• facebook
  • rss
  • Jak SB działała na KUL?

    Maciej Sobieraj, historyk lubelskiego IPN

    dodane 29.04.2014 14:50

    Sposoby werbunku i akcje dezintegrujące środowisko uniwersyteckie. Prezentujemy drugą część cyklu: KUL. Między oporem a lojalnością.

    Sposób werbowania regulowały instrukcje operacyjne dopracowywane w zależności od możliwości technicznych, zmienionej sytuacji politycznej oraz zmian zachodzących na KUL-u. Zawsze jednak ich podstawą był dobrze ulokowany w środowisku pracowników naukowych i studentów tajny współpracownik. Działania werbunkowe SB można sprowadzić do dwóch elementów – doraźnego pozyskania oraz perspektywicznego. Dotyczyły one w takim samym stopniu pracowników naukowych i studentów oraz pracowników administracji.

    Pod obserwacją

    Pierwszym krokiem była obserwacja potencjalnych kandydatów pod kątem ich aktualnego stanowiska na uczelni, możliwości awansu, sytuacji rodzinnej (dyskretny wywiad środowiskowy, np. w miejscu zamieszkania rodziców, rodzeństwa itp.), materialnej, charakterystyki psychologicznej, zachowań o charakterze obyczajowym, stosunku do PRL (kwestia postępowości, naturalnie w rozumieniu funkcjonariusza SB). Dopiero analiza zebranych informacji i uzasadnienie przedstawione przełożonemu do akceptacji dawało podstawę do podjęcia rozmowy mającej na celu pozyskanie. Oczywiście na pewnym etapie działań operacyjnych funkcjonariusz przeprowadzał rozmowy, np. z okazji starań o paszport (w przypadku kulowców bardzo częsty powód do rozmowy) lub jakikolwiek pretekst, który obligował do spotkania z oficerem SB. Musimy zdawać sobie sprawę, że do połowy lat 70. ub. wieku trudno było uniknąć rozmowy, gdy występował o nią funkcjonariusz SB czy to na gruncie nieoficjalnym, a na takim charakterze rozmowy najbardziej mu zależało, czy też na oficjalne spotkanie za formalnym wezwaniem.

    Należy też pamiętać, że KUL był małym środowiskiem, gdzie praktycznie wszyscy się dobrze znali. Dotyczy to zarówno pracowników naukowych, jak i studentów oraz pracowników administracji. Nie ma środowiska, które funkcjonowałoby bezkonfliktowo, a w sytuacji KUL-u, gdzie pracowali i studiowali świeccy oraz księża było dodatkowym trudnym elementem koegzystencji. Lubelska uczelnia, chociaż oparta na wartościach katolickich, a więc także miłości bliźniego, w relacjach międzyludzkich nie zawsze mogła sprostać temu najważniejszemu z przykazań. Zazdrość i zawiść wobec sukcesów czy awansów kolegów nie obce były temu środowisku. Dodatkowo różnica zdań wobec wizji uniwersytetu, także w kontekście relacji wobec prymasa Wyszyńskiego dawała asumpt do odpowiednich działań operacyjnych SB.

    Powszechnie przyjęło się, że działania dezintegracyjne wobec ludzi Kościoła podjęto dopiero w latach 70. ub. wieku, a ich apogeum przypadło na początek stanu wojennego ze spektakularnym porwaniem i zamordowaniem ks. J. Popiełuszki. Badając jednak akta KUL-u śmiało można powiedzieć, że takie działania prowadzone były już od końca lat 50. Kluczowym w tym przypadku była dobrze usytuowana sieć agenturalna, która umożliwiała efektywne działania, skutkujące skłóceniem środowiska i rzucaniem podejrzeń o agenturalność wobec zdecydowanych przeciwników władzy komunistycznej.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

    TAGI: KUL, SB

    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół