• facebook
  • rss
  • Nie żyje Zbigniew Wodecki. Muzyk był doskonale znany lubelskiej publiczności

    ks. Rafał Pastwa

    dodane 11.05.2017 10:15

    Zmarł w jednym z warszawskich szpitali w wieku 67 lat. To był wykształcony muzyk i prawdziwy artysta, człowiek pozytywnie nastawiony do życia

    Sam o sobie mówił, że jest "śpiewającym muzykiem". Był człowiekiem o niezwykłym talencie i umiejętnościach, miał też ogromne poczucie humoru. Zbigniew Wodecki po koncercie w Chełmie, udzielił nam obszernego wywiadu.

    Wodecki swoją przygodę z muzyką już w wieku 5 lat. Z wyróżnieniem ukończył szkołę w klasie skrzypiec Juliusza Webera. Był skrzypkiem Orkiestry Symfonicznej PRiTV oraz Krakowskiej Orkiestry Kameralnej. Jako wokalista zadebiutował w latach 70. ub. wieku. Wszyscy znamy jego przeboje - "Zacznij od Bacha" czy "Izolda". To jednak "Pszczółka Maja" przyniosła mu popularność. Zbigniew Wodecki był laureatem wielu konkursów i festiwali. Był wybitnym instrumentalistą, kompozytorem, aranżerem.

    Tak odpowiadał na pytania zadane przez dziennikarza lubelskiego GN. 

    Ks. Rafał Pastwa: Żyje Pan na walizkach?

    Nie tyle na walizkach, co w samochodzie (śmiech).

    Pan jest nie tyle artystą estradowym co muzykiem. Co powiedziałby Pan na temat poziomu muzyki w Polsce i roli muzyków?

    Status prawdziwych artystów spadł. Ich pozycja także. Bo ludzie dzisiaj nie są w stanie za bardzo odróżniać plewy od ziarna. Może ostro powiedziałem, ale tak jest. Internet jest wielkim osiągnięciem, ale przez to nie wiadomo, kto jest artystą, a kto nie. Dzięki możliwościom komputera można z jednego utworu zrobić trzy. Tak się porobiło. Zrobił się straszny młyn. Ale apeluję do tego, że nic nie zastąpi książki, bo książka ma coś w sobie wyjątkowego, namacalnego i pewne rzeczy się lepiej pamięta. Są pewne niuanse, których można się jedynie nauczyć, inaczej się nie uda. Trzeba się nauczyć prawdziwej muzyki, jak i tego w jaki sposób odróżnić Rembrandta od „nie-Rembrandta”.

    Na temat gustu się nie dyskutuje, bo gust się ma. Jak nauczyć się odróżnić dobrą muzykę od słabej?

    Mnie jest trudno powiedzieć, bo jestem skażony muzyką. Ja mam to w genach, ale tylko na tym się znam i nic innego nie potrafię robić - żeby się usprawiedliwić, bo wszystkich rozumów nie pozjadałem. Mój dziadek i tato grali na instrumentach. Ja od dziecka tez grałem, siedziałem w filharmonii i słuchałem dzieł mistrzów. Później grałem w radiu bo pracowałem w Krakowskiej Orkiestrze Symfonicznej. Nagrywaliśmy co tydzień utwory m.in. Bacha, Mozarta, Liszta, Brahmsa.

    Czy nie chciał Pan, żeby Pana dzieci były muzycznie wykształcone?

    Moje dzieci chodziły do szkoły muzycznej. Dziadek chodził, tata chodził, ja chodziłem - no to i moje dzieci też. Ale to nie jest obowiązek. Znajomym powtarzam, że jak ktoś ma zdolne dzieci to nie powinien ich posyłać do szkoły muzycznej. Bo to jest miejsce dla wybitnie zdolnych dzieci. Tylko w takim przypadku to ma sens. Jeszcze trzeba mieć dużo szczęścia, żeby się w tym kierunku udało.

     

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Zibi89
      04.02.2014 11:14
      Te problemy, o których mówi pan Zbyszek można krótko skwitować.
      Akcje wyniszczające polską inteligencję prowadzone przez nazistów i bolszewików w czasie wojny i po wojnie spowodowały, że ludzie nastawieni są głównie na odbiór prostych treści.
      Kultura masowa i celebrytyzacja są tego najlepszym przykładem.

      W odniesieniu do języka i i historii:
      Polska nie będzie wielka terytorialnie,
      Polska nie będzie potęgą militarną,
      Polska nie będzie potęgą ekonomiczną.
      W Polsce mieszka za mało ludzi, żebyśmy mogli być bombą demograficzną +ww. i brak polityki prorodzinnej (wliczam w to m.in. morderstwa aborcyjne na życzenie za komuny - ok. 30 mln zamordowanych przyszłych obywateli).
      Polska powinna być wielka Ideą swoich przodków.
    • amanka
      04.02.2014 12:39

      „Bóg się rodzi” – a tu takie zawodzenie...

      No niestety to duża "zasługa" organistów, osób bądź co bądź z wykształceniem muzycznym.

      Niech zagrają „Bóg się rodzi” w tempie poloneza, "Bracia patrzcie jeno" z ogniem (to też polonez?), a "Gdy śliczna Panna" łagodnie i cicho. I nich pociągną swoją grą wiernych, niech na 5 min przed mszą powiedzą kilka zdań JAK jedną z przewidzianych pieśni zaśpiewać, NAUCZĄ ludzi. Nie jest to chyba duży wysiłek, a efekty moga być bardzo dobre.

      Niestety często to właśnie organiści narzucają takie tempo i sposób grania / śpiewania, że wszystkie pieśni sa na jedno zawodzące kopyto. A "Te Deum" grane w rytmie walczyka otwiera mi nóż w kieszeni...

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół