Nowy numer 20/2018 Archiwum

Lublin gotowy? Start!

Bieganie. Mówią, że jest jak samo napędzająca się machina. Sposób na życie, na poznanie siebie, na poczucie wolności. Bez wątpienia ostatnimi czasy jest przede wszystkim coraz modniejsze.

Biegają zarówno ci w podeszłym wieku, jak i ci, którzy całkiem niedawno nauczyli się chodzić. Biegają kobiety i mężczyźni – przedstawiciele różnych profesji. Czasami zaczynają, bo chcą stracić na wadze, zrelaksować się aktywnie po ośmiu godzinach spędzonych w biurze czy też poprawić kondycję fizyczną. Po kilku próbach okazuje się, że motywacja stopniowo się zmienia.

Dla ciała i ducha

– Biegać zacząłem w maju zeszłego roku – opowiada Tomek Popławski. – Powód był prozaiczny. Wielki, ogromny, jak piłka brzuch, no i waga 99 kg. Dziś ważę co prawda tylko o 5 kg mniej, ale odkryłem, że dzięki bieganiu zapominam, co to stres – mówi.

Zbyszek Oleszczuk, gdy zaczął biegać, rzucił palenie. – Zawsze bardzo lubiłem szybko się przemieszczać, ale hasło „maraton” było dla mnie tak odległe jak te 42 km i 195 m – mówi. – Wiedziałem, że 195 metrów mogę przebiec, natomiast nigdy nie wierzyłem, że uda mi się pokonać cały dystans – dodaje. Dziś, jak zaznacza, spokojnie może przebiec zarówno 5, jak i 50 km, choć do codziennych treningów trzeba się niekiedy ostro mobilizować. – Często tak bardzo mi się nie chce wychodzić, że jest to naprawdę nie lada wyzwanie. Sprawdzam wówczas, czy potrafię wygrywać ze swoimi słabościami – wyjaśnia. Zbyszek bierze udział w większości maratonów organizowanych w Polsce i może pochwalić się już całkiem pokaźną kolekcją medali. Iwona Paluch zaczęła biegać, jak mówi, nieco po czterdziestce. – Zostawił mnie mąż i z dnia na dzień dosłownie poczułam się kimś zupełnie bezwartościowym – opowiada. – Zdałam sobie sprawę, że nigdy w życiu nie robiłam nic dla siebie. Wiedziałam, że mogę się załamać albo zacząć działać. No i trzy lata temu zaczęłam – uśmiecha się. – W wielkiej złości po prostu pobiegłam. Biegłam i biegłam, i zdałam sobie sprawę, że moja złość mija. Dziś nie wyobrażam sobie, bym mogła nie biegać. Bieganie nie tylko poprawia moje samopoczucie, ale pomaga przemyśleć i poukładać wiele spraw. Dzięki bieganiu mam w sobie ciągle wolę walki o dobre życie dla siebie i moich dzieci. No i w końcu nauczyłam się być konsekwentna.

Boso biegiem

Bez wątpienia prawdziwym weteranem biegania na Lubelszczyźnie jest Stanisław Marzec, wielokrotny mistrz Polski. Biegać zaczął w 1977 r. gdy – jak mówi – bieganie jeszcze wcale nie było modne i biegało niewielu. Od tego momentu trenuje każdego dnia. – Pierwszy swój maraton, tzw. maraton pokoju, przebiegłem w 1979 r. – opowiada. – Bieganie wchodzi w nawyk, staje się swojego rodzaju narkotykiem. Jak się zacznie biegać, to już nie można przestać – twierdzi mistrz. – Ja trenuję codziennie, bardzo rzadko zdarza się, bym nie przebiegł przynajmniej 10 km. Muszę być naprawdę chory – przekonuje.

Razem z kolegą, również zapalonym biegaczem, dyrektorem Biegu Ariańskiego w Wojciechowie Markiem Górniakiem, od 1992 r. organizuje w Nałęczowie Bieg Sylwestrowy nawiązujący do brazylijskich biegów z São Paulo. To ostatnia i zarazem pierwsza w roku tego rodzaju impreza w Europie. Najwięcej zwycięstw w ciągu tych wszystkich lat, w których bieg się odbywa, odniósł oczywiście sam inicjator biegu – pan Stanisław. Jest on również ewenementem w naszym kraju, jeśli chodzi o bieganie, bo w większości swoich startów biega boso. W 2004 r. w Toruniu w Mistrzostwach Polski Weteranów w Lekkiej Atletyce zdobył dwa złote medale, biegnąc właśnie boso. W bieganie „wkręcili” się również uczniowie pana Stanisława, który przez wiele lat uczył wychowania fizycznego w jednej z podnałęczowskich szkół.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma