• facebook
  • rss
  • Witamy w rodzinie

    Justyna Jarosińska

    |

    Gość Lubelski 02/2013

    dodane 10.01.2013 00:15

    Zmuszeni, żeby wyjechać z własnego kraju, przyjeżdżają do Polski 
prawie tak 
jak stali. 
Zaczynają swoje życie od nowa, nie mając 
niczego.

    Dziewięćdziesiąt sześć procent uchodźców w Polsce to Czeczeni. Specjalnie dla nich powstają programy pomocowe, by mogli czuć się tu jak u siebie, zachowując jednocześnie swoją tożsamość. Jednym z nich jest „Partnerstwo rodzin”. Projekt, którego celem jest zaangażowanie w pracę z uchodźcami lokalną społeczność naszego kraju. W „Partnerstwie rodzin” spotykają się rodziny cudzoziemców i Polaków, kultury polska i czeczeńska.


    Żeby się otworzyć

    
– Pomysł powstał 10 lat temu, kiedy zaprosiliśmy do udziału w obozach wakacyjnych dzieci z Czeczenii – opowiada Aneta Biedrzycka, koordynator programu „Partnerstwo rodzin”. – Ponieważ rodzice bali się puścić dzieci same, przyjechały z nimi mamy. To dało nam sygnał, że być może warto byłoby zorganizować wspólny wyjazd. Pierwszy raz pojechaliśmy w góry i zaprosiliśmy całe rodziny czeczeńskie. Postanowiliśmy jednocześnie zaangażować w pracę z uchodźcami także polskie rodziny, bo łatwiej jest dotrzeć do rodzin właśnie przez rodziny.

    To był pomysł na takie prawdziwe otwarcie się Polaków na cudzoziemców.
Od kilku miesięcy rodziny polskie i czeczeńskie regularnie spotykają się w Domu Spotka-
nia w Dąbrowicy. – Staramy się pokazać rodzinom z Czeczenii polską tradycję, kulturę, kuch-
nię. Działa to w dwie strony, 
ponieważ także czeczeńskie rodziny opowiadają nam o swoich zwyczajach – mówi Aneta Biedrzycka.


    Życie od kuchni


    
– Pamiętam pierwsze październikowe spotkanie – opowiada Karolina Sendecka, która w „Partnerstwie rodzin” działa wraz ze swoją siedmioletnią córką. – Pełne było wrażeń kulinarnych, emocji związanych z poznawaniem nowych smaków i podpatrywania u kobiet czeczeńskich sekretów ich ciekawej kuchni. Podczas kolejnego spotkania to my mieliśmy zaprezentować swoją kuchnię, i to od najsłodszej strony.
Ania i Albert na kolejną integrację przygotowali prezentację dotyczącą obrzędów związanych ze ślubem w Polsce. Wykorzystali do tego materiały z własnego ślubu i wesela. – Czeczeńskie kobiety najbardziej zainteresowane były tekstem przysięgi małżeńskiej oraz znaczeniem i symboliką gestów pojawiających się zarówno podczas samego ślubu, jak i przyjęcia weselnego – wspomina Karolina Sendecka. – Stworzyło to okazję do dzielenia się przeżyciami oraz opowieściami ze ślubów wielu innych par.


    Świat się nie wali

    
Magda i Michał Magochowie mają dwóch synków. W działania Centrum Wolontariatu są zaangażowani, jak opowiadają, prawie od zawsze. Partnerstwo rodzin było dla nich więc kolejnym etapem działań wolontaryjnych. – Ważne jest to, że tworzymy rodzinę, bo taka jest idea projektu. Nie współtworzą go single, ale po obu stronach rodziny.
Magda się śmieje, że najszybciej w partnerstwo rodzin weszli jej synowie. – Dorośli mają wiele barier. Na początku było takie porównywanie siebie nawzajem, sprawdzanie. Natomiast dzieci podeszły do tego w zupełnie inny sposób. Dla nich to od razu byli kolejni koledzy i koleżanki. Dzieci najszybciej się ze sobą zgrały. Są wolne od naleciałości i od tego, co jest barierą dla dorosłych – jak choćby język, bo czeczeńskie dzieci w przeciwieństwie do rodziców szybko uczą się polskiego i dobrze po polsku mówią. Dla naszej rodziny te spotkania z uchodźcami to też takie mocne doświadczenie życiowe, z którego całkiem niedawno zdaliśmy sobie sprawę – opowiada Magda. – Ten rok jest dla nas rokiem trudnym. Mąż musiał zmienić pracę. W pewnym momencie wydawało nam się, że świat się wali. I w tym wszystkim zderzyliśmy się z sytuacją ludzi, którzy musieli uciekać ze swojego kraju. Rodzina Fatimy i Mohameda ma trójkę dzieci, w wieku od 1 roku do 5 lat. Od 11 miesięcy są w Polsce, mieszkają w ośrodku dla uchodźców. Niedługo ten ośrodek będą musieli opuścić. Oboje nie mają żadnego zatrudnienia, a mimo wszystko mówią, że są szczęśliwi, bo są bezpieczni. Dla mnie to było takie uderzające, stwierdziłam, że chyba za mało w nas jest wdzięczności za to, czego my doświadczamy na co dzień, że przyzwyczailiśmy się do komfortu, do tego, że każdy ma pracę i dach nad głową i nie umiemy już za to dziękować. Więc dla nas każde spotkanie z rodzinami czeczeńskimi jest też taką lekcją, żeby dziękować za to, co mamy.


    Nikt do nas nie strzela

    
Pani Raisa do Polski przyjechała wraz z mężem i czwórką dzieci prawie półtora roku temu. Musieli uciekać z kraju przed prawem krwawej zemsty (prawo zwyczajowe charakterystyczne dla społeczeństw rodowo-plemiennych, zezwalające członkom rodziny na bezpośredni, krwawy odwet za czyn przestępczy popełniony na ich krewnym, ścigany nawet po kilkudziesięciu latach). W Lublinie dołączyli do „Partnerstwa rodzin”. Ich dzieci uczą się w polskich szkołach. Niestety, ani ona, ani jej mąż nie mogą już legalnie w Polsce pracować. Po raz drugi dostali odmowną odpowiedź w sprawie udzielenia im statusu uchodźcy. – Dla mnie Polska jest domem. Nie boję się, że nagle ktoś zacznie do nas strzelać. Mam tu przyjaciół. Polacy nas szanują. Szanują naszą kulturę, zwyczaje. Podczas spotkań w „Partnerstwie rodzin” przyrządzamy wspólne posiłki, rozmawiamy o naszych tradycjach, razem wyjeżdżamy. Dla nas to naprawdę wielka atrakcja.


    Zderzenie kultur

    
Aneta Biedrzycka podkreśla, że Czeczeni dzięki takim spotkaniom łatwiej wchodzą w naszą kulturę i łatwiej im wszystko zrozumieć. – Oni są muzułmanami, pewne rzeczy ich rażą, do pewnych nie mogą się przyzwyczaić. Dlatego potrzebne są tolerancja i akceptacja. Jeśli nie zna się innych kultur, to można się zupełnie na siebie zamknąć. A my nie chcemy, żeby oni funkcjonowali w jakiejś izolacji. Wierzę, że dzięki otwarciu się na Czeczenów tylu polskich rodzin reszta społeczeństwa zrozumie, że to są normalni ludzie. – Owszem – śmieje się pani Aneta – z racji tego, że to jest zderzenie dwóch odmiennych kultur, zdarzają się różne zabawne sytuacje, a czasami poważne. Czeczeni nie jedzą wieprzowiny. Podczas ostatniego wyjazdu w góry do śniadania podano jogurt. Niestety, doczytali się, że w składzie jest żelatyna wieprzowa. Trochę byli na nas źli. Trudno im jest się także przyzwyczaić, że podczas spotkań przy jedzeniu wszyscy siedzą razem, a nie tak jak to jest w ich kulturze – mężczyźni oddzielnie i kobiety oddzielnie.
– Także podczas andrzejkowego spotkania w zabawach i wróżbach brały udział głównie kobiety – dodaje Karolina Sendecka. – Ale właściwie u nas jest podobnie. Mężczyźni rzadko przelewają wosk i szukają wróżb w ciasteczkach – śmieje się pani Karolina. – To domena kobiet i dzieci. A jeśli chodzi o dzieci, to właśnie między nimi można zaobserwować największy wymiar integracji. Moja siedmioletnia córka, która miała okazję poznać bliżej niektóre dziewczynki z zespołu „Gwiazdy Czeczenii”, po kolejnym już spotkaniu z nimi coraz pewniej naśladuje kroki ich narodowego tańca – lezginki.
Projekt „Partnerstwo rodzin” jest projektem otwartym. W każdej chwili mogą do niego dołączyć zarówno rodziny czeczeńskie, jak i polskie. – Przed nami teraz spotkanie kuligowe, takie z ogniskiem i pieczeniem kiełbasek – mówi Aneta Biedrzycka. Wszyscy już na nie z niecierpliwością czekają, a szczególnie dzieci.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół