• facebook
  • rss
  • Ukraina czeka na swojego Mojżesza

    dodane 01.01.2015 00:00

    O łączeniu dwóch tradycji, sile muzyki ludowej i pięknie macierzyństwa z sopranistką Olgą Pasiecznik rozmawia ks. Rafał Pastwa.

    Ks. Rafał Pastwa: Niedawno można było usłyszeć Pani wyjątkowy koncert na KUL. Dało się zauważyć, jak ożywiła się Pani, śpiewając po polsku i ukraińsku.

    Olga Pasiecznik: To dla mnie wielki zaszczyt móc wystąpić z recitalem przed publicznością, która przyszła specjalnie posłuchać takiej muzyki. Kiedy śpiewam po polsku lub po ukraińsku, czuję się wyjątkowo. To są języki, w których mówię najlepiej, w których mogę myśleć, a to jest ważne, gdyż proces ten pobudza w artyście ten rodzaj wyobraźni, którą przenosi się potem na swój głos.

    Wykonała Pani utwory Mozarta, Ravela, Schuberta, Szymanowskiego i Łysenki. To były kompozycje bazujące na muzyce ludowej.

    Muzyka ludowa ma swoje prawa, nawet jeśli jest w pewien sposób opracowana przez kompozytorów klasycznych. Każdy z kompozytorów musiał być zainspirowany pieśnią ludową, bez upiększeń. Dlatego śpiewając muzykę ludową, staram się ją zbliżyć najbardziej do oryginału i szukać w niej inspiracji, które posłużyły jej twórcom.

    Jak się zaczęła Pani przygoda ze śpiewem?

    Była to droga dość nietypowa jak na śpiewaka, bo zazwyczaj odkrywa się dość późno swój talent i głos. Większość zaczyna od ścieżki instrumentalnej. Moja z kolei historia była taka, że śpiewałam odkąd pamiętam. I tak już zostało.

    A jaką rolę odgrywa dziś w Pani życiu muzyka?

    Ona w naszych czasach nie spełnia tej roli, do której została powołana. Próbuję ciągle walczyć i udowodnić, że muzyka nie została stworzona tylko dla zabawy, ale że jest to doskonały sposób komunikacji i przekazu najważniejszych wartości. Wystarczy podać prosty przykład kolęd i pastorałek.

    Była Pani wielokrotnie nagradzana. Która z otrzymanych nagród jest najważniejsza?

    Najważniejszą nagrodą życia jest mój syn. Był obecny od swych narodzin przy mnie, kiedy koncertowałam na całym świecie. Karmiłam go piersią. Mój mąż wziął wtedy roczny urlop i był to najwspanialszy czas, kiedy mogliśmy być ze sobą ciągle razem. Macierzyństwo jest najwspanialszą nagrodą, jaką mogłam otrzymać.

    Łączy Pani w sobie dwie tradycje i dwie kultury: polską i ukraińską. Wyniosła to Pani z domu, czy jest to efektem twórczości artystycznej?

    Pochodzę z rodziny polsko-ukraińskiej. Mój tata jest Ukraińcem, a mama Polką. W tej atmosferze wzrastałam, również w świadomości dwóch kultur. To jest ogromne bogactwo.

    Czy temat bolesnej historii obu narodów był obecny w Waszym domu?

    Rodzice przekazywali mi wartości, które nie mają narodowości: miłość do drugiego człowieka i szacunek, honor, uczciwość, sprawiedliwość, dobro. Wpoili mi także konieczność posłu- giwania się kilkoma językami. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że obie strony mojej rodziny ucierpiały w czasie konfliktu. Ale to pozwoliło mi na zupełnie inne spojrzenie na te kwestie. Wiem, że razem można pójść dalej, jeśli wyciągnie się wnioski i potrafi przebaczać.

    Czy Pani czuje się bardziej Polką, czy Ukrainką?

    To tak jakby mnie ktoś spytał, czy bardziej kocham mamę, czy tatę.

    Lublin odwiedził ostatnio prezydent Ukrainy. Jak Pani wraz z rodziną przeżywa to, co dzieje się na Ukrainie?

    Jak się ma dwójkę dzieci i kocha się je jednakowo mocno, to zawsze bliższe sercu będzie to, które ma problemy i kłopoty. Myślę, że w chwili obecnej każdy wrażliwy i rozsądny człowiek czuje się w pewnym sensie Ukraińcem. Bo to, co przeżywa teraz ten kraj to, co przeżywa ten naród to wojna. Ale to nie jest tylko i wyłącznie wojna Ukrainy. To wojna w pewnym sensie i o Polskę, i o Europę, wojna o war- tości.

    Czy spodziewa się Pani jakichś zmian tej sytuacji w nowym roku?

    Uważam, że w Polsce najwięcej się mówi o tym konflikcie ze wszystkich krajów europejskich. Nie wiem, dlaczego Europa i jej obywatele milczą. Czy już zapomnieli o tym, co działo się przecież tak niedawno? Jeśli niebezpieczeństwo będzie w progu naszych drzwi, już będzie za późno na reakcję. Przede wszystkim ważne jest mówienie o tym na każdym poziomie i pobudzanie ludzkich serc. Dostałam niedawno list od mojej byłej pani profesor, Rosjanki, która była dla mnie ogromnym autorytetem. Pyta mnie w liście, po co Ukraina rozpoczęła to wszystko, przecież nie będzie mieć drugiego Mojżesza. Uważam jednak, że każdy naród ma prawo do swojego Mojżesza i na wyjście z niewoli. A dzisiaj widać, że na Ukrainie ludzie chcą wyjść z niewoli wewnętrznej i zewnętrznej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      Reklama

      przewiń w dół