• facebook
  • rss
  • Śmierć opowiada o życiu

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 44/2013

    dodane 31.10.2013 00:15

    Najstarszy z cmentarzy. Kiedyś grób opowiadał o życiu. Nie tylko podawał daty, ale i informował, kim był człowiek, który spoczywa w tym miejscu. Powiedzenie: „Nie wszystek umieram” miało wtedy zupełnie inne znaczenie. Szkoda, że takich grobów dziś już nikt nie robi.

    Najgorzej było, gdy padało. Kondukty grzęzły w błocie, żałobnicy wycofywali się w pół drogi. Zmarłego na miejsce spoczynku odprowadzali najwytrwalsi. Nic więc dziwnego, że nikt nie chciał być chowany na cmentarzu pod Lipkami, który powstał poza miastem. Dziś to ścisłe centrum, a na cmentarzu przy ul. Lipowej trudno znaleźć miejsce na nowy pochówek. Wbrew pozorom nie jest to miejsce martwe. Spacerując wśród najstarszych mogił, można uczyć się historii, i to nie tylko tej związanej z Lublinem, ale i z wydarzeniami, które dotyczyły całej Polski. Niestety, czas jest nieubłagany. Jeśli mu pozwolić, zabiera nie tylko wspomnienia, ale i napisy, a nawet całe mogiły. Na najstarszych, z początku XIX wieku, często już nic nie można odczytać, choć widać, że kiedyś, dawno temu, ktoś na kamiennej płycie umieścił długi napis. Bo właśnie kiedyś groby były całkiem inne. Imię, nazwisko, data urodzin i śmierci – to tylko mała cząstka informacji umieszczanych na nagrobnych płytach. Wystarczy uważniej się przyjrzeć, aby odczytać zawód, pełnione funkcje, odznaczenia, jakie ktoś za życia otrzymał, często też nazwy majątków, których zmarły był właścicielem. Nie brakuje słów żalu, próśb o modlitwę i informacji o pogrążonych w żałobie bliskich.

    Będziesz, kim jestem

    „Mężny w boju, mądry w radzie, chlubne pełnił czyny, Polska chętnie jego kładzie między swoje syny” – to napis na grobie gen. Cypriana Zdzitkowieckiego, zmarłego w 1848 roku. „Tu was szukam łzami, a nadzieją w niebie”, głosi napis na mogile małżonków Dwernikowskich, pochowanych pod koniec XIX wieku. Kilka mogił dalej spoczywa Marya z Piotrkowskich Bielińska, wdowa po prezesie dyrekcji w Lublinie, właścicielka dóbr Turka, przeżywszy lat 51, po krótkiej chorobie zakończyła życie w 1890 roku w majątku własnym. Wszystkie te informacje umieszczono na jej nagrobku. Kolejna kamienna tablica informuje, że spoczywająca w tym miejscu „Katarzyna z Gajdzińskich Szczukowa, żona radcy dworu, przeniosła się do wieczności w 52 roku życia 2 października 1850 roku. Pogrążony w smutku mąż, córka z siostrą, jako po najlepszej matce, żonie, siostrze w dowód niewygasłego przypomnienia ten pomnik na grobie jej kładą z prośbą o westchnienie o pokój jej duszy”. W jednej z głównych alei pochowany został Stanisław Kwiatkowski, opiekun Sali Sierot i opiekun II ochrony lubelskiej Towarzystwa Dobroczynności, który zmarł 2 stycznia 1905 roku, przeżywszy lat 72. Napis wyryty w kamieniu prosi: „Przechodniu, westchnij do Boga”. W sąsiedniej alejce poruszające wyznanie: „Co miałam najdroższego, złożyłam w tym grobie, tylko smutek, żal pozostał po Tobie. Matka”. Na jednym z żeliwnych pomników ledwie już można przeczytać: „Franciszek Salezy Izydor Podhorodeński, szef kawaleryi wojsk polskich, a ostatnio radca dyrekcyi szczegółowej Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego Guberni Lubelskiej, zmarł 11 września 1862 roku przeżywszy lat 72”. Kolejna mogiła też nie szczędzi informacji. Napisano na niej: „Tomasz Żyliński, doktór medycyny, wychowaniec Akademii Wileńskiej, urodzony 18 września 1815 roku, umarł dnia 24 września 1880 roku. Niestrudzony pracownik w zawodzie swoim, poświęcił życie swoje dla pożytku społeczeństwa i rodziny. Umiał kochać i cierpieć umiał. Przebolał wiele. Niechaj mu cichą będzie mogiła, a cześć należna pamięci”. Co krok czyjaś historia. Czasami to historia bardzo znana, jak choćby ta o ks. Piotrze Ściegiennym, rodzinie Vetterów, profesorze Jaczewskim, Klemensie Szaniawskim czy wielu innych, których imiona noszą lubelskie ulice.

    Jestem, kim będziesz

    Śmiertelność wśród ludzi wynosi 100 proc., choć dzisiejszy świat udaje, że to nieprawda. Próbuje dzień Wszystkich Świętych zamienić na Halloween, zastępując temat śmierci i przemijania zabawą w sympatyczne duchy. W ostatecznym rozrachunku jednak ani najlepsza zabawa, ani też kremy likwidujące zmarszczki czy cudowne tabletki na wszystko nie okażą się pomocne. Dobitnie ta prawda przemawia z pozornie milczących nagrobków. „Co mnie spotkało, ciebie nie minie, ja jestem w Domu, a ty w gościnie” przypomina jeden z napisów. Inne mu wtórują: „Byłem, kim jesteś, będziesz, kim jestem”, „Przechodniu, pomnąc, że cię podobny los czeka, nie opuszczaj tego miejsca bez szczerego za duszę zmarłego westchnienia”. Wobec tego może warto zadać sobie pytanie, czy kiedy przyjdzie czas, ktoś z naszych bliskich będzie mógł umieścić na naszej mogile napis jak ten z XIX-wiecznego nagrobka: „Z pogodnym czołem stoję na wieczności progu, spełniłem, com był przyrzekł ojczyźnie i Bogu” lub ten z sąsiedniej mogiły: „Za śladem Jego szła noga moja, strzegłem drogi Jego i nie zstępowałem z niej”.

    Czas rozbójnik

    W XVIII wieku zapadła decyzja o wyznaczeniu jakiegoś miejsca do pochówku poza miastem. Nie można było dłużej chować zmarłych na przykościelnych cmentarzach. Brak miejsca sprawiał, że grzebiąc jednych, wykopywano drugich, przy okazji rozsiewając straszny smród po okolicy. Pozwolenie na otwarcie najstarszej części nekropolii, tj. cmentarza rzymskokatolickiego, zostało wydane w 1794 roku przez biskupa chełmskiego i lubelskiego Wojciecha Skarszewskiego. Tym samym lubelski cmentarz przy ulicy Lipowej jest jednym z najstarszych w Polsce. Założono go na gruntach klasztoru brygidek lubelskich, na tzw. Rurach. Cmentarz był ogrodzony i obsadzony lipami, stąd jego nazwa „Pod Lipkami” lub „Lipki”. W najstarszej części znajduje się około tysiąca grobów z XIX wieku, z których większość wymaga odnowienia. Zostały zbudowane przeważnie z nietrwałego piaskowca i wapienia. To właśnie z myślą o nich od 27 lat Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Lublina kwestuje podczas Wszystkich Świętych, zbierając fundusze na renowację. Tak będzie i w tym roku. – Czas jest jak rozbójnik, który niszczy wszystko, nie pytając o zgodę. Jeśli zabraknie funduszy na ratowanie najstarszych mogił, za kilka lat nie będzie już czego ratować – mówi Stanisław Santarek, przewodniczący Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Lublina. – Wystarczy spojrzeć na grób rodziny Biernackich. Wypolerowany kamień, wyryty na nim napis bardzo się zatarł. Woda wnika w szczeliny piaskowca, rozmiękcza go, co doprowadza do jego pudrowania i odpryskiwania. Musimy temu jak najszybciej zapobiec – alarmuje Santarek. Niestety, specjalne preparaty konserwujące, którymi nasącza się oczyszczone nagrobki, są coraz droższe. Przez to co roku za tę samą pulę środków zebranych podczas kwesty można wyremontować coraz mniejszą liczbę nagrobków. W 2014 r. do prac konserwatorskich wytypowano osiem. Ich odrestaurowanie wyceniono na ok. 85 tys. zł. Nie wiadomo jednak, ile środków uda się zebrać. W dniach 1–3 listopada na lubelskich nekropoliach na darczyńców będą czekali kwestarze z puszkami. W ubiegłym roku ponad 200 osobom udało się zebrać około 84 tys. zł.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół