• facebook
  • rss
  • Nie myślały o zakonie

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 16/2015

    dodane 16.04.2015 00:15

    Każda miała jakieś swoje plany, marzenia i odczuwała dotkliwy brak czegoś. Odkrycie tego, co wypełni pustkę, zaprowadziło je do Garbowa.

    W Garbowie mieści się nowicjat sióstr Córek Maryi Wspomożycielki, zwanych salezjankami. Od rana przybywają przedszkolaki. Jest ich ponad 100. – To dzieci z okolicznych miejscowości. W codziennej pracy wychowawczej realizujemy to, o czym mówił ks. Bosko: „Chodzi o to, by odkryć zalążki dobrych skłonności i starać się je rozwijać w każdym człowieku”. To tajemnica całego sukcesu, która mimo upływu lat nie zmienia się. Dobry chrześcijanin i uczciwy obywatel to cel, który pragniemy realizować – mówią siostry.

    Dom dla każdego

    W sobotnie popołudnie w Garbowie rusza oratorium. Dzieci i młodzież przychodzą, by spędzić razem wolny czas i rozwijać swoje pasje. Jest grupa sportowa, która spotyka się na szkolnej sali gimnastycznej podczas gry w siatkówkę, są zajęcia teatralne, plastyczne, gitarowe; młodzieżowy zespół muzyczny „Boska Banda” i wieczorna „Strefa Bosko”, czyli czas na rozmowy, filmy, dobre towarzystwo i młodzieńczą radość. Dla dorosłych natomiast są krąg biblijny, nauka gry na gitarze i Wspólnota Miriam – spotkania poświęcone refleksji nad kobiecością. Biorąc pod uwagę wszystko, co się tu dzieje, wydawać by się mogło, że w garbowskim domu cisza jest niemożliwa. A jednak. Jest tu przede wszystkim czas na Mszę św., adorację i modlitwę osobistą. Jest czas na siostrzane spotkania, na rozmowy, bo klimat rodzinny, który tworzymy w naszych wspólnotach, nie tylko we wspólnocie nowicjatu, jest dla nas cechą charakterystyczną. A relacja z Jezusem to podstawa naszego życia – podkreślają siostry. „Chodźcie nogami po ziemi, a sercem mieszkajcie w niebie” – takie polecenie zostawił nam św. Jan Bosko i temu pragniemy być wierne! Kiedy niedawno zapytano młodych, co cenią sobie najbardziej w domu sióstr, odpowiedź była bardzo zwyczajna: „Otwarte drzwi”. – W garbowskim domu znajdują swoje miejsce, w którym są akceptowani, rozumiani, w którym po prostu czują się dobrze. Mają sprzęt sportowy, instrumenty muzyczne, zapas różnych gier, książek, filmów. Czas spędzony w dobrym towarzystwie na rozmowach, zabawie i radości jest nie tylko rozrywką, ale przestrzenią, którą mądry wychowawca „wykorzysta” na przekazanie dobrych wartości. My po prostu z nimi jesteśmy – podkreśla s. Marta. Świadectwo

    pociąga

    Siostra Aleksandra od roku jest w nowicjacie. – W mojej rodzinnej miejscowości pracowały siostry. Może nie robiły jakichś wielkich dzieł, ale były dla nas, młodych. W domu sióstr spędzało się wolny czas i nie był to jedynie czas polegający na odmawianiu Różańców i słuchaniu kazań. Tam była radość dla każdego z nas; tam była nauka doceniania drobiazgów w życiu, pomocna dłoń, „kiedy coś się waliło na głowę”. Gdy zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest moje miejsce w życiu, coraz częściej miałam przed oczami obraz radości na twarzach znajomych salezjanek. Decyzja oczywiście nie była taka prosta. Młody człowiek sam nie wie, czego chce, rozważa różne warianty. Ja też je rozważałam, ale pokój czułam wtedy, gdy na myśl przychodziły mi moje siostry. Tak oto jestem w Garbowie – mówi s. Aleksandra. Podobnie było z s. Martą. I ona lata swego dzieciństwa i młodości spędziła w środowisku na wskroś przesiąkniętym duchem św. Jana Bosko i św. Marii Dominiki Mazzarello, założycieli salezjanek. Rozeznając swoje powołanie, raczej nie brała pod uwagę możliwości życia zakonnego. Jej temperament, ciągła energia, chęć do działania w jej mniemaniu to nie były cechy, które mogłyby przydać się osobie konsekrowanej. Wybrała więc studia. Te jednak nie dały upragnionego pokoju w życiu ani poczucia, że jest we właściwym miejscu. Rozpoczął się więc intensywny czas pytań, często bez jednoznacznych odpowiedzi, czas wątpliwości, szukania, czas modlitwy i odczytywania znaków, jakimi Bóg przemawiał. Ostateczna decyzja przyszła w jednym z olsztyńskich kościołów. – Pamiętam do dziś kościół, do którego weszłam na modlitwę, i ławkę, w której siedziałam. Tam wreszcie zrozumiałam, że chcę być salezjanką; tam uświadomiłam sobie, że moja żywotność to cecha, którą przecież miał również ks. Bosko i którą wykorzystywał w pracy z młodymi. Pokój, jaki odczułam po tej decyzji, był potwierdzeniem, że to jest Boży plan. Do nowicjatu trafiłam właśnie do Garbowa, potem, po złożeniu pierwszych ślubów zakonnych były inne zadania, ale teraz znów wróciłam tutaj, by uczyć w szkole i pracować z młodzieżą – opowiada s. Marta.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół