• facebook
  • rss
  • Trzeba być konkurencyjnym

    dodane 26.07.2012 00:00

    – Ważne, by wciąż szukać sposobu dotarcia do ludzi. Jak się spocznie na laurach, wszystko się rozłazi, nawet to, co wcześniej udało się zrobić – mówi ks. Marek Otolski, proboszcz mariańskiej parafii.

    Kilka lat temu parafia zaczęła błyskawicznie się rozrastać. Kredyty były tanie, ziemi dookoła dużo, więc deweloperzy ruszyli do budowy nowych bloków. – Nagle z przeciętnej miejskiej parafii na obrzeżach miasta staliśmy się liczebną potęgą. Bloki rosły jak grzyby po deszczu, więc i parafian zaczęło przybywać – mówi ks. Marek. Szybko się jednak okazało, że większość nowych mieszkań przeznaczona jest na wynajem, a jeśli nawet wprowadzają się rodziny, nie oznacza to wcale, że stają się parafianami z prawdziwego zdarzenia.

    Sposób na integrację

    – Nasza dzielnica to wielka sypialnia Lublina. Ludzie wychodzą rano do pracy, nie ma ich przez cały dzień i wracają późnym wieczorem. Nie znają się sąsiedzi mieszkający w tej samej klatce schodowej, nie mają czasu na porozmawianie ze sobą, nie mają też często czasu, by przyjść do naszego kościoła. Dla nas, kapłanów, to wielkie wyzwanie, by jakoś do nich dotrzeć, zaproponować coś, co będzie atrakcyjne i może stanowić konkurencję dla innych ofert, których w mieście nie brakuje – mówi proboszcz.

    Jedną z takich możliwości dotarcia do ludzi jest coroczny festyn rodzinny Rodzinalia. – Atrakcje na szkolnym boisku, jak choćby grill proboszcza, karuzela, kiermasze, pokazy straży pożarnej, ratownictwa medycznego i prawdziwie rodzinna atmosfera to znakomity pomysł. Cieszymy się z tej inicjatywy – mówią parafianie.

    Przed jubileuszem

    W przyszłym roku parafia świętować będzie 20-lecie istnienia. Marzeniem proboszcza jest zdążyć z pracami wykończeniowymi tak, by uroczysta konsekracja, zaplanowana na 13 maja 2013 r., była zwieńczeniem budowy. – To trochę szalony termin, bo pracy jeszcze sporo, a co za tym idzie i sporo wydatków. Nie mam pewności, czy podołamy finansowo z kupnem ławek do całego kościoła, ale powierzam tę sprawę, jak i wszystkie inne, patronce naszej parafii, czyli Niepokalanej Maryi. To wezwanie, którego diabeł szczególnie nie lubi, więc ciągle rzuca nam kłody pod nogi, ale na szczęście Maryja zawsze zwycięża – podkreśla ks. Marek. Ciężar budowy kościoła w głównej mierze wzięło na siebie zgromadzenie księży marianów, jednak prace wykończeniowe zostają dla parafian. – Byłem ogromnie zaskoczony i wręcz wzruszony, kiedy ogłosiłem zbiórkę funduszy na stacje drogi krzyżowej. Wiem, że ludziom jest w dzisiejszych czasach naprawdę ciężko, a jednak potrafili się podzielić się tym, co mają, tak że niektóre osiedla przynosiły zebrane pieniądze, fundując jedną stację – mówi ks. Marek. Wierzy też, że z Bożą pomocą uda się do końca doprowadzić i inne prace.

    Zdaniem proboszcza

    Ks. Marek Otolski pochodzi z Grudziądza. Do zakonu księży marianów wstąpił w 1981 r. Przez wiele lat związany z Wydawnictwem Księży Marianów, prezes Stowarzyszenia Wydawców Katolickich. Od czterech lat proboszcz w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Lublinie.

    – Żeby wierni do kościoła przychodzili i czuli się z nim związani, nie wystarczy odprawić tylko Mszę św. Dzisiejszy świat posługuje się marketingiem i dotyczy to także Kościoła. Dlatego wciąż szukamy atrakcyjnych pomysłów na dotarcie do ludzi z Dobrą Nowiną. Zaproponowaliśmy Msze dla przedszkolaków. Niby nic wielkiego, a jednak sprawa bardzo potrzebna. Rodzice z małymi dziećmi rezygnowali z udziału w Eucharystii, bo maluchy przeszkadzały innym. Tymczasem od dzieciństwa nasiąka się pewnymi treściami, uczy spraw, które mają wpływ na całe życie. Dlatego ważne jest, by i małe dzieci mogły czuć się w kościele swobodnie i ich rodzice nie musieli się stresować tym, że akurat ich syn czy córka jest na etapie chodzenia między ławkami. Parafia żyje pełnią, kiedy są w niej grupy i wspólnoty, dlatego cieszy mnie każdy, kto włącza się w życie grup parafialnych. Zmartwieniem są ci, którzy pozostają z dala od Kościoła i nie czują się związani ani z naszą parafią, ani z żadną inną. Dla nas, księży, to wezwanie, by nie ustawać w wysiłkach, aby i oni poznali miłość Bożą.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół