• facebook
  • rss
  • Lublin gotowy? Start!

    Justyna Jarosińska

    |

    Gość Lubelski 19/2014

    dodane 08.05.2014 00:00

    Bieganie. Mówią, że jest jak samo napędzająca się machina. Sposób na życie, na poznanie siebie, na poczucie wolności. Bez wątpienia ostatnimi czasy jest przede wszystkim coraz modniejsze.

    Biegają zarówno ci w podeszłym wieku, jak i ci, którzy całkiem niedawno nauczyli się chodzić. Biegają kobiety i mężczyźni – przedstawiciele różnych profesji. Czasami zaczynają, bo chcą stracić na wadze, zrelaksować się aktywnie po ośmiu godzinach spędzonych w biurze czy też poprawić kondycję fizyczną. Po kilku próbach okazuje się, że motywacja stopniowo się zmienia.

    Dla ciała i ducha

    – Biegać zacząłem w maju zeszłego roku – opowiada Tomek Popławski. – Powód był prozaiczny. Wielki, ogromny, jak piłka brzuch, no i waga 99 kg. Dziś ważę co prawda tylko o 5 kg mniej, ale odkryłem, że dzięki bieganiu zapominam, co to stres – mówi.

    Zbyszek Oleszczuk, gdy zaczął biegać, rzucił palenie. – Zawsze bardzo lubiłem szybko się przemieszczać, ale hasło „maraton” było dla mnie tak odległe jak te 42 km i 195 m – mówi. – Wiedziałem, że 195 metrów mogę przebiec, natomiast nigdy nie wierzyłem, że uda mi się pokonać cały dystans – dodaje. Dziś, jak zaznacza, spokojnie może przebiec zarówno 5, jak i 50 km, choć do codziennych treningów trzeba się niekiedy ostro mobilizować. – Często tak bardzo mi się nie chce wychodzić, że jest to naprawdę nie lada wyzwanie. Sprawdzam wówczas, czy potrafię wygrywać ze swoimi słabościami – wyjaśnia. Zbyszek bierze udział w większości maratonów organizowanych w Polsce i może pochwalić się już całkiem pokaźną kolekcją medali. Iwona Paluch zaczęła biegać, jak mówi, nieco po czterdziestce. – Zostawił mnie mąż i z dnia na dzień dosłownie poczułam się kimś zupełnie bezwartościowym – opowiada. – Zdałam sobie sprawę, że nigdy w życiu nie robiłam nic dla siebie. Wiedziałam, że mogę się załamać albo zacząć działać. No i trzy lata temu zaczęłam – uśmiecha się. – W wielkiej złości po prostu pobiegłam. Biegłam i biegłam, i zdałam sobie sprawę, że moja złość mija. Dziś nie wyobrażam sobie, bym mogła nie biegać. Bieganie nie tylko poprawia moje samopoczucie, ale pomaga przemyśleć i poukładać wiele spraw. Dzięki bieganiu mam w sobie ciągle wolę walki o dobre życie dla siebie i moich dzieci. No i w końcu nauczyłam się być konsekwentna.

    Boso biegiem

    Bez wątpienia prawdziwym weteranem biegania na Lubelszczyźnie jest Stanisław Marzec, wielokrotny mistrz Polski. Biegać zaczął w 1977 r. gdy – jak mówi – bieganie jeszcze wcale nie było modne i biegało niewielu. Od tego momentu trenuje każdego dnia. – Pierwszy swój maraton, tzw. maraton pokoju, przebiegłem w 1979 r. – opowiada. – Bieganie wchodzi w nawyk, staje się swojego rodzaju narkotykiem. Jak się zacznie biegać, to już nie można przestać – twierdzi mistrz. – Ja trenuję codziennie, bardzo rzadko zdarza się, bym nie przebiegł przynajmniej 10 km. Muszę być naprawdę chory – przekonuje.

    Razem z kolegą, również zapalonym biegaczem, dyrektorem Biegu Ariańskiego w Wojciechowie Markiem Górniakiem, od 1992 r. organizuje w Nałęczowie Bieg Sylwestrowy nawiązujący do brazylijskich biegów z São Paulo. To ostatnia i zarazem pierwsza w roku tego rodzaju impreza w Europie. Najwięcej zwycięstw w ciągu tych wszystkich lat, w których bieg się odbywa, odniósł oczywiście sam inicjator biegu – pan Stanisław. Jest on również ewenementem w naszym kraju, jeśli chodzi o bieganie, bo w większości swoich startów biega boso. W 2004 r. w Toruniu w Mistrzostwach Polski Weteranów w Lekkiej Atletyce zdobył dwa złote medale, biegnąc właśnie boso. W bieganie „wkręcili” się również uczniowie pana Stanisława, który przez wiele lat uczył wychowania fizycznego w jednej z podnałęczowskich szkół.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół