• facebook
  • rss
  • Był tu u siebie

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 17/2014

    dodane 24.04.2014 00:00

    Papieska wizyta. To był wielki dzień dla Lublina. Po raz pierwszy w dziejach Kościoła papież pojawił się na ziemi lubelskiej. Dla wielu nie był obcy. Miało to być spotkanie nie tylko z papieżem, ale i z przyjacielem.

    W styczniu 1987 roku bp Bolesław Pylak oraz władze KUL pisemnie zaprosili Jana II do Lublina. Wiadomość lotem błyskawicy rozeszła się wśród duchowieństwa i wiernych. Uniwersytet, miasto i cała diecezja zaczęły żyć nadzieją na spotkanie. Lublin był dobrze znany Janowi Pawłowi II. Przez 24 lata przyjeżdżał tutaj z Krakowa z wykładami na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Jako biskup krakowski brał czynny udział w wielu uroczystościach diecezji lubelskiej. Tak więc pielgrzymka do Lublina była dla papieża powrotem do dobrze znanych miejsc.

    Zdecydował papież

    Ustalono miejsca, które w Lublinie odwiedzi papież, ale nikt nie wspominał o wizycie w katedrze. – Od początku było wiadomo, że ojciec święty przyjeżdża tutaj ze względu na KUL – wspomina bp Ryszard Karpiński. Strona rządowa wymogła jednak, aby papież zatrzymał się choćby na krótką modlitwę na terenie byłego obozu koncentracyjnego na Majdanku. Nie było z tym większych kłopotów. Na życzenie strony watykańskiej miały natomiast w Lublinie miejsce święcenia kapłańskie dla diakonów – po jednym przedstawicielu z seminariów diecezjalnych i zakonnych.

    – Nie mogłem pogodzić się z faktem, że ojciec święty tyle razy przychodził tutaj na prywatną modlitwę, gdy przyjeżdżał jako profesor wcześnie rano pociągiem z Krakowa, a teraz tylko przejedzie obok i popatrzy – wspomina bp Karpiński. – Chcieliśmy, aby był i w katedrze lubelskiej. Liczyłem na pomoc delegacji watykańskiej, która przyjechała na wizję lokalną. Owszem, goście odwiedzili Majdanek, katedrę, pojechali na Czuby i KUL, ale nie wypowiadali się specjalnie na temat katedry. Mówili, że dużo, oczywiście, będzie zależało od samego papieża – relacjonuje. Na wszelki wypadek przygotował on krótkie „Pro memoria”, które dostarczył do Rzymu. Wykazał tam racje, dla których papież powinien choćby na prywatną modlitwę zatrzymać się w katedrze. – Wydaje mi się jednak, że to sam Jan Paweł II zadecydował, aby włączyć nawiedzenie katedry do ustalonego już programu– mówi bp Ryszard.

    Niech Bóg błogosławi

    9 czerwca 1987 roku kilka minut przed godziną 10.00 pojawiły się na ulicy zwanej wówczas ul. Buczka pulsujące światła policyjnych motocyklistów, poprzedzających papieskie papamobile. Wewnątrz towarzyszyli ojcu świętemu bp Bolesław Pylak i osobisty sekretarz ks. Stanisław Dziwisz. Po dojściu do głównego ołtarza w katedrze ojciec święty nie uklęknął na przygotowanym dla niego klęczniku, przykrytym białym płótnem, ale właśnie na skraju tego płótna, opierając się lekko ręką o klęcznik. Po kilku minutach adoracji w milczeniu wstał i podszedł przed obraz Matki Bożej Płaczącej. Przed samym wyjściem ze świątyni wyjąłem z kieszeni mały magnetofon i odważyłem się poprosić ojca świętego o specjalne błogosławieństwo dla parafian katedralnych. Papież bardzo chętnie wziął magnetofon w swoje ręce. Powiedział wtedy: „Niech Pan Bóg błogosławi parafii katedralnej w Lublinie, z którą wiąże mnie tyle lat pamięci, modlitwy na tym miejscu w okresie moich dojazdów do katolickiego uniwersytetu. Ze wzruszeniem tu wracam. Ze wzruszeniem przypominam też wszystko, cośmy tu wspólnie przeżyli, i Milenium przed katedrą odprawiane. Niech wam Bóg błogosławi wszystkim”. Na chodniku placu katedralnego zgromadziła się już od wczesnych godzin porannych dość duża grupa ludzi oczekujących na jakieś spontaniczne spotkanie z ojcem świętym. Dlatego, gdy tylko papież wyszedł z katedry, wierni zaczęli skandować: „Podejdź do nas”. Jak to często bywało, Jan Paweł II uległ ich naleganiu, podszedł do barierki i przeszedł wzdłuż niej kilka metrów, podając ręce do pocałowania i błogosławiąc, po czym powrócił do papamobile i odjechał przez ul. Królewską, plac Łokietka i Krakowskie Przedmieście w stronę KUL-u.

    Macie szukać prawdy o człowieku

    Od 5 rano wpuszczano na teren uczelni tych, którzy mieli wziąć udział w spotkaniach z papieżem. Najpierw zaplanowane było spotkanie w auli z przedstawicielami świata nauki, później zaś na dziedzińcu KUL papież miał się spotkać ze społecznością akademicką. Przed wejściem na uczelnię czekał na Jana Pawła II Senat Akademicki. Na korytarzach prowadzących na aulę tłum ludzi – pracowników i studentów KUL. – Teoretycznie korytarze powinny być puste, ochrona papieska była bardzo niezadowolona, że tyle ludzi czeka na papieża w przejściu.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół