• facebook
  • rss
  • Polaków trzeba się bać

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 01/2014

    dodane 02.01.2014 00:00

    Olga przyjechała do Lublina z Grodna. Choć mówi ze śpiewnym akcentem, jest Polką. Studiuje politologię. Uważa, że Polacy mało wiedzą o swoich rodakach żyjących za wschodnią granicą.

    Przez 500 lat część dzisiejszej Białorusi wchodziła w skład Rzeczypospolitej Obojga Narodów. To dlatego Białorusini mają dziś problemy z określeniem swojej tożsamości. Z jednej strony czują się bardzo związani z kulturą Zachodu, z drugiej wpływ Rosji ciągnie ich na Wschód.

    – Gdy jechałam do Polski na studia, wielu moich kolegów bardzo mi zazdrościło. Białorusini mają problemy z otrzymaniem wiz i wyjazdem na Zachód, może dlatego wydaje im się, że to rajski ogród, niestety, dla nich zamknięty. Nie ma natomiast problemu z wyjazdami na Wschód. Naturalne więc jest, że nasiąkają tym, co znają. Cała ta sytuacja rodzi wielkie rozdarcie – mówi Olga. W Lublinie na dwóch uniwersytetach: KUL i UMCS studiuje około 200 osób z Białorusi, są to przede wszystkim Polacy. – Nasi koledzy studenci w Polsce mają nikłe pojęcie o sytuacji Polaków na Białorusi. Wiedzą, że rządzi tam Łukaszenka, że jest terror i że Rosja ma tam sporo do powiedzenia, ale to ogólniki. Dlatego bardzo się cieszę, że zaproszono do Lublina Andżelikę Borys właśnie na spotkanie ze studentami. To okazja do poznania trochę lepiej problemów Białorusi – uważa Olga. Andżelikę Borys zaprosił na UMCS dziekan wydziału politologii prof. Grzegorz Janusz. – W tym roku Związek Polaków na Białorusi obchodzi 25-lecie swojej działalności. Większość przedsięwzięć, tj. wyjazdy dzieci i młodzieży do Polski, koncerty chórów i zespołów artystycznych czy wystawy malarzy polskich ZPB, organizuje przy wsparciu samorządów poszczególnych miast oraz instytucji pozarządowych w Polsce. Zaprosiliśmy Andżelikę Borys, by spróbować nawiązać podobną współpracę z samorządem Lublina – mówi prof. Janusz.

    Na smyczy Rosji

    Żeby lepiej zrozumieć sytuację Polaków na Białorusi, poproszono Andżelikę Borys o wykład. – Gdy ktoś mnie pyta, jak jest Polakom na Białorusi, mówię, że tak samo jak większości Białorusinów, czyli ciężko. Różnica jest taka, że Polacy są świadomi swojej historii i tożsamości, Białorusinom zaś trudno się zdecydować, kim są – mówiła podczas spotkania w Lublinie działaczka. Podkreślała, że reżim Łukaszenki jest legalnie wybraną w demokratycznych wyborach władzą. – Jest to władza doskonale zorganizowana z bardzo sprawnym aparatem kontroli i przemocy. Żeby taki stan rzeczy utrzymać, potrzebne są duże pieniądze, które przez wiele lat płynęły z Rosji. By uzależnić Białoruś od siebie, Rosja oferowała surowce wtórne po bardzo korzystnych cenach, nie pobierała żadnych ceł i dodatkowych opłat. Białoruś kupowała od Rosji bardzo tanio i drożej sprzedawała państwom zachodnim. Zysk, który z tego miała, pompowała w  utrzymanie swojej władzy, a nie na przykład w modernizację gospodarki. Szacuje się, że od momentu dojścia do władzy Łukaszenki w 1994 roku do dnia dzisiejszego Rosja wpompowała w Białoruś 50 miliardów dolarów. Dziś ze spokojem może stwierdzić, że jest to kraj całkowicie od niej zależny. Kilka lat temu skończyły się jednak preferencyjne ceny na surowce płynące z Rosji. Teraz za wszystko trzeba słono płacić, a nie ma z czego, więc zadłużenie państwa rośnie na potęgę. Niewydolna jest gospodarka, która w 75 procentach jest własnością państwową. Oznacza to, że wszystkim na Białorusi jest ciężko, nie tylko Polakom – podkreśla Borys.

    Standardy demokracji

    Problem Polaków w tym kraju jest o tyle poważny, że reżim Łukaszenki boi się Polaków, którzy nie są skłonni ślepo wierzyć władzy. – Gdy władze białoruskie nie uznały wyborów władz w Związku Polaków na Białorusi i nakazały nam zorganizowanie kolejnego zjazdu i powtórzenie wyborów, po naradzie uznaliśmy, że nie podporządkujemy się temu żądaniu. Wybory odbyły się zgodnie z przepisami, nie zostało naruszone żadne prawo i nie ma podstaw do zwoływania kolejnego zjazdu i nowych wyborów. Byłoby to wbrew wszelkim zasadom demokracji. Niepodporządkowanie się reżimowi sprawiło, że białoruskie władze uznały nasz związek za nielegalny i powołały swój, oczywiście zależny od siebie. W całej tej trudnej sytuacji mieliśmy wielkie wsparcie przywódców opozycyjnych i społeczeństwa białoruskiego. Swoją postawą pokazaliśmy, że są standardy demokracji, których nie można łamać. To dla reżimu narzucającego wszystkim swoje zdanie bardzo niebezpieczne. Co by było, gdyby polskie standardy zaczęli powielać Białorusini? Łukaszenka bardzo się tego obawia – podkreśla Andżelika Borys. Postawa Polaków na Białorusi wynika z historii. – My nie jesteśmy Polonią, nigdy Polski nie opuściliśmy i nie zamieszkaliśmy w innym państwie. Zawsze mieszkaliśmy tutaj, to granica nas opuściła, zostawiając nas w innym państwie. Jesteśmy świadomi swojej historii i chcemy o nią dbać. To kolejny powód do strachu dzisiejszej władzy białoruskiej. Skoro Polacy pielęgnują swoją historię i język, dbają o kulturę i tożsamość, nie są łatwą w manipulacji grupą społeczną. Poza tym wielkie wsparcie, jakie otrzymują z Polski w postaci czy niezależnej telewizji, radia i prasy, czy też różnych programów kulturalnych i społecznych, pokazuje inne standardy życia i funkcjonowania, niż promują Białoruś i Rosja. Dla reżimu Łukaszenki jesteśmy zagrożeniem przez swoją postawę i świadomość – podkreślała Andżelika Borys. Jest szansa, że po jej wizycie w Lublinie do miast wspierających Polaków na Białorusi dołączy także nasze miasto.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół