• facebook
  • rss
  • I stał się cud

    Justyna Jarosińska

    |

    Gość Lubelski 08/2013

    dodane 21.02.2013 00:15

    Lubelskie Spotkanie Dzieci Wyleczonych z Chorób Nowotworowych. – Ciasna sala. Pozamykane drzwi i okna. Za szklanymi drzwiami łyse dzieci. Do końca życia nie zapomnę tego widoku.

    Tak Natalia Szala wspomina pierwszy kontakt z oddziałem, na którym jej córka spędziła kilka dobrych miesięcy. Laura to jedyne dziecko Natalii i Kamila. Wesoła, ładna dziewczynka podnosi głowę znad puzzli, gdy słyszy drżący głos mamy. Uśmiecha się. – Kiedyś myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko w telewizji – Natalia nie kryje emocji. Jak słyszałam w „Wiadomościach” o ludzkich tragediach, o chorych dzieciach, to wydawało mi się, że ja bym czegoś takiego nie przeżyła. Okazało się, że przeżyłam. I żyję nadal. Żyje moje dziecko. To jest najważniejsze.

    Laura Szala skończyła trzy latka. Rok wcześniej poszła do przedszkola. – Zawsze była takim żywym dzieckiem – opowiada Natalia. W listopadzie zauważyłam, że jest jakoś tak nienaturalnie blada. Miała kaszel i katar. Poszłyśmy do lekarza – wspomina. „Panikuje pani, dziecko jest zdrowe” – usłyszałam.

    Dostałyśmy jakiś syrop wykrztuśny i to wszystko. Po kilku dniach na nóżkach Laury zaczęły pojawiać się siniaki. Teraz to rzeczywiście spanikowałam. Byłam przekonana, że to sepsa. Popędziłam do lekarki. I znowu ten sam scenariusz. Dziecko jest zdrowe. Uparłam się, żeby chociaż morfologię zrobiła… – Natalia z trudem opowiada historię. Następnego dnia pielęgniarki przybiegły do Natalii do pracy. Wyniki podobno były złe. Lekarka już czekała. Prawie płacząc, powiedziała Natalii, że ma natychmiast jechać z Laurą do Lublina do szpitala. Ta spakowała się błyskawicznie. – Nie wybierałam się tam na dłużej niż na trzy dni – relacjonuje. – Mąż mówił, żebym wzięła więcej ubrań, tak na wszelki wypadek. Nie chciałam o tym słyszeć.

     

    Magiczne pięć lat

    Laura z zapałem układa obrazek. Wydaje się, jakby nie słuchała, o czym opowiada mama. Od czasu do czasu podnosi tylko głowę i spogląda na nią uważnie. – Jest bardzo dobrą uczennicą – chwali się Natalia. – Tylko nad zachowaniem musimy popracować. Podobno trochę rozrabia – na twarzy mamy w końcu pojawia się uśmiech. Laura nosi okulary. To wynik uszkodzenia nerwów wzroku przez chemię, którą miała podawaną przez prawie rok. Ma też problemy z tarczycą i słuchem. – Pamiętam ten pierwszy przyjazd do szpitala. Skierowano nas na onkologię. Nie wiedziałam, co to za oddział. Dopóki nie zobaczyłam przez szklane drzwi łysych dzieci… Świat mi się nagle zawalił. Lekarze powiedzieli, że nie są pewni, że musimy zrobić szczegółowe badania. Po biopsji szpiku już wszystko było jasne. Ostra białaczka limfoblastyczna. Diagnoza zabrzmiała jak wyrok. Laura miała zaatakowane przez nowotwór 97 proc. szpiku.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół