• facebook
  • rss
  • Kpina z budżetu obywatelskiego

    Stefan Sękowski

    dodane 02.10.2014 10:07

    Jedna z większych spółdzielni mieszkaniowych w Lublinie rozsyła wypełnione karty do głosowania. Wystarczy wpisać PESEL i już wzięliśmy udział w wyborze projektów.

    Niedawno mieszkańcy jednej z większych dzielnic Lublina znaleźli w swoich skrzynkach pocztowych ciekawy list. Pracownicy spółdzielni namawiają w nim, by wziąć udział w głosowaniu nad lubelskim budżetem obywatelskim (właśnie trwa) i wybrać projekty, które mają być realizowane w dzielnicy. Chodzi łącznie o cztery projekty małe i trzy duże. Żeby mieszkańcy nie musieli się zbytnio natrudzić, do listu dołączone były wypełnione karty do głosowania – by oddać głos wystarczy tylko dopisać swój numer PESEL. Nie trzeba nawet nigdzie karty oddawać, pracownicy SM sami przyjdą i odbiorą formularze.

    Sposób oddawania głosu, jaki proponują spółdzielcy przypomina chodzenie po domach z urnami wyborczymi w czasach PRL. I jest najzupełniej w świecie sprzeczne z bardzo dobrą ideą, jeśli nie z samymi zasadami budżetu obywatelskiego. Zachęca do tego, by w ogóle nie zapoznawać się z innymi projektami, których „kandyduje” ponad dwieście – tylko próbować wydrzeć z miliona przeznaczonego na BO tyle, ile się da, bez względu na potrzeby innych dzielnic, czy całego miasta. Wśród projektów są w końcu i takie, które nie dotyczą wyłącznie renowacji jakiegoś kawałka ulicy, czy nowego parkingu, ale także takie, z których skorzystają wszyscy mieszkańcy.

    Sam jestem członkiem tej spółdzielni, więc to nie jest tak, że krytykuję ją z obawy o to, że inna dzielnica, która jest mi bliższa, przegra w starciu z „pomysłowymi” działaczami. Sam zadałem sobie trud przeczytania wszystkich tytułów projektów i zapoznania się z kilkudziesięcioma, które wydały mi się najciekawsze – po to, żeby dokonać wyboru biorąc pod uwagę potrzeby zarówno moje, całego miasta, jak i mieszkańców innych dzielnic. Ostatecznie zagłosowałem tylko na jeden projekt z mojego podwórka, reszta to propozycje z innych części miasta lub ogólnomiejskie.

    Nie twierdzę, że z wymuszonego altruizmu należy rezygnować z własnych potrzeb – jeśli uznamy, że nasza okolica wymaga gruntownych zmian i była do tej pory ignorowana przez władze miasta, warto wykorzystać budżet obywatelski do zmiany tego stanu rzeczy. Ale ślepy i infantylny „patriotyzm mikrolokalny”, połączony z brakiem szerszego oglądu rzeczywistości to wyraz egoistycznego ciągnięcia sukna w swoją stronę po to, by urwać dla siebie jak najwięcej. Zresztą niekoniecznie jest to ciągnięcie "dla siebie", bo zdarza się przecież, że w innej dzielnicy bywamy znacznie częściej, niż na sąsiednim osiedlu - w efekcie zyskamy nie tyle my, co działacze spółdzielni,którzy będą mogli się wykazać wysoką skutecznością w nagabywaniu mieszkańców przy głosowaniu na BO. Jeśli tak miałby wyglądać proces decydowania o budżecie obywatelskim, lepiej niech decyzje o inwestycjach podejmują, jak dotychczas, radni – a nie mieszkańcy naganiani przez „zaradnych” spółdzielców. Radni przynajmniej muszą tworzyć między sobą koalicje i we względnie zrównoważony sposób dbać o rozwój różnych części miasta.

    «« | « | 1 | » | »»

    oceń artykuł

    Reklama

    • igor
      05.10.2014 20:28
      Gdyby nie gotowce to 90 procent nie wiedziałoby,że jest taki projekt.Co za problem zagłosować w internecie? Można też iść do wybranych punktów i tam wypełnić czystą kartę.
    • igor
      05.10.2014 20:28
      Gdyby nie gotowce to 90 procent nie wiedziałoby,że jest taki projekt.Co za problem zagłosować w internecie? Można też iść do wybranych punktów i tam wypełnić czystą kartę.
    • tjz6
      06.10.2014 14:38
      Dokładnie tak samo było w łodzi w Dzielnicy Widzew. Jedna Spółdzielnia chce zagarnąć całe 6 milionów przeznaczone na wszystkie projekty ( a było ich 119 ). Zasady zdobywania poparcia analogiczne jak w Lublinie. Roznoszenie gotowych kart do głosowania, rozpuszczenie wszystkich pracowników Spółdzielni na cały tydzień w teren, by zbierali głosy chodząc od mieszkania do mieszkania.
    • tjz6
      06.10.2014 14:46
      Pytacie " co w tym złego?". Ano to, że Spółdzielnia ma dostęp praktycznie do każdego mieszkańca. Pod byle pozorem pracownik Spółdzielni wejdzie do każdego mieszkania. Wykorzystując małą orientację w temacie, zdobędzie bez trudu poparcie dla swoich projektów. Jakie szanse ma ze Spółdzielnią na przykład malutka placówka opiekująca się niepełnosprawnymi dziećmi?
      Dodam pocieszająco, że placówka walczyła do końca o każdy głos. I czekamy z nadzieją, że te nasze starania zostaną zauważone i że nasz projekt będzie też realizowany.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      Reklama

      przewiń w dół