• facebook
  • rss
  • Święty mędrzec

    ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 17/2014

    dodane 24.04.2014 00:00

    Mawiał, że uniwersytet może obyć się bez wykładów, natomiast nigdy bez seminarium naukowego. Prawdy nie szukał w pojedynkę, lecz zawsze wspólnie ze studentami.

    ZKrakowa do Lublina dojeżdżał pociągiem. Z dworca szedł piechotą. Po drodze na uniwersytet wstępował do wybranych kościołów. Przez 24 lata był profesorem KUL-u. Wykłady rozpoczął w październiku 1954 roku. Kierował Katedrą Etyki aż do wyjazdu na konklawe w październiku 1978 roku. – Podczas kręcenia filmu Grzegorza Linkowskiego o związkach Karola Wojtyły z Lublinem zetknąłem się na planie z wieloma świadkami jego obecności w Lublinie, m.in. z s. Zdybicką, państwem Gałkowskimi, ks. Szostkiem – opowiada ks. prof. Alfred Wierzbicki, który obecnie kieruje Katedrą Etyki na KUL. – Miałem okazję odwiedzić także Halinę Bortnowską, studentkę Wojtyły, kobietę niezwykle zasłużoną dla polskiego laikatu. Udało mi się spotkać z prof. Grygielem z Rzymu, który kieruje jedyną na świecie katedrą antropologii Karola Wojtyły na Uniwersytecie Laterańskim. Po tych wszystkich spotkaniach zdałem sobie sprawę, jak ważny był ten okres profesorski w życiu Karola Wojtyły, przyszłego Jana Pawła II – dodaje.

    Zostanie tu na długo

    Ksiądz Karol Wojtyła przybył do Lublina jako młody naukowiec, świeżo po habilitacji, która dotyczyła fenomenologa Maxa Schelera. Wojtyła czytał go w oryginale, po niemiecku. Miał już wtedy rozbudzone zainteresowania etyczne i antropologiczne. KUL był ośrodkiem na tamte czasy bardzo otwartym. – Uwagę na młodego ks. Wojtyłę zwrócił prof. Stefan Swieżawski, recenzent jego habilitacji. On był inspiratorem zatrudnienia na KUL-u Wojtyły, który stracił pracę na Wydziale Teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdyż wydział zamknęły władze komunistyczne w 1954 roku – wspomina ks. Wierzbicki.

    Próba rezygnacji

    Na wykłady ks. Wojtyły w Krakowie przychodzili studenci z niemal wszystkich seminariów duchownych. Uczęszczał na nie także salwatorianin ks. Tadeusz Styczeń. – Tadeusz Styczeń opowiadał mi, że często opuszczał wykłady i chodził do filharmonii, bo uwielbiał muzykę. Jednak nigdy nie opuścił wykładu Karola Wojtyły. Kiedy przełożeni zasugerowali mu karierę naukową, ten chciał studiować muzykę. Ostatecznie poprosił przełożonych, by mu pozwolili studiować filozofię u ks. Wojtyły w Lublinie. Tak rozpoczęła się ich długoletnia współpraca i przyjaźń – wspomina ks. prof. Wierzbicki. Magisterium i doktorat Styczeń zrobił u Wojtyły. W 1971 roku Wojtyła był już kardynałem. Miał za sobą doświadczenie soboru, jeździł po świecie jako delegat Pawła VI na kongresy eucharystyczne. Miał też wiele obowiązków w Krakowie. Kardynał Wojtyła odetchnął z ulgą, gdy ks. Styczeń zrobił habilitację. Chciał wtedy złożyć rezygnację z prowadzenia Katedry Etyki na KUL-u. – Podczas obiadu habilitacyjnego, gdy Wojtyła zasugerował swoją rezygnację, wstał ks. Styczeń i powiedział, że nie wyobraża sobie takiej sytuacji. Powiedział: „Wolę być chłopcem na posyłki w firmie Karol Wojtyła aniżeli kierownikiem we własnej”. Tak Karol Wojtyła nadal pracował na KUL-u – dodaje ks. Wierzbicki.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół