• facebook
  • rss
  • Nie mogłam nakarmić dzieci

    ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 07/2015

    dodane 12.02.2015 00:00

    – Byłam wyrzucana z domu, wyzywana, czasami też bita – opowiada pani Monika, która w Specjalistycznym Ośrodku Wsparcia dla Ofiar Przemocy próbuje poskładać swoje życie.

    Szary budynek przy ul. Bazylianówka w Lublinie wygląda jak duży rodzinny dom. Ale to dopiero jego przedsmak. Trafiają tu ofiary przemocy w rodzinie, zazwyczaj kobiety, choć coraz częściej zdarza się, że o pomoc proszą mężczyźni, rodzice i dziadkowie.

    Dość!

    Pani Monika mieszka w ośrodku z dwiema małymi córkami. Uciekła z domu nie przed mężczyzną, lecz przed własną matką. – To bolesne dla mnie, bo przemocy doświadczałam od rodzonej matki. Nie mogłam nawet spokojnie nakarmić dzieci – opowiada. – Starałam się to znosić w milczeniu. Ojciec nie interweniował, jakby był nieobecny – relacjonuje. Ostatnio udało jej się zapisać dzieci do przedszkola. – Będę mogła podjąć pracę i wynająć stancję. Mam nadzieję na lepsze życie – dodaje. Joanna przedłużyła swój pobyt w ośrodku o kolejne trzy miesiące.

    – Znalazłam pracę i potrzebuję czasu, żeby stanąć na nogi – tłumaczy. Od kilku lat była ofiarą własnego męża i postanowiła to przerwać. – Moje dziecko widziało to wszystko. Nie chciałam żyć tak dłużej – opowiada. – Pochodzę ze wsi. Mam dom, ale nie chcę tam wracać. Poza tym nie znajdę tam pracy, mimo że mam wykształcenie – podkreśla.

    Zmiana profilu

    Statystyki dotyczące ofiar przemocy nie są kompletne, gdyż wiele osób takich przestępstw nie zgłasza. Do przemocy dochodzi zazwyczaj w warunkach zaburzonych relacji rodzinnych, uzależnień i patologii. Największy opór w zgłaszaniu przemocy ma grupa osób starszych oraz mieszkających w małych miejscowościach. Nie jest prawdą, że ofiarami przemocy są dziś wyłącznie kobiety, choć stanowią większość zgłaszających się do specjalistycznego ośrodka. – W ostatnim czasie udzielaliśmy pomocy kilku starszym panom, którzy doświadczyli przemocy od swoich wnuków. Ale był też w ośrodku młody mężczyzna, nad którym znęcał się ojciec. Bardzo szybko zaangażowały się różne instytucje i pomogły mu znaleźć dach nad głową – mówi Agnieszka Bujko, kierownik Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Lublinie. Osoby przebywające w ośrodku mają obowiązek zadbać o swoje utrzymanie, w tym także o jedzenie. Tylko na samym początku wydawane są im posiłki interwencyjne.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół