• facebook
  • rss
  • Jeśli nie mamy czasu, by smakować życie...

    Ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 10/2015

    dodane 05.03.2015 00:00

    O poszukiwaniach tego, co dźwięczy, odkrywaniu talentów jedenastolatki i oryginalnych koncertach z dr Teresą Księską--Falger, prezesem Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego w Lublinie, rozmawia ks. Rafał Pastwa.

    Ks. Rafał Pastwa: Ożywia Pani od lat życie kulturalne miasta, które nie jest tym rodzinnym…

    Dr Teresa Księska-Falger: Urodziłam się w Żarach na zachodzie Polski. W 1958 r. rodzice przenieśli się do Lublina ze względu na fatalne doświadczenia z czasów wojny. Mama straciła w niej niemal wszystkie bliskie osoby. A dodatkowym impulsem była chęć powrotu ojca w rodzinne strony. Rodzina taty wywodzi się spod Krasnegostawu.

    Jak muzyka stała się dla Pani inspiracją i przygodą na całe życie?

    Od początku moi rodzice twierdzili, że wykazywałam uzdolnienia muzyczne. Wspominali, że ciągle śpiewałam, klaskałam, że było mnie pełno – tak muzycznie. Byłam dzieckiem, którego ideą było szukanie wszystkiego, co dźwięczy. Bardzo wcześnie zaczęłam grać na fortepianie. O swojej przyszłości zadecydowałam definitywnie w wieku 11 lat. Stało się to za sprawą mojej mamy i dzięki Konkursowi Pianistycznemu im. Chopina w Warszawie.

    Była pani na konkursie chopinowskim w tak młodym wieku?

    Nie byłam. Ja go słuchałam każdego wieczoru. Siedziałyśmy z mamą przy odbiorniku radiowym i tak słuchałyśmy transmisji z Filharmonii Narodowej w Warszawie. Wiedziałam, że to jest moja przyszłość. To była ta chwila, kiedy zaczęłam śpiewać wszystkie usłyszane utwory Chopina. Moja mama, słysząc, jak śpiewam, zaczęła kupować płyty i książki. Brałam lekcje prywatne, potem było ognisko muzyczne i liceum o tym profilu. Wreszcie trafiłam do Akademii Muzycznej w Krakowie.

    Jak można odkryć, że dziecko ma talent muzyczny?

    Dzieci, które mają uzdolnienia muzyczne, wykazują przy tym doskonałą pamięć dźwięku i harmonii, pamięć narracji dźwiękowej. W związku z tym w świadomości uzdolnionych dzieci rodzą się bardzo szybko obrazy. Da się to zauważyć.

    Po studiach doktoranckich wróciła pani do Lublina na stałe…

    Tak, bo to było dla mnie dobre miejsce. Pracowałam na UMCS na Wydziale Muzycznym, w liceum muzycznym, sporo koncertowałam, wykonywałam utwory solowe i z orkiestrą. Po prostu uprawiałam zawód muzyka. Z miłością i przekonaniem.

    A kiedy zaczął się Pani związek z KUL-em?

    W 2000 roku abp Józef Życiński poprosił mnie o współpracę. Chciał, by muzyka dopełniła Kongresów Kultury Chrześcijańskiej. Byłam wtedy jeszcze dyrektorem naczelnym i artystycznym Filharmonii Lubelskiej. Dzięki tej współpracy mogłam przedstawić publiczności największe dzieła Beethovena, Brucha, Nikodemowicza czy Kilara.

    Chyba niewiele osób słucha do śniadania Wagnera czy Brahmsa?

    Muzyka klasyczna może stać się w określonych sytuacjach własnością każdego człowieka. Wystarczy raz przyjść na koncert, zetknąć się z tym rodzajem muzyki w sposób świadomy i wolny. Ta muzyka oczywiście posługuje się innym językiem niż ten, którego używamy na co dzień. Opowiada o stanach ludzkiego przeżycia. Niektórych utworów należy słuchać wiele razy, żeby je zrozumieć.

    A może to kwestia pośpiechu i braku czasu?

    Jeżeli nie mamy czasu na przyjaźń, na miłość, jeśli nie mamy czasu, by smakować życie, by wziąć książkę do ręki albo posłuchać dobrej muzyki, to nie żyjemy pełnią człowieczeństwa. Nie warto tracić piękna.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół