• facebook
  • rss
  • Czytanie Ewangelii na ulicach Jerozolimy

    ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 14/2015

    dodane 01.04.2015 00:00

    Ludzie. – W pewnym momencie ogarnęło mnie zwątpienie. Nie wierzyłam, że uda się nam dojść do Bazyliki Grobu Pańskiego. A zbliżała się godzina śmierci Jezusa – mówi Izabela Dechnik.

    Grzegorz Dechnik chciał być żołnierzem. Marzył o tym, odkąd pamięta. Ale w marzenia wmieszał się brat, który wyjechał do pracy w Izraelu i ufundował mu pielgrzymkę do Ziemi Świętej. – Był to rok 1990. Zwiedziłem Betlejem, Jerozolimę i inne święte miejsca – opowiada. – Gdy kończyła się pielgrzymka, przyjechałem do Tel-Avivu spotkać się z bratem. Zabrał mnie do siebie mówiąc, że powinienem zostać, bo jest dla mnie praca w ambasadzie amerykańskiej – wspomina Grzegorz Dechnik. I został. Po dwóch latach pracy w ambasadzie znalazł inne zajęcie. Miał zostać szlifierzem diamentów w największej placówce tego typu w Izraelu. – Przyszedłem do pracy i pierwszy dzień wypadł całkiem nieźle. Ale następnego wypadała uroczystość Wniebowzięcia NMP, więc poszedłem do kościoła. W Izraelu jednak nie jest to dzień wolny od pracy. Wieczorem dostałem ostrą reprymendę i pomyślałem, że moja praca w szlifierni diamentów się zakończyła. Ale dostałem drugą szansę. Pracowałem tam szesnaście lat – wspomina Grzegorz.

    Pesach

    Właściciel szlifierni diamentów każdego roku zapraszał Grzegorza na święto Pesach do domu. – A że jego matka pochodziła z Polski, rozmawialiśmy przy stole po polsku – mówi Grzegorz. Nie wszyscy Żydzi jednak obchodzą święta Pesach w atmosferze religijnej. Część traktuje je jako sposobność do spotkania się przy stole. – Element łączący religijność z tradycją stanowiła kuchnia. Dania wymienione w Księdze Wyjścia często znajdują się na stołach – wyjaśnia.

    Historia miłości

    W Izraelu Grzegorz poznał swoją przyszłą żonę Izabelę. Przyjeżdżała do swoich przyjaciół. – Poznaliśmy się w Tel-Avivie. Jak się spotkaliśmy, wiedzieliśmy, że to coś wyjątkowego. Nasz ślub odbył się w Polsce. Tu zamieszkaliśmy potem, bo prowadziłam w Lublinie restaurację żydowską – opowiada Izabela Dechnik. – Dla Grzegorza była to rewolucja. Oczywiście samo małżeństwo jest wielką zmianą, ale on spędził w Izraelu wiele lat swojego życia. Tam miał wszystko, pracę, przyjaciół, znajomych. Nie zmuszałam go do niczego, jednak wiem, że dla miłości i małżeństwa poświęcił bardzo dużo. On musiał się uczyć życia w Polsce na nowo. Bóg dał nam siłę, żebyśmy mogli żyć razem i szczęśliwie – wyznaje Izabela.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      Reklama

      przewiń w dół