• facebook
  • rss
  • Ważna każda misja

    Justyna Jarosińska

    |

    Gość Lubelski 02/2015

    dodane 08.01.2015 00:00

    Duży dom na styku Lublina i Dąbrowicy cały czas tętni życiem. Ktoś niewtajemniczony na pewno nie domyśli się, że mieszkają w nim siostry zakonne.

    Siostry franciszkanki misjonarki Maryi od ponad 20 lat współtworzą społeczność parafii w Dąbrowicy. W domu są dwie wspólnoty, z których w grupie profesek Imienia Jezus jest 16 sióstr, natomiast w 8-osobowej wspólnocie postulatu pw. Mater Admirabilis – pięć postulantek przygotowujących się do podjęcia jednej z najważniejszych decyzji w życiu. Bez wątpienia nie jest to miejsce pełne zadumy i powagi, choć wypełnione modlitwą, która płynie z ust i serc nie tylko sióstr, ale także tłumnie odwiedzających je grup modlitewnych. – Nasz dom jest domem otwartym – mówi s. Jadwiga Stawaruk, odpowiedzialna za dom rekolekcyjny. – Przynajmniej raz w tygodniu odbywają się tu jakieś spotkania formacyjne. Aktualnie trwa kurs ewangelizacyjny „Jezus w czterech Ewangeliach” – informuje siostra, która sama jest w ekipie Pallotyńskiej Szkoły Nowej Ewangelizacji. – Ludzie mówią, że dobrze się czują w naszym domu – podkreśla przełożona franciszkanek, s. Anna Miśkowiec. – Być może właśnie ze względu na klimat modlitwy, który wypełnia ten dom – zastanawia się.

    Czeka Afryka i cały świat

    Międzynarodowe zgromadzenie sióstr FMM ma charakter misyjny, dlatego dom na Nałęczowskiej posiada także muzeum misyjne, po którym oprowadza s. Aniela Pastuszak, długoletnia misjonarka w Senegalu. – Do naszego domu co roku przyjeżdżają siostry na odpoczynek po latach spędzonych na pracy misyjnej – wyjaśnia s. Anna. Od września w Dąbrowicy przebywa s. Wiesława Kowalska, która od 17 lat pracuje w Republice Demokratycznej Konga. – W ostatnich latach pracuję w przedszkolu. Nadzoruję grupę prawie 500 dzieci, ale posługiwałam w różnych dziełach – opowiada. – Kościół w Afryce jest bardzo żywy i ciągle jest tam coś do zrobienia. Wiem, że tam znowu wrócę, bo kocham ten kraj, tych ludzi, a oni liczą na pomoc polskich misjonarzy – dodaje. Siostra Irena Karczewska wiele lat temu pracowała na Węgrzech. – To było prawie zaraz po obaleniu komunizmu – wspomina. – Wtedy odradzał się tam Kościół. Dziś franciszkanka pracuje na rzecz misji w Polsce. Jest przewodniczącą Komisji Misyjnej przy Konsulacie Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych. – Na każde Boże Narodzenie wysyłam życzenia i kartki wraz z opłatkiem do sióstr na misjach. One bardzo tego potrzebują – opowiada. – Kiedyś chciałam z tego zrezygnować, uważając, że w dobie powszechnego dostępu do elektroniki wystarczą mejle, ale docierały do mnie informacje, że siostry czekają, szczególnie na ten opłatek – zaznacza.

    Ratować życie

    W zgromadzeniu misyjnym, jakim są dąbrowickie franciszkanki, tak naprawdę wszystkie siostry są misjonarkami. Siostra Teresa Neitsch raz w tygodniu z grupą wolontariuszy jeździ do młodzieżowego ośrodka wychowawczego pod Łęczną, by w ramach warsztatów „Odzyskać Młodość”, spędzić czas z przebywającymi tam dziewczynami, porozmawiać z nimi, posłuchać, podzielić się Bogiem. One również nas odwiedzają – mówi siostra przełożona. – Dwa razy w roku przyjeżdżają do Dąbrowicy wraz ze swymi opiekunkami na dni skupienia. Dwie misjonarki z Dąbrowicy na trzy siostry zakonne z całej diecezji zaangażowane są także, w trwający już prawie rok projekt ewangelizacyjny „Źródło”. – Zostałyśmy podzielone między różne grupy i jeździmy tam, gdzie zostajemy w danym momencie posłane – opowiada s. Teresa Kuzimska, która na co dzień pełni w zgromadzeniu funkcję mistrzyni postulatu. „Źródło” i postulat franciszkański to niejedyne aktywności s. Teresy. – Jakiś czas temu s. Marta Naumczyk, która zaangażowała się w pracę z więźniami, zachęciła mnie do regularnego odwiedzania skazanych i tak udało nam się zgromadzić sporą grupę, która już wkrótce przyjmie sakrament bierzmowania.

    Angielski to podstawa

    Jak się okazuje, s. Marta równie dobrze co wśród więźniów czuje się wśród obcokrajowców mieszkających w Lublinie. – Kilka lat temu nasza s. Cecylia z Wietnamu, dowiedziawszy się, że są w Lublinie Msze w języku angielskim, zaczęła sama szukać cudzoziemców, którzy chcieliby w nich uczestniczyć – opowiada s. Marta. – Okazało się, że zainteresowanie jest dosyć spore i tak zaczęły się regularne spotkania ludzi z całego świata studiujących bądź pracujących w Lublinie. A ponieważ język angielski w naszym zgromadzeniu jest priorytetem, możemy zarówno animować te Msze św., jak i prowadzić spotkania formacyjne po Eucharystii – opowiada siostra.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół