• facebook
  • rss
  • „Kantylena” poszła w tango

    ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 40/2014

    dodane 02.10.2014 00:15

    Do tego zespołu należą licealiści i studenci, chłopcy i dziewczęta. Oni nie tylko lubią, ale też potrafią śpiewać. Bo tu nie sprawdza się stara prawda, że śpiewać każdy może.

    Rok 1993. Ambitny, młody specjalista od dyrygentury na Wydziale Artystycznym UMCS i absolwentka Akademii Muzycznej we Wrocławiu oraz Podyplomowego Studium Chórmistrzostwa w Bydgoszczy, zwracają się z prośbą i propozycją do ówczesnego moderatora oazy w kościele przy ul. Staszica w Lublinie, by wsparł pomysł utworzenia chóru młodzieżowego. – Ksiądz Andrzej Dołba się zgodził i przez ponad rok spotykaliśmy się na próbach właśnie w tym kościele – mówi prof. Małgorzata Nowak, dyrygent chóru III LO im. Unii Lubelskiej w Lublinie „Kantylena”.

    Pierwszy nabór do chóru wyglądał tak jak obecne. – Chodziłam po różnych szkołach Lublina i za zgodą dyrektorów robiłam przesłuchania – opowiada Małgorzata Nowak. W miarę rozrastania się chóru rodzice chórzystów postanowili znaleźć lepsze miejsce na próby. Delegacja udała się najpierw do lubelskiego kuratora oświaty, który poparł pomysł przeniesienia siedziby chóru do jednej ze szkół Lublina. – Zdecydowałam, że najlepsze będzie LO im. Unii Lubelskiej ze względu na lokalizację w centrum miasta i fakt, że „unici” stanowili najliczniejszą grupę w chórze – wyjaśnia prof. Nowak. – Przychodząc do III LO, słyszałam już o „Kantylenie”. Interesowałam się muzyką i śpiewem, więc marzyłam po cichu, że może uda mi się dostać do chóru – wspomina Magdalena Klusek. – Pamiętam moje przesłuchanie. Było ono dopiero po miesiącu nauki. Pani Nowak wywołała mnie na korytarz, kazała zaśpiewać kilka dźwięków. I powiedziała, że jestem przyjęta. Dostałam karteczkę z informacją o terminie próby i tak się zaczęło. Byłam niesamowicie szczęśliwa – dodaje. – Chór mnie bardzo zaskoczył. Myślałam, że to jest próba, śpiewamy, a potem się rozchodzimy – relacjonuje Weronika Konopka. – A tu po skończonej próbie nikt szybko nie idzie do domu, ale jeszcze długo rozmawiamy ze sobą – dodaje. – Technika dyry- gencka, czyli umiejętność posługiwania się rękami, jest naj- mniej ważnym elementem w prowadzeniu zespołu – zwraca uwagę pani dyrygent. – Najważniejsze i najtrudniejsze jest stworze- nie grupy osób, które chcą ze sobą być i razem się rozwijać – stwierdza prof. Nowak. – Pierwszy rok śpiewania w chórze jest trudny i wymagający. Bycie chórzystą przychodzi z czasem. Ja poczułam, że jestem częścią „Kantyleny” na obozie chóral- nym w Zakopanem w minione wakacje – opowiada Magdalena Klusek. Pierwszy koncert „Kantyleny” odbył się już w grudniu 1993 roku w kościele przy ul. Staszica. Ale zdarzyło się również, że śpiewającą „Kantylenę” pobłogosławił w Castel Gandolfo papież Jan Paweł II. – Towarzyszyły nam wtedy tak wielkie emocje, że niewiele pamiętam z tego spotkania – wspomina dyrygentka. Wielkim echem odbił się również ostatni koncert w Sali Kongresowej Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. Chór wykonał bardzo trudne Tanga Astora Piazzolli. – Było tyle emocji i wrażeń, że nie sposób tego opisać. Przed koncertem było duże zamieszanie. Pomagały nam cztery fryzjerki, robiłyśmy makijaż, chłopcy wiązali w tę i z powrotem krawaty. Na scenie byliśmy w swoim żywiole, wszystko się udało – mówi Magda. Jubileuszowym koncertem swoje występy w „Kantylenie” zakończył Hubert Świątek. Studiuje ekonomię na UW. Z chórem związany był od czterech lat. Teraz myśli o tym, by znaleźć w Warszawie skład, do którego dołączy. – Przed laty poszedłem z koleżanką na jeden z kon- certów „Kantyleny”. Zrobiło to na mnie takie wrażenie, że zapragnąłem śpiewać w tym chórze. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że „Kantylena” to profesjonalizm, przyjaźń i przygoda na całe życie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół