• facebook
  • rss
  • Pomoc nie tylko techniczna

    ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 51-52/2013

    dodane 19.12.2013 00:15

    Tu lekarze i specjaliści jadą do pacjenta, a nie pacjent do nich.

    Najmłodszą podopieczną jest Hania, która ma rok i trzy miesiące. W tym roku zmarło już 18 dzieci, których marzeniem było spędzić ostatnie chwile życia w domu rodzinnym. Placówka poszła krok dalej – zajęto się chorymi dziećmi nienarodzonymi. Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia w Lublinie zostało zarejestrowane w 1997 roku. Ideę powstania placówki żywo wspierał nieżyjący już arcybiskup Józef Życiński. Hospicjum było założone przez grono osób zaangażowanych w los chorych dzieci ze środowiska Kliniki Hematologii i Onkologii Dziecięcej w Lublinie. Przyświecała im idea spełnienia marzeń dzieci, których leczenie zakończono ze względu na wyczerpanie możliwości medycyny, a które chciały resztę swoich dni przeżyć w domu rodzinnym. Aby chore dziecko mogło swój ostatni czas spędzić w domu, a nie w szpitalu, potrzebne było wsparcie dla rodziców od strony technicznej, materialnej oraz medycznej, duchowej i psychologicznej. O. Filip Buczyński, który przez lata był wolontariuszem oddziału hematologii, i jego przyjaciele z tego oddziału postawili sobie pytanie, czy mogą spełnić to marzenie dzieci. Okazało się, że tak. Istniało już hospicjum dla dzieci w Warszawie. W Lublinie takiego nie było. Ideą hospicjum od samego początku było zapewnienie pełnej opieki choremu dziecku i całej jego rodzinie. – Do dziecka wyjeżdża zespół medyczny: lekarz, pielęgniarka, psycholog, ewentualnie także kapelan, jeżeli są to rodzice wierzący. W praktyce każdego dnia kilka zespołów wyrusza do chorych dzieci i ich rodziców – mówi o. Filip Buczyński.

    Obecnie pod opieką ośrodka jest 45 dzieci. Hospicjum podjęło ostatnio działania na rzecz opieki nad nienarodzonymi dziećmi, które mają się urodzić z poważnymi wadami genetycznymi. Kiedy rodzice słyszą od lekarza, że dziecko ma zdiagnozowane istnienie zespołu wad letalnych bądź ich duże prawdopodobieństwo, często pod presją różnych środowisk myślą o aborcji. – Kiedy w takiej sytuacji przyjdziemy z pomocą, to rodzice decydują się, by dziecko przyszło na świat – mówi o. Filip.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół