• facebook
  • rss
  • Tego widoku nie da się zapomnieć

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 29/2014

    dodane 27.01.2015 08:19

    Pociągi jechały z różnych stron Polski. Wagony wypełnione ludźmi, którzy nie mieli pojęcia, co ich czeka. Większości z nich Lublin nie kojarzył się źle. Aż do tamtego czasu...

    W towarowym wagonie robi się coraz ciaśniej. Kobiety wpychane przez żołnierzy zbijają się w kłąb, szukając równocześnie miejsca dla położenia bagażu i możliwości przycupnięcia na nim. Słychać okrzyki „Schnell! Los!”. Na zewnątrz żołnierze z karabinami przekazują sobie instrukcje i żartują. Za chwilę zaplombują wagony. Pociąg rusza. Wyjeżdża ze stacji we Lwowie w nieznanym dla więźniów kierunku.

    Dokąd nas wiozą?

    W jednym z wagonów jest Zofia Pawłowska przed wojną dyrektor Gimnazjum w Kołomyi. Aresztowana w 1942 roku. – Rozlega się szczęk i pociąg rusza. Czuję w gardle paniczny strach. Ktoś zaczyna „Pod Twoją obronę”. Cały wagon podejmuje modlitwę. Gula w gardle puszcza. – wspomina pani Zofia. – Zadajemy sobie pytanie, dokąd jedziemy. Ciągle ktoś próbuje odczytać nazwę stacji, ale pociąg jedzie szybko i jest noc. Poza tym każde otwarcie klapy, by wyjrzeć, grozi śmiercią. Mimo wszystko, nad ranem, jedna z kobiet wygląda i odczytuje nazwę „Rejowiec”. Nic nam to nie mówi. Ktoś przypomina sobie, że to chyba stacja przed Lublinem. Już wiemy, dokąd nas wiozą. Na Majdanek.

    Miejsce zagłady

    Kolczaste druty otaczają baraki. Zupełnie tak samo jak wtedy, gdy stłoczono w nich więźniów. Niemiecki obóz koncentracyjny w Lublinie, nazywany potocznie Majdankiem, powstał na mocy decyzji Heinricha Himmlera. Wizytując Lublin w lipcu 1941 roku, powierzył on dowódcy SS i policji w dystrykcie lubelskim Odilowi Globocnikowi zadanie zbudowania obozu dla 25–50 tys. więźniów, którzy byliby wykorzystywani w warsztatach oraz na budowach SS i policji. Pierwotne zamierzenia dotyczące wielkości obozu kilkakrotnie modyfikowano, każdorazowo zwiększając jego rozmiary i planowaną liczbę więźniów. Tzw. generalny plan budowy Majdanka, zatwierdzony 23 marca 1942 roku zakładał urządzenie obozu dla 150 tys. więźniów i jeńców. Tym samym Majdanek miał się stać największym obozem w okupowanej Europie. Jednak trudności gospodarcze i niepowodzenia na froncie wschodnim nie pozwoliły na pełną realizację tych planów.

    Kiedy otwarto drzwi

    Na Majdanek trafiali głównie Żydzi, ale byli też Polacy, Rosjanie, Słowacy i wiele innych narodowości. Ich tragiczny los zaczynał się już w momencie, gdy pociąg docierał na stację do Lublina. Tam dokonywano wstępnej selekcji. Wybierano jedynie zdolnych do pracy. Cała procedura odbywała się w sposób bardzo brutalny, SS-mani biciem i wyzwiskami zmuszali więźniów do opuszczenia wagonów, nierzadko rozdzielano rodziny. Selekcję na Flugplazu opisał Arnold Hindls, który przybył do Lublina pod koniec kwietnia 1942 roku. Wspomina on: „W Lublinie przeżywaliśmy pierwszą bolesną niespodziankę. Zanim pociąg się zatrzymał, otwarto drzwi wagonów, a do środka wtargnęli uzbrojeni po zęby esesmani. Przechodząc przez wagon, popychali brutalnie i bili kolbami karabinów stojących w przejściach ludzi, krzycząc: Wszyscy mężczyźni od siedemnastu do pięćdziesięciu pięciu lat natychmiast wysiadać! [...] Rozkaz ten i całkowicie nieoczekiwane rozrywanie rodzin wywoływało podekscytowanie, zamieszanie i rozpacz, której nie da się opisać. Zalane łzami kobiety, składając ręce błagały: Zostawcie chociaż naszych mężów i dzieci! Co same poczniemy? Kobietom odpowiedziano, że mężczyźni potrzebni są do pilnych robót w Lublinie i z pewnością dołączą do nich po kilku dniach. Jak się później okazało, było to świadome kłamstwo. Większość nie zobaczyła już swoich mężów i synów, których zabrano do obozu zagłady na Majdanku”.

    Selekcja

    Gdy więźniowie ze stacji kolejowej do obozu docierali piechotą dokonywano drugiej selekcji. Plac selekcyjny zlokalizowany został po zachodniej stronie baraku łaźni żeńskiej. Ze wszystkich stron otoczony był drutem kolczastym. – Tam pod gołym niebem trzymano wszystkich aż do rana, a rano zaczęło się przyjmowanie transportu. Przede wszystkim oddzielono mężczyzn od kobiet i dzieci. Walizy i tobołki odbierają Niemcy przed wejściem do łaźni, tam każą się rozebrać i strzygą. Potem specjalna komisja dokonuje przeglądu, każe otworzyć usta i podnieść ręce do góry, a to dla skontrolowania, czy przypadkiem ktoś nie usiłuje przeszmuglować biżuterii. Komisja ta segreguje więźniów; zdrowych i młodych kieruje do jednej łaźni, a osoby starsze, chore i młodociane do drugiej, która okazuje się drogą do krematorium – tak procedurę selekcji wspomina Jerzy Kwiatkowski.

    Głód i tortury

    Od pierwszych chwil pobytu w obozie więźniom nieodłącznie towarzyszyły głód, strach, katorżnicza praca i choroby. – Głód był silniejszy od bólu. Człowiek stale myślał o tym, co mógłby zjeść. Więźniowie przynosili do baraków obierki z ziemniaków. Skutki tego zachowania były opłakane, bo prawie każdy miał biegunkę. W nocy nie można było opuszczać baraków, więc więźniowie załatwiali się w środku – wspomina Zdzisław Badio, który na Majdanek trafił w 1942 roku. Za wszelkie rzeczywiste czy wyimaginowane przewinienia spadały na nich dotkliwe kary i szykany. – Masowe bicie urządzano w niedzielę przed południem. Wszyscy wychodzili na apel, a przez megafon wzywano tych, których numery zapisano wcześniej. Karę wymierzano przy pierwszym bloku. Był tam stołek, na którym kładziono więźnia, ściągano mu spodnie i bito. Za jedno zapisanie jego numeru dostawał 25 uderzeń, za dwa 50. Chłostę wykonywali więźniowie jeden za drugim, z tym, że jak ktoś słabo bił, kładziono go zamiast poprzedniego. W czasie tych tortur każdy słuchał, czy nie wywołają jego numeru, ponieważ nie zawsze było wiadomo, że jest się zapisanym. Na listę można było trafić bez powodu, bo wpadło się w oko jakiemuś strażnikowi, albo za wolno się pracowało, albo coś się źle wykonało. Były to chwile wielkiego napięcia – opisuje były więzień.

    Dożynki

    Życie więźnia było nieustannie zagrożone. Więźniowie umierali w następstwie tragicznych warunków bytowych, chorób, ginęli w egzekucjach, mordowano ich w komorach gazowych. Najtragiczniejszy okazał się 3 listopada 1943 roku, kiedy Niemcy przeprowadzili w obozie akcję „Dożynki” mordując jednego dnia około 40 tys. Żydów. – Kiedy obudziłem się tego dnia zobaczyłem, że nasze baraki otoczone są żołnierzami z ochrony obozu – relacjonuje Nikołaj Pietrowicz Byrgazow. – Od strony krematorium słychać było muzykę z głośników i rozlegające się serie karabinowe. Z okien widzimy, jak Niemcy wyprowadzają z VI pola kolumny więźniów pod wzmocnioną eskortą, z psami. Kolumny jedna za drugą kierują się do krematorium. Muzyka gra nieprzerwanie. Po więźniach z VI pola zaczęli wprowadzać tych z V, potem z IV i III. Zrozumieliśmy, że Niemcy przystąpili do zagłady więźniów. Czekaliśmy na swoją kolej. Rozstrzeliwania trwały cały dzień. Pod wieczór wyprowadzono więźniów z I pola. To były kobiety i dzieci. Pod koniec dnia, obok krematorium zapaliły się ogniska. Przez kilka dni dymił komin, płonęły stosy. Dusiliśmy się od śmierdzącego dymu, żegnając w myślach z życiem. Każda minuta była oczekiwaniem – wyznaje. – Pewnego dnia przyszli na nasze pole strażnicy i zaczęli werbować ludzi, stosunkowo młodych, którzy mogli ustać na nogach. Wyprowadzili z pola w kierunku krematorium. Tam zobaczyliśmy rowy zawalone zwęglonymi trupami ludzkimi. Cały plac pokryty był krwią. Rozdzielano nas na dwie grupy. Jednej kazano oczyścić plac, drugiej segregować ubrania po zamordowanych. Trafiłem do tej grupy. Wieczorem, gdy wróciłem do baraku pewny, że nazajutrz mnie rozstrzelają jak skończymy porządkować rzeczy, rozchorowałem się tak, że leżałem nieprzytomny dwa tygodnie. To uratowało mi życie, ale tamten widok mam wciąż przed oczami, tego nie da się zapomnieć – przekonuje. Spośród prawdopodobnie 150 tys. więźniów, którzy przeszli przez Majdanek, według najnowszych ustaleń życie straciło blisko 80 tysięcy osób, w tym około 60 tysięcy Żydów. Tragiczna historia lubelskiego obozu koncentracyjnego dobiegła końca 23 lipca 1944 roku, po wkroczeniu do Lublina Armii Czerwonej. Wcześniej Niemcy bądź zamordowali więźniów, bądź przewieźli ich do innych obozów. • W tekście wykorzystane zostały materiały archiwalne muzeum na Majdanku

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół