• facebook
  • rss
  • Przed ostatnią drogą

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 06/2013

    dodane 07.02.2013 00:15

    Do śmierci nie można się przyzwyczaić, nawet jeśli jest się jej świadkiem ponad 200 razy w roku. W takich sytuacjach najlepsza jest milcząca obecność.

    Małe sale. W każdej dwa łóżka. Na każdym człowiek szykujący się w ostatnią drogę, a przy nim często najbliżsi, którzy nie wiedzą, jak się zachować. – To nie jest łatwa sprawa. Nawet jeśli chory wymęczony chorobą i bólem chce już odejść, nigdy dla bliskich to nie jest proste – mówią pracownicy Hospicjum Dobrego Samarytanina w Lublinie. To miejsce stworzone zostało po to, by pomagać zarówno chorym w terminalnym stadium choroby, kiedy zakończono już leczenie, jak i ich rodzinom. – Mamy tylko 11 łóżek, ale mam nadzieję, że w czerwcu oddamy do użytku nowy budynek hospicjum i będziemy mogli objąć opieką 20 pacjentów.

    To i tak mało, ale trochę oczekiwanie na miejsce w hospicjum się zmniejszy. Mam nadzieję, że nie zabraknie nam funduszy na realizację tego zadania i ludzi wrażliwych, którzy nas wspomogą – mówi Maria Drygała, prezes lubelskiego Hospicjum Dobrego Samarytanina.

    Nie chcę, by się martwił

    Większość chorych nie chce rozmawiać o śmierci. Trudno powiedzieć, na ile są świadomi, że to ostatnie dni ich życia. – Wiele rodzin prosi nas, by nie mówić chorym prawdy o ich stanie zdrowia. Rodziny często myślą, że chory nie jest świadomy swojej sytuacji, ale to nie zawsze jest prawda – mówi Maria Drygała. – Pamiętam taką sytuację, kiedy mąż prosił nas, by nie mówić żonie, gdzie się znajduje. Tłumaczył mi, że żona myśli, iż jest w zwykłym szpitalu i niedługo wróci do domu. Nie chciał, by zamartwiała się tym, że odchodzi. Natomiast żona poprosiła mnie, bym nie mówiła mężowi, że ona wie, gdzie on jest, i jest świadoma swojej sytuacji. „Nie chcę, by mąż się martwił, że ja wiem, że umiera” – mówiła. To nie są odosobnione przypadki. Podczas choroby widać, jak ludzie się kochają i troszczą o siebie. – Wielu chorych bardziej przejmuje się swoimi bliskimi niż sobą – podkreślają pracownicy hospicjum. Nie ma jednego szablonu zachowań w sytuacji ciężkiej choroby. Niektórzy chorzy zamykają się wtedy w sobie, nie chcą, by ktoś ich odwiedzał, inni przeciwnie, nie chcą być sami. Nieustannie wołają, by ktoś z nimi był. – Częściej kobiety, których wygląd bardzo się zmienia podczas choroby nowotworowej; nie chcą, by znajomi widzieli je w takim stanie. My to szanujemy. Jeśli chory prosi, by go nie odwiedzać, przekazujemy innym tę prośbę – mówią pracownicy hospicjum. – Niedawno była u nas pani, która ciągle krzyczała. Nie uspokajały jej żadne środki przeciwbólowe. Weszłam do sali, gdzie leżała, usiadłam przy niej i wzięłam ją za rękę. Zamilkła, a po policzku zaczęły jej płynąć łzy. Tyle było jej potrzeba – czyjejś obecności – mówi pani Maria.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół