Nowy Numer 07/2018 Archiwum

My się wiary nie wstydzimy

Zapiski pątnika. Z nieba lał się żar. Wydawało się, że w tym upale nikt nie zrobi kroku. A oni szli ze śpiewem na ustach, machając do przechodniów. Z Lublina na Jasną Górę. Mieli w sobie siły, których wielu im zazdrościło.

Dzień pierwszy. To nie  jest wycieczka. Gdyby tak traktować pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę, na pewno do celu nikt by nie dotarł. – Zmęczenie jest tak wielkie, a nogi bolą już, gdy dochodzimy do parafii św. Urszuli Ledóchowskiej, czyli do pierwszego postoju jeszcze w granicach miasta. Ja mam wtedy największy kryzys i pokusę, by zrezygnować i wracać do domu. Wiem jednak, po co idę, więc nie poddaję się tak łatwo – mówi Tomasz, na pielgrzymce dziewiąty raz. Krótki odpoczynek, posiłek i ruszają dalej. Już bez odprowadzających ich bliskich i znajomych. Pielgrzymka szczupleje. Granice miasta opuszczają już tylko ci, którzy zdecydowali się iść do końca. – Patrzę na nich z zazdrością. Mam 70 lat i już nie mam zdrowia i odwagi, by ruszyć w całą trasę, ale ten pierwszy etap z katedry do parafii św. Urszuli idę z pielgrzymami od kilku lat. Tu, podobnie jak inni, ze łzami w oczach żegnam tych, którzy idą dalej. Wiem, że niosą też moje intencje – mówi Zofia Staszkowska. Dzień drugi. Pochmurny, z lekko padającym deszczem poranek – taki stan nikogo tu nie dziwi. A raczej nie są nim zaskoczeni pielgrzymi, którzy idą po raz kolejny w lubelskiej pielgrzymce. Tradycja drugiego dnia jest taka, że w Bełżycach i Niedrzwicy pątników zawsze wita siąpiący deszcz. – To nie jest nic strasznego, potem będzie ciepło, a jak widać, tradycja musi być – mówi nieubrana jeszcze w płaszcz Aneta, która od 6 lat chodzi na pielgrzymkę. – Jakby nie padało tutaj, to bym się zdziwił – przyznał Piotr, który na pątniczym szlaku jest 20. raz. – Pamiętam, jak raz obudziłem się. Nie padało, wyglądało nawet słońce, pomyślałem: będzie chyba lało potem, i tak też się stało. Na nocleg wchodziliśmy w ulewie – opowiada brat. Ci, którzy idą po raz pierwszy, trochę się martwią taką aurą i nawet już szukają peleryn i płaszczy przeciwdeszczowych. Ale – jak uspokajają doświadczeni pielgrzymi – będzie dobrze. To tradycja! Dzień trzeci. Większość grup pielgrzymkowych ma przed sobą ostatnie proste i dochodzi na noclegi. Ten dzień upłynął pod znakiem słońca. Jest gorąco, ale nakrycia głowy i okulary pomagają znieść upał. Z pomocą przychodzą także okoliczni mieszkańcy. Na trasie grup z kolumny I i II co jakiś czas ustawione są stoliki z kompotami i wodą. Doceniamy na pątniczym szlaku każdą szklankę wody, każdy przygotowany posiłek. Dzień piąty. – W życiu codziennym wiara może nie jest modna, świat mówi, że wiara to przeżytek, a tu, na pielgrzymce, widać, że my się wiary nie wstydzimy, że to świat żyje w złudzeniu. Dlatego chodzę na pielgrzymkę, by zobaczyć, że jestem normalna – mówi Agnieszka.

Dzień siódmy. Skręcona kostka, bolący palec u nogi oraz tzw. asfaltówka czy ogólny brak sił. Trud pielgrzymowania daje się we znaki. Najbardziej zmęczeni pielgrzymi korzystają ze specjalnego autobusu. – Nie mam wyjścia, muszę podjechać. Noga napuchła i nie da się iść – mówi siostra Zofia z grupy 7. Dzień jedenasty. – To już jutro. Ta myśl dodaje mi sił. Wielki kryzys przyszedł wczoraj. Płakałam i szłam. Proszę Maryję, by pomogła mi znaleźć pracę. To teraz dla mnie największy problem, dlatego nawet ten ból, który pojawiał się z każdym krokiem, nie zniechęcał mnie. Jutro będę u Matki. Ona mi pomoże – mówi Joanna. Dzień dwunasty. Jest! Widać jasnogórską wieżę. Nagle wszystkie boleści ustępują. U ramion jakby wyrastają skrzydła i nogi, którymi ledwie się powłóczyło, mają ochotę tańczyć. Ta radość jest nie do opisania. Dla tej chwili warto znieść każdy trud. Wchodzimy przed Cudowny Obraz. Wreszcie jesteśmy w domu.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy