• facebook
  • rss
  • Nowy mecz żużlowca

    ks. Rafał Pastwa


    |

    Gość Lubelski 30/2013

    dodane 25.07.2013 00:15

    Grupa niepełnosprawnych sportowców bierze udział w wyprawie dookoła Polski. Wśród nich jest także były żużlowy wicemistrz świata Bogusław Nowak. Walczy już nie o punkty, ale o równość i godność – na wózku inwalidzkim.

    Pomysł wyprawy zrodził się dwa lata temu – mówi Teresa Pruska-Kołodziej, uczestniczka i pomysłodawczyni wyprawy. – W dzieciństwie zachorowałam na chorobę Heinego-Medina. Byłam jak roślina. W pewnym momencie mogłam ruszać tylko palcami prawej dłoni. Podjęłam wysiłek trudnej rehabilitacji. Stan zdrowia zaczął się poprawiać. Wyszłam za mąż za sportowca. Gdy urodziło nam się dziecko, mąż zginął w wypadku i zostałam sama. Wtedy na mojej drodze stanął Boguś Nowak. Przywiózł mi specjalne krople, które mi bardzo pomogły, ale też dał mi siłę, której wtedy mi brakowało. Teraz mogę pomagać również innym. Wyprawa „Równość i Godność” chce zwrócić uwagę na widoczny podział na społeczeństwo zdrowe i chore oraz brak wsparcia ze strony instytucji. Jesteśmy zapominani przez parlamentarzystów – podkreśla. – Mamy nadzieję, że dzięki tej wyprawie ludzie usłyszą o naszych postulatach i problemach. – Chcemy tylko równego traktowania.
Bogusław Nowak, kolejny członek wyprawy, urodził się i wychował w Gorzowie Wielkopolskim. – Jak każdy chłopak z Gorzowa, chciałem być żużlowcem – mówi z uśmiechem. Odniósł wiele zwycięstw ze Stalą Gorzów. W 1977 r. we Wrocławiu zdobył wicemistrzostwo świata. Kilkakrotnie był także indywidualnym i drużynowym mistrzem Polski. – W 1988 r. brałem udział jako trener i zawodnik Unii Tarnów w zawodach w Rybniku. Tam wjechał na mnie kolega, miałem wywrotkę i trafiłem do szpitala – opowiada. – Jak się później dowiedziałem, uratowano mi życie. Nie byłem zadowolony, że mi je uratowano, bo wiedziałem, że po urazie kręgosłupa, jaki odniosłem, już nigdy nie będę chodził. W jednej chwili cały mój świat się zawalił –wspomina. – Byłem już tak wysoko, już byłem taki wielki, że nawet Pan Bóg nie mógł się ze mną dogadać. Ale lądowanie było twarde – wzdycha. – Poznałem kiedyś 
o. Jurka Nowickiego, redemptorystę. Dzięki niemu zaakceptowałem swój krzyż. Dzięki temu, że mocniej uwierzyłem, nabrałem sił, by pomagać innym. W wielu ośrodkach rehabilitacyjnych spotykałem rozmaitych ludzi. Ci, którzy nie mieli Boga w sercu, byli zgryźliwi, obrażeni na cały świat. Jedziemy z krzyżem, z Panem Bogiem dookoła Polski. Europa zdejmuje krzyże, wielu ludzi w Polsce pozbywa się krzyża. My chcemy inaczej – mówi, ściskając w dłoni krzyż żużlowców. – Nasz kapelan poświęcił te krzyże 2 kwietnia, bo wtedy rozpoczynał się sezon żużlowy w 2005 roku. Jak się okazało, tego dnia zmarł Jan Paweł II. Jedziemy z misją. Chcemy pokazać ludziom, z jakimi problemami borykają się osoby niepełnosprawne i kalekie. Chcemy, by rządzący zauważyli, że my istniejemy. Jak ma żyć osoba uwięziona na czwartym piętrze, bez opiekuna, bez pomocy? – pyta pan Bogusław.
Mimo niepełnosprawności, jest czynnym trenerem, bo nadal kocha swój sport.

    Jest pomysłodawcą minitorów żużlowych w Polsce, na wzór tych, jakie istnieją w krajach skandynawskich. Jak podkreśla, oprócz rzetelnej pracy na treningu, wymaga od młodzieży dobrych ocen w szkole i chodzenia do kościoła. – Wiem, że wiara w Boga i rodzina są w życiu najważniejsze – podkreśla.
Członkowie wyprawy chcą, aby wszystkie postanowienia zapisane w ustawach i konwencji były realizowane w praktyce. Postulują m.in., aby zadbano o wczesne wspomaganie rozwoju dziecka, by matki narodzonych dzieci niepełnosprawnych mogły być zatrudnione jako ich opiekunki, a tym samym pracowały na swoją emeryturę. Chcą, aby budynki użyteczności publicznej były bez barier architektonicznych. Postulaty członków wyprawy wydają się zupełnie oczywiste. Zdarza się jednak, że nawet szkoła specjalna nie ma odpowiedniej windy lub podjazdu dla wózków i rodzice wnoszą swoje dzieci do szkoły na rękach. – Nie jesteśmy kalekami życiowymi, ale kalekami losowymi – podkreśla Małgorzata Korzeniowska, brązowa medalistka paraolimpiady w Sydney. – Chcemy normalnie żyć, chcemy być potrzebni i zaangażowani społecznie. Ale domagamy się równości i godności.
Członków wyprawy przyjęli z wielką życzliwością mieszkańcy Łęcznej. Całością zajął się Grzegorz Kuczyński, pracownik tamtejszego Urzędu Miasta.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół