móc prowadzić zakład i szkolić uczniów. – Rozpocząłem swoją działalność od napraw samochodów. Nie miałem swojego lokalu, dlatego nazywałem moje usługi: naprawy pojazdów u klientów. Przez kilka lat pracowałem sam. Skonstruowałem własny wózek do holowania, który podczepiałem pod dużego fiata i jeździłem nim do awarii, kolizji, wypadków drogowych. Któregoś dnia pomyślałem, że po wycofaniu z użycia te sprzęty są wyrzucane, złomowane i nie pozostaje po nich żaden ślad. Wtedy powoli zacząłem gromadzić podstawowe narzędzia mojej pracy, jeszcze nawet nie myśląc o założeniu muzeum – opowiada.

    Legenda, nie samochód

    W 2001 roku z przedsiębiorcą skontaktowali się dziennikarze amerykańskiego pisma, zajmującego się pomocą drogową. Redaktorzy reprezentowali Międzynarodowe Muzeum Holowania z Chattanoogi w Tennessee. – Chcieli zobaczyć najstarszy samochód pomocy drogowej w Polsce, którego brakowało w ich zbiorach. Wówczas znajdował się w prywatnych rękach w okolicach Bydgoszczy. Gdy go zobaczyli, byli zachwyceni – wspomina pasjonat. Samochód, który przyjechali oglądać Amerykanie, to istna legenda. Chevrolet canada, wyprodukowany w Stanach w styczniu 1943 roku, dotarł do Europy w czasie II wojny światowej. Wylądował w 1944 roku wraz z desantem wojsk alianckich w Normandii. Przeszedł szlak bojowy przez Europę, następnie UNRRA (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy i Odbudowy) wraz z 24 tysiącami innych samochodów darowała go Polsce jako pomoc w odbudowaniu kraju. Po wojnie do lat 60. wiernie służył w jednym z PKS-ów w Bydgoszczy. Jego charakterystyczna linowa zabudowa na kratownicowych wysięgnikach i mechanicznych wciągarkach służyła za wzór do produkcji polskich samochodów. – Takich aut było 3. Obecnie jedno znajduje się u kolegi w okolicach Łodzi, drugie prawdopodobnie gdzieś w Krakowie, trzecie, dzięki moim staraniom, jest w Puławach. Ten eksponat zadecydował ostatecznie, że 2 czerwca 2012 roku otworzyłem muzeum – mówi pan Jerzy.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół