• facebook
  • rss
  • Nie widzę inaczej

    dodane 29.01.2015 00:00

    O poruszaniu się po Lublinie bez nawigacji i historii Macieja Białka z Jackiem Lusińskim, reżyserem i scenarzystą „Carte blanche”, rozmawia ks. Rafał Pastwa.

    Ks. Rafał Pastwa: Jak doszło do tego, że zainteresował się Pan życiem lubelskiego nauczyciela historii, który stracił wzrok?

    Jacek Lusiński: Wstałem rano i poczułem, że jestem głodny, więc powinienem zjeść śniadanie. Mam taką naturę, że do śniadania otwieram gazetę. Nagle odkryłem reportaż o Macieju Białku i wiedziałem, że śniadania nie zjem. Po przeczytaniu tekstu, a miało to miejsce ponad trzy lata temu, poczułem, że ta historia wgryzła się we mnie na tyle, iż muszę z nią coś zrobić.

    No i nie zjadł Pan śniadania, ale poznał historię Maćka. Co było potem?

    Postanowiłem go odszukać. Chciałem się z nim spotkać, porozmawiać i zobaczyć, czy się rozumiemy, czy widzimy podobny sens tej historii. Bo Maciek nie chciał być wykorzystany przez dziennikarzy. A wielokrotnie potraktowany był przez nich jak zjawisko sensacyjne. Nie widzi, a uczy w szkole – i to było tanią sensacją. A mnie chodziło o coś głębszego. Dostrzegł, że nie chodzi mi o banał, i zgodził się ze mną rozmawiać. Długo obserwowałem, jak żyje, bywałem na jego lekcjach. Uczestniczyłem w jego życiu prywatnym i zawodowym. Chciałem zobaczyć, czy znajdę w jego doświadczeniach materiał na uniwersalną historię.

    Żeby dać wzór do naśladowania?

    Wzorów mamy dużo, a nie mają one dzisiaj siły oddziaływania, bo są pomnikowe. Tu mamy człowieka z krwi i kości, który nie jest taki kryształowy. Czasami myśli tylko o sobie, by uratować coś ze swojego świata. Filmowy bohater jest nauczycielem, a nauczyciel powinien dawać przykład, lecz nagle okazuje się, że w tym nauczycielu jest człowiek, który staje się dominujący.

    Co decyduje, że ta, a nie inna historia mogła stać się podstawą filmu?

    To bardzo dobre pytanie, natomiast ja kompletnie nie znam na nie odpowiedzi. Jedni ludzie w trudnych sytuacjach szukają oparcia w drugim człowieku, inni w religii, jeszcze inni w różnych systemach wartości. Sam nie wiem, jak bym się zachował w trudnej sytuacji, dramatycznej. A wcześniej czy później każdy z nas stanie przed jakimś trudnym wydarzeniem. To jest film o utracie. Wszystko się prędzej czy później kończy, zwłaszcza to, co materialne.

    „Carte blanche” to nie jest lekki film. Myśli Pan, że będzie się cieszył popularnością?

    Nie myślałem o publiczności podczas pracy nad filmem. Gdybym myślał o publiczności, mogłoby się okazać, że tworzę historię, która ma się jedynie spodobać widzowi. Skoncentrowałem się na historii, która poruszyła mnie wewnętrznie, i założyłem, że chcę ją opowiedzieć innym ludziom. Natomiast nie po to, żeby się im przypodobać, ale by coś w nich poruszyć.

    Ile czasu spędził Pan w Lublinie?

    Można powiedzieć, że trzy i pół roku, licząc od pierwszego spotkania z Maćkiem Białkiem. Najpierw było to kilka miesięcy przyglądania się jego życiu, jego historii, potem było mozolne pisanie scenariusza, w zasadzie wielu jego wersji. Dalej prace przygotowawcze i szukanie pieniędzy. Zdjęcia w samym Lublinie trwały 30 dni. Wcześniej trzeba było poznać miasto, jeździć i chodzić po Lublinie, by zbudować świat, który na ekranie złożyłby się w jedną całość. Trwało to miesiącami. Efekt jest taki, że po Lublinie jeżdżę już bez nawigacji.

    Wyszedł bardzo lubelski film…

    Można było pójść na łatwiznę i kręcić zdjęcia gdzie indziej. Ale próba ułatwienia czegokolwiek byłaby zejściem na manowce. To musiało się dziać w Lublinie.

    Widzowie z Lubelszczyzny będą mieć podwójny powód do zadowolenia.

    Bardzo zależało mi na tym, by film nie pozostał obojętny. Ludzie po nim zadają pytania, które nie są kurtuazyjne. Historia porusza widzów. A dodatkowo mogą zobaczyć Lublin. Więc być może warto film zobaczyć dwa razy.

    Rozmowa w rozszerzonej wersji dostępna na lublin.gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół