• facebook
  • rss
  • Mała rewolucja biskupa

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 46/2013

    dodane 14.11.2013 00:15

    Lubelski biskup Marian Leon Fulman. Stan biskupa był ciężki. Gdy chory odzyskiwał świadomość, prosił o spowiedź, został zaopatrzony namaszczeniem chorych i przyjął wiatyk. O 12.35 oddał Bogu ducha. Odszedł biskup, który w diecezji przeprowadził „małą rewolucję”.

    Zbliżało się Boże Narodzenie 1945 roku. Lublin zniszczony wojną szykował się do pierwszych świąt w – jak się jeszcze wtedy wydawało – wolnej Polsce. Jednak w pałacu biskupim świąteczną zadumę przerywało czuwanie przy umierającym biskupie Marianie Fulmanie. Był wtorek 18 grudnia. Przy chorym, który od kilku dni to tracił przytomność, to ją odzyskiwał, czuwali kapłani, siostry zakonne i wierne pielęgniarki – bratanica dr Ewa Fulman Sterligowa oraz pani Leokadia Chałupska. W południe odmówiono „Anioł Pański”. Krótko potem biskup zmarł. Dziś jego imię nosi jedna z lubelskich ulic.

    Drżę cały

    Miał 52 lata i ręce pełne roboty przy budowie kościoła Świętej Rodziny w Częstochowie (dzisiejsza katedra), gdy z Watykanu przyszła wiadomość, że ojciec święty Benedykt XV powołuje go na biskupa lubelskiego. Od 4 lat Lublin był osierocony w biskupstwie po śmierci bp. Franciszka Jaczewskiego. Tę wybitną postać miał zastąpić ks. Marian Fulman pochodzący z diecezji włocławskiej, wielki patriota za swoje umiłowanie Polski i działalność duszpastersko-patriotyczną skazany przez władze carskie na wygnanie do Niżnego Nowogrodu. Kara miała być dotkliwa, ale jak szybko przekonał się zaborca, taka nie była. Więzień zesłaniec zamiast siedzieć cicho i rozpaczać nad swym losem, zakasał rękawy i zaczął jednoczyć wokół siebie Polaków, nauczać ich i głosić Ewangelię, a do tego, ku przerażeniu Rosjan, nawrócił na katolicyzm wybitnego duchownego prawosławnego Zierczaninowa. Ks. Fulman uważał, że każde miejsce jest dobre, by głosić naukę Jezusa. Lepiej już było z tego wygnania go zwolnić. Swe talenty, wielkie serce i zapał do konkretnego działania przywozi ks. Fulman do Lublina. 1 grudnia 1918 roku, już w wolnej Polsce, wyzwolonej spod panowania zaborców, nowy biskup odbywa ingres do katedry lubelskiej. Zwraca się wtedy do swoich diecezjan słowami: „Obejmując rządy diecezji, drżę cały na samą myśl, azali sprostam wielkiemu zadaniu, jakie Kościół i Ojczyzna na mnie w tym czasie wkładają. Są mi tylko pocieszeniem słowa św. Piotra »wszytko mogę w Tym, który mnie umacnia«”.

    Chcę poznać mój lud

    Swoją pracę zaczyna od tego, by poznać swoich księży i być jak najbliżej ludzi. „Najpilniejszym zadaniem mojem będzie takie zorganizowanie pracy kapłańskiej i życia religijnego wśród wiernych i to w każdej dziedzinie, aby wszystko było odnowione w Chrystusie” – pisze biskup. Tłumaczy też, jak widzi rolę swoich kapłanów: „kapłan jest na to, aby niszczył królestwo grzechu, a budował królestwo cnoty, sprzeciwiał się nieprawości i złości świata i grzeszników nawracał, i utwierdzał sprawiedliwych. Nie ma na świecie świętszego dla kapłana obowiązku nad to jego bezpośrednie powołanie. Wszelkie prace inne, polityczne czy społeczne, czy nawet naukowe, muszą być podporządkowywane zadaniu czysto kapłańskiemu. Kapłani muszą być czyści, pełni zaparcia, nieustraszeni i nieugięci w wykonywaniu apostolstwa Chrystusa. Zwłaszcza w obecnych czasach wróg sprawy Bożej rozpala walkę piekielną przeciw Kościołowi i sługom jego i wiernym jego. Będziemy uciskani, prześladowani i szkalowani”. Aby być bliżej swoich księży i wiernych, zarządza, by wydawać „Wiadomości Diecezjalne”, które wychodzą do dnia dzisiejszego. Odpowiedzialni za nie redaktorzy mają umieszczać w nich rozporządzenia wydawane przez Stolicę Apostolską, dekrety biskupie, komunikaty, ale i bieżące informacje z życia diecezji. Pałac biskupi staje się otwarty, a „Wiadomości Diecezjalne” podają, w jakie dni i w jakich godzinach dyżuruje biskup, by spotkać się z tymi, którzy chcieliby z nim porozmawiać. Swoimi postanowieniami decentralizuje sposób rządzenia diecezją. Chce opierać się nie na kurii, lecz na dziekanach, bo to oni mają bezpośredni kontakt z ludem i najlepiej go znają. W tym celu organizuje pierwszy zjazd dziekanów. „Koniecznie trzeba się starać – pisze do księży – aby wśród kleru zawiązały się ściślejsze więzy na polu wspólnego powołania. Same zjazdy na odpusty albo nawet zbieranie się przy obfitym stole nie zacieśniają wśród księży zdrowego i pożytecznego zespolenia. Środkiem do nawiązania wzajemnych stosunków między księżmi na podstawie zdrowej i miłej są zjazdy i konferencje dekanalne poczciwie i w duchu Bożym prowadzone”.

    Pierwszy obowiązek księdza

    W odrodzonej Polsce dużo pracy duszpasterskiej jest do zrobienia. W Lublinie powstaje Katolicki Uniwersytet Lubelski, którego biskup zostaje Wielkim Kanclerzem. Na sercu leży mu także wychowanie dzieci i młodzieży. To on jest inicjatorem powstania dzisiejszego „biskupiaka”, czyli szkoły kształcącej młodzież w duchu katolickim. Nie wyobraża sobie, by jakiś jego kapłan wymigiwał się od nauki katechezy, która w wolnej Polsce prowadzona była w szkołach. W rzeczywistości jednak różnie to z księżmi bywało. Jedni uczyli, inni niechętnie się do tego brali. W 1932 roku biskup wydał więc specjalną odezwę pt. „Nauczanie religii w szkołach”. Napisał w niej m.in.: „Uważamy za konieczne przypomnieć duchowieństwu obowiązek nauczania religii, bo to należy do pierwszorzędnych obowiązków każdego duszpasterza. (…)

    Byłoby ciężkim jego przewinieniem, gdyby przez opieszałość lub lekceważenie zaniedbał się i nie nauczał stale, systematycznie i sumiennie bez względu na swoje korzyści materialne z tym związane”. Biskupowi mało było jednak nauczania religii tylko w szkole. A co z tymi, którzy do szkoły już nie chodzą, a wiedzę religijną mają niedostateczną – pytał. By temu zaradzić, powołał Instytut Wyższej Kultury Religijnej, w którym każdy dorosły mógł pogłębić swoją wiedzę religijną. W 1934 roku zorganizował pierwszy Kongres Eucharystyczny, a w 1939 roku afiliował lubelskie Seminarium Duchowne do Wydziału Teologii KUL. Dbał też o właściwy poziom kaznodziejstwa. „Jeśli słuchacze nie słuchają pilnie, to jest wina kaznodziei, że się o to nie stara” – pisał do księży. Dzięki zabiegom biskupa w diecezji lubelskiej wybudowano ponad 40 kościołów, erygowanych zostało 7 dekanatów, 86 parafii. – Ludzie do kościoła muszą mieć blisko, a ksiądz pobożny i gorliwy ułatwi im wszelkie ćwiczenia religijne przez punktualne zasiadanie w konfesjonale, punktualne odprawianie Mszy w porze dla wiernych dogodnej – zwracał się do księży.

    Skazany na śmierć

    Jego pracę przerwał wybuch wojny. Gestapo wkroczyło do pałacu biskupiego, aresztując biskupów i kilku księży. Wszystkich osadzono w wiezieniu na Zamku. 27 listopada 1939 roku w poniedziałek o godz. 15.00 zaczyna się proces lubelskich biskupów. Sąd odbywa się w sali szkolnej zamku sąsiadującej z kaplicą zamkową. Przeniesiono do niej meble zrabowane z gabinetu prezesa Sądu Okręgowego w Lublinie. Dla zwiększenia nastroju grozy przed biskupami błyskawicznie osądzono wieśniaka, któremu zarzucano posiadanie broni. Jego krzyk i płacz, odgłosy uderzeń i komendy esesmanów miały wywołać najgorsze przeczucia. W końcu przesłuchano bp. Fulmana, wypytując o różne instrukcje kościelne w sprawie zachowania się duchowieństwa podczas wojny. W końcu sformułowano zarzut posiadania przez biskupa broni. Bp Fulman oświadczył kategorycznie, że trudno przypuszczać, by biskup katolicki gromadził i przechowywał broń, a zresztą nawet sam przewodniczący owego dziwnego sądu nie wie, co ma na strychu własnego domu, więc i biskup może nie wiedzieć, co znajduje się na strychu biskupiego pałacu. Przesłuchanie zakończono. Biskupów odprowadzono do celi, nie informując ich o wyroku, którym była kara śmierci. W tym samym czasie trwa grabież pałacu biskupiego, kurii i seminarium. Inwentarz żywy – konie, świnie i drób oraz wszelka żywność dla ludzi i zwierząt zostaje zabrana. Giną też i powóz biskupi, i bryczki seminaryjne, i auto biskupa. Samochodami wywieziono wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość. W szatach liturgicznych z kaplicy biskupiej gestapowcy urządzili sobie bluźnierczy festyn, po którym pozostały fotografie. 3 grudnia nieświadomych treści wyroku biskupów i księży przewieziono najpierw do Berlina, a stamtąd do obozu koncentracyjnego w Oranienburgu. Po drodze zastraszano więźniów, zatrzymując samochód i repetując broń. Wieczorem 4 grudnia więźniowie stanęli przed bramą obozu koncentracyjnego. Tam strażnik odebrał im wszystkie rzeczy osobiste. Ostrzyżono ich i zaprowadzono do łaźni. Potem w pośpiechu kazano ubrać pasiaki. Na rosłą postać księdza biskupa nie dało się dobrać odpowiedniego ubrania. W za małych rzeczach wyglądał żałośnie. Biskupów oddzielono od księży, zamykając ich w celach więziennego bunkra. Bp Fulman otrzymał celę nr 13. Życie więzienne biskupów było ciężkie, może nawet gorsze od życia innych więźniów. Bici, izolowani, wyśmiewani, bez możliwości kontaktu z kimkolwiek. W lutym 1940 roku Stolica Apostolska uzyskała zwolnienie dla bp. Fulmana, który mógł wrócić do Polski, na zesłanie do Nowego Sącza. Tam spędził 5 lat. Na szczęście pozwolono mu zatrzymać się na plebanii kolegiackiej parafii. Stamtąd starał się wspierać swoją diecezję i księży. W lutym 1945 roku biskup mógł wrócić do Lublina. Mimo wieku i złamanego zdrowia zabrał się za odbudowywanie zniszczonej diecezji. Jednak przeżycia wojenne nie pozwoliły mu długo cieszyć się wolnością. Zmarł 18 grudnia 1945 roku. Został pochowany w kryptach katedry, obok swego poprzednika bp. Jaczewskiego.• Materiały dotyczące bp. Fulmana pochodzą z Archiwum Historycznego Archidiecezji Lubelskiej

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół