• facebook
  • rss
  • Maniacy lodu

    ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 49/2014

    dodane 04.12.2014 00:00

    W latach 60. zakończyła się epoka prawdziwego hokeja na lodzie w Lublinie. Ostatnim ligowym zespołem była „Lublinianka”. Organizowano jeszcze rozgrywki lokalne i turnieje dzikich drużyn, ale dyscyplina zupełnie upadła. Dzięki kilku zapaleńcom hokej powraca nad Bystrzycę.

    Na treningi hokeja na lubelską „Icemanię” przychodzi około stu osób, w tym połowa to dzieci i młodzież. Jest też drużyna seniorów, a niebawem treningi rozpocznie grupa rekreacyjna. Ponad pół wieku od zakończenia rozgrywek w lidze przez „Lubliniankę” otwarto w Lublinie Halę Lodową. Cieszy to wielu, jednak specjaliści przyznają, że obiekt nie trzyma poziomu europejskiego.

    Pobudka o 6 rano

    – Nie ma co narzekać, ale korzystać, bo już nie musimy grać pod gołym niebem – mówi Jerzy Mieńko, honorowy prezes zarządu UKS Lublin. – Gdyby nasze władze poważnie potraktowały nasze wskazówki kilka lat temu, być może dziś mielibyśmy drużynę z prawdziwego zdarzenia, a tak potrzebujemy 10 lat na jej stworzenie – dodaje.

    – Cieszymy się z dużego zainteresowania tym sportem dzieci i młodzieży. Godziny treningów, jakie nam zaproponowano, nie są może komfortowe, ale dobre i to. W weekendy trzeba wstawać tuż po szóstej, żeby na ósmą być z dzieckiem na treningu. Sam przyprowadzam na zajęcia mojego syna i widzę u niego zapał do hokeja. To gra zespołowa, wymagająca dyscypliny i wysiłku. A przy tym wbrew pozorom bardzo bezpieczna – mówi Wojciech Wardawy z UKS Lublin.

    Rodzinna pasja

    – Grałem kiedyś w hokeja w warunkach podwórkowych, jak większość chłopaków z Lublina, gdy byliśmy dziećmi. Szukało się placu, który nadawał się, żeby zrobić z niego zimą lodowisko. Fascynacja tym sportem wzrastała, gdy w telewizji pokazywano mistrzostwa świata w hokeju lub olimpiadę zimową. Teraz z radością przyprowadzam na treningi swojego 9-letniego syna. Radość jest jeszcze większa, bo jemu się ten sport rzeczywiście podoba – mówi Paweł Szeremeta. – Stoimy z żoną za bandą i przyglądamy się, jak trenuje, chcemy być dla niego wsparciem. Cieszymy się jego pasją i postępami – dodaje P. Szeremeta.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół