• facebook
  • rss
  • Czas umocnienia

    dodane 19.06.2014 00:00

    O tym, co mają w sobie wakacyjne rekolekcje, dlaczego warto luksusowe wczasy zamienić na skromne warunki oazowe i dlaczego ludzie szukają wspólnoty, z ks. Piotrem Drozdem, moderatorem diecezjalnym Ruchu Światło–Życie, rozmawia Agnieszka Gieroba.


    Agnieszka Gieroba: Lublin ma to szczęście, że mieszkał tu i pracował założyciel Ruchu Światło–Życie, sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki…

    Ks. Piotr Drozd: Tak, na wyciągnięcie ręki mamy namacalne świadectwa działalności ks. Franciszka. To domy na Sławinku, przy ul. ks. Blachnickiego i ks. Danielskiego. To tu właśnie mieści się krajowe archiwum Ruchu Światło–Życie, a w nim ogrom dokumentów, fotografii, zapisków, nagrań. Tu też w domach zakupionych przez ks. Franciszka mieści się Instytut Niepokalanej Matki Kościoła, czyli diakonia stała Ruchu Światło–Życie, w której wiele pań współpracowało z ks. Franciszkiem i daje o nim i jego dziele świadectwo. W Lublinie też powstał pierwszy w Polsce krąg Domowego Kościoła. Odkąd ks. Blachnicki opuścił Katowice i zaczął studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, w ciągu roku akademi-
ckiego przebywał w Lublinie. Tu powstawały pomysły na rekolekcje wakacyjne, materiały formacyjne, odbywały się różne spotkania i dyskusje, które stopniowo pomagały nadawać Ruchowi obecny kształt. Nic więc dziwnego, że w Lublinie tak wielu ludzi wywodzi się z oazy, nawet jeśli dziś wybrali dla siebie inną drogę niż oazowa.

    Ilu oazowiczów mamy w archidiecezji lubelskiej?

    Dokładnej liczby pewnie nie podam, ale w Domowym Kościele, czyli gałęzi rodzinnej Ruchu Światło–Życie, mamy 170 kręgów, czyli małych grup, w których spotykają się małżonkowie. Kręgi liczą od 4 do 6 małżeństw, więc uśredniając, mamy około 850 małżeństw, które odczytały dla siebie taką drogę formacji i budowania miłości małżeńskiej. Dzieci, młodzież i dorośli formujący się we wspólnotach Ruchu Światło–Życie spotykają się w 40 parafiach naszej archidiecezji. Czasami są to bardzo liczne grupy, czasami tylko kilkuosobowe. Wiem też, że są osoby należące do oazy poza swoją parafią, bo na miejscu nie ma takiej wspólnoty.

    To dużo czy mało?

    Zawsze można chcieć więcej. Obserwując ostatnie lata, można powiedzieć, że Domowy Kościół przeżywa w naszej diecezji rozkwit. Trochę słabnie oaza młodzieżowa, ale wszystko to naturalna kolej rzeczy. Kilka lat temu bardzo prężnie działała u nas grupa dzieci i młodzieży. Dziś ci ludzie to osoby dorosłe, które mają swoje rodziny. Zachwyceni charyzmatem ks. Franciszka Blachnickiego nie zrezygnowali z formacji, gdy dorośli, lecz przenieśli ją do swoich małżeństw, zasilając Domowy Kościół. Mam nadzieję, że ich dzieci, kiedy dorosną do wieku szkolnego, pójdą za przykładem rodziców i zasilą Oazę Dzieci Bożych, a potem oazę młodzieżową, aż w końcu sami dojdą znów do etapu Domowego Kościoła. Oczywiście cały czas prowadzimy też ewangelizację, zapraszając tych, którzy nigdy wcześniej o Ruchu Światło–Życie nie słyszeli.

    Część z oazowiczów pojedzie na rekolekcje wakacyjne, decydując się spędzić 15 dni z Panem Bogiem. Co takiego mają w sobie takie rekolekcje, że są zarówno dla młodych, jak i dla dorosłych atrakcyjne?

    To pewnego rodzaju fenomen. Jeszcze jakiś czas temu powiedziałbym, że o popularności oaz decydowała przystępna cena. Dziś wiele osób stać na drogi, atrakcyjny wyjazd gdzieś do znakomitych kurortów, a jednak duża część ludzi wybiera zdecydowanie skromniejsze warunki, ale za to blisko Pana Boga. Ludzie tęsknią za bliską relacją i z Jezusem, i z drugim człowiekiem. Rekolekcje to dają. Rodzi się poczucie wspólnoty, wzajemnej akceptacji, nawiązują się przyjaźnie. Przebywanie w grupie osób, które żyją podobnymi wartościami i wyznają takie same zasady, dodaje też odwagi w wierze. Może w dzisiejszym świecie, który często wyśmiewa Kościół i Pana Boga, ktoś czuje się opuszczony, rekolekcje pokazują jednak, że całkiem sporo ludzi żyje wiarą. To nas umacnia i daje odwagę w życiu codziennym do świadczenia o Jezusie. Przez 
15 dni rekolekcji rodzi się wspólnota życia tak jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. O takich wspólnotach można powiedzieć: „patrzcie, jak oni się miłują”, i rzeczywiście tak jest. Relacje rekolekcyjne przenoszą się w codzienne życie, ludzie mogą na siebie liczyć w najróżniejszych sytuacjach. To moim zdaniem pociąga zarówno dzieci, młodzież, jak i rodziny do przeżywania rekolekcji. W naszej diecezji od 4 lat mamy systematyczny wzrost wyjazdów na rekolekcje. Często miejsca na wakacyjne turnusy kończą się bardzo szybko.

    Kto może pojechać na takie rekolekcje?

    Każdy może znaleźć coś dla siebie. Są rekolekcje dla tych, którzy wcześniej nie mieli nic wspólnego z Ruchem Światło–Życie i od rekolekcji chcą zacząć poznawać tę wspólnotę, są też rekolekcje dla tych, którzy formują się w Ruchu na różnym etapie. Ile osób skorzystało z propozycji oazowych rekolekcji, będziemy wiedzieć we wrześniu, myślę jednak, obserwując ostatnie lata, że więcej osób niż w latach ubiegłych zdecydowało się w taki właśnie sposób spędzić część swojego urlopu czy wakacji.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół