• facebook
  • rss
  • By powódź nie zmyła uśmiechów

    ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 32/2014

    dodane 07.08.2014 00:00

    Pomoc dla Serbii. – Widziałem, jak fala pędzi główną ulicą miasta – opowiada Ivica Jovanovič. – Wiedziałem, że nie ominie nas nieszczęście. Zastanawiałem się tylko, jak wysoko sięgnie woda – relacjonuje to, co zdarzyło się 15 maja w serbskim Obrenovacu.

    Ivica jest nauczycielem informatyki w tym mieście. Uczy w największej serbskiej szkole, do której chodziło 1,5 tysiąca uczniów. – Zastanawiam się, jak będzie wyglądał początek roku szkolnego, bo szkoła ucierpiała do tego stopnia, że wszystkie sprzęty i pomoce zostały zniszczone. Na korytarzach zalegało błoto i panował smród – relacjonuje.

    Zieleń w odcieniach szarości

    Aby odpocząć od tej atmosfery, do Lublina przyjechała grupa 40 dzieci z najbardziej pokrzywdzonych przez żywioł rodzin. Ivica jest jednym z opiekunów tej grupy. Serbowie zostali zaproszeni do Polski przez Strowarzyszenie Solidarności Globalnej, które pomaga walczyć ze skutkami katastrofy. Jolanta Woźniak pełni funkcję kierownika kolonii dla młodych powodzian. Działa na co dzień w Centrum Wolontariatu w Lublinie, które współpracuje ze stowarzyszeniem. – Już na początku czerwca pojechałam do Serbii w pierwszej grupie wolontariuszy – mówi. – Podróżowaliśmy wozem strażackim OSP w Niemcach. Komendant wydelegował także dwóch strażaków, którzy udali się w drogę razem z nami – opowiada. – Na teren dotknięty powodzią wjeżdżaliśmy w wielkim napięciu. Zieleń mieszała się z szarością pozostawioną przez błoto i brudną wodę. Pomagaliśmy przy powodziach w Wilkowie nad Wisłą, jednak rozmiar tego, co zobaczyłam w Serbii, przekraczał moje wyobrażenia – podkreśla. – Uczyliśmy mieszkańców Obrenovacu, jak postępować w tej sytuacji. Udzielaliśmy informacji odnośnie do dezynfekcji i higieny podczas prac. Przyjechaliśmy przygotowani, z własnym sprzętem i prowiantem, choć przez pierwsze dni nikt nie miał ochoty na jedzenie ze względu na uciążliwy zapach – relacjonuje.

    Tyle mogłam zrobić...

    – Kiedy zbliżała się powódź przypłynęły po nas łodzie ratunkowe i zabrały, tak jak i sąsiadów. Nie bałam się. Byłam z rodzicami i wiedziałam, że jak nas zabrali na łódź, to jestem bezpieczna – mówi czternastoletnia Teodora Glišić, jedna z uczestniczek kolonii. Danijela Gligorić, nauczycielka chemii w szkole w Obrenovacu mieszka na co dzień w Belgradzie. – Wiedziałam, że opady deszczu były ulewne, ale się nie spodziewałam, że dojdzie do takiej powodzi – mówi. O klęsce dowiedziała się z telewizji. – Pomyślałam wtedy o moich uczniach, kolegach i koleżankach z pracy. Bałam się o nich – relacjonuje. Szczęśliwie dzieci zostały ewakuowane do innych miejscowości i tam kończyły swój rok szkolny. Jednak do Belgradu trafiło wiele osób, których domy zostały zniszczone. – Pierwsze, co zrobiłam, to pobiegłam ze znajomymi do sklepu, by kupić najpotrzebniejsze rzeczy dla tych, którzy trafili do ośrodka przejściowego w Belgradzie. Tyle mogłam zrobić – wspomina.

    Chciałabym wierzyć

    – Chciałbym wrócić spokojnie do szkoły i nie myśleć o tym, czy powódź się powtórzy – mówi Nemanja Lukić. – Podczas pobytu w Polsce staram się nie myśleć o tym, co w Obrenovacu. Marzę o tym, że jak wrócę do domu to będzie jak dawniej – mówi Teodora Glišić. – Chciałabym wierzyć, że powódź się nie powtórzy – dodaje. – Jestem w Polsce po raz pierwszy i bardzo mi się podoba. Ludzie są otwarci i serdeczni. Czas tutaj mamy zorganizowany na zwiedzanie, zabawę i wzajemne poznanie się – relacjonuje. – Bardzo podoba mi się Lublin. Bardzo się cieszę, że mogłem tu przyjechać. Najbardziej podoba mi się Stare Miasto i wasze Muzeum na Zamku – dodaje Nemanja Lukić.

    Zamiast leżeć na plaży

    – Widzę, jak wielkie znaczenie mają te wakacje dla dzieci z Serbii – zaznacza Jolanta Woźniak. – Na każdym kroku dzieci okazują wdzięczność i radość. Pomagamy im odetchnąć od tamtych wydarzeń, a przede wszystkim dajemy im odczuć, że jesteśmy z nimi solidarni – podkreśla. Jedną z opiekunek na koloniach jest Izabela Bałuch, studentka lingwistyki UMCS. Pochodzi z Jankowic koło Pszczyny. – Byłam na chwilę na Śląsku u rodziców i szybko wróciłam do Lublina, bo chciałam tu być i pomagać – mówi. – Opiekuję się najmłodszą grupą dzieci. Tuż po przyjeździe było widać w ich oczach niepewność i napięcie. Pewnego razu poszliśmy na plac zabaw i wtedy zaczęły się pojawiać na ich buziach uśmiechy – wspomina. – Widzę sens w tym, co robimy dla nich. Zamiast leżeć na plaży i opalać się wolę dać coś z siebie innym – przekonuje. W organizację kolonii angażuje się wiele osób. Każdy chce pozostawić w pamięci dzieci z Obrenovacu jak najlepsze wspomnienia. Razem z innymi pracuje przy zmywaniu i przygotowaniu posiłków Jacek Wnuk, prezes Centrum Wolontariatu w Lublinie. – Nie chcieliśmy, żeby dzieci ze szkoły w Obrenovacu miały zupełnie stracone wakacje, dlatego pomysł na te kolonie – mówi Jacek Wnuk. – W wielu osobach jest wielkie pragnienie pomocy innym. Zapraszamy! Każdy może zostać wolontariuszem – podkreśla. Obecnie Stowarzyszenie Solidarności Globalnej organizuje zbiórkę wyprawek szkolnych dla dzieci ze szkoły w Obrenovacu. – W tym wszystkim liczy się poczucie, że nie zostaliśmy sami. Wiemy teraz, już nie z opowieści, ale na podstawie osobistych doświadczeń, że jesteście bardzo serdecznym narodem – mówi Ivica Jovanovič.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół