• facebook
  • rss
  • Każda owca jest tą najważniejszą

    ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 17/2015

    dodane 23.04.2015 00:15

    Ludzie. Kiedyś wydawało im się, że są poza Kościołem. Mieli wrażenie, że na modlitwie w kościele wszyscy na nich patrzą. Wielokrotnie napiętnowani weszli na drogę pełnej jedności ze wspólnotą wierzących, gdy ksiądz wyciągnął do nich rękę.

    Duszpasterstwo osób żyjących w związkach niesakramentalnych działa w archidiecezji lubelskiej od 1997 roku. Jednak w ostatnim czasie dostrzega się większą potrzebę informowania wiernych o możliwości takiego wsparcia duchowego i formacyjnego. Liczba związków nieformalnych lub niesakramentalnych z roku na rok rośnie. W ostatnim czasie, zarówno na spotkaniu biskupów z księżmi dziekanami, jak i podczas Duszpasterskich Wykładów Akademickich dla duchowieństwa archidiecezji lubelskiej, temu problemowi poświęcono wiele uwagi. Stwierdzono, że potrzebna jest edukacja na poziomie religijnym i prawnym osób żyjących w związkach niesakramentalnych oraz wrażliwa i troskliwa obecność kapłanów, a także osób, które uregulowały swoją sytuację od strony sakramentalnej. Jednak aby problem rozwiązać, należy szukać głębszych przyczyn stale rosnącej liczby związków niesakramentalnych i pomagać tym parom, które dążą do pełni szczęścia w obrębie wspólnoty Kościoła.

    Cierń i róże

    Pani Zofia wyszła za mąż w latach 80. ubiegłego wieku. Związek przetrwał zaledwie siedem miesięcy. Wszelkie próby ratowania małżeństwa nie przyniosły rezultatu. Pozostała sama, chociaż od strony formalnej i sakramentalnej była mężatką. – Chodziłam w tamtym okresie bardzo dużo do kościoła. Zdecydowałam się na rozwód cywilny, ale żyłam w czystości. Korzystałam ze wszystkich sakramentów, choć trudno mi było zrozumieć, że tak się wszystko potoczyło – opowiada Zofia Wisztok. Po kilku latach poznała Jerzego, który był kawalerem. – Po trzech dniach znajomości przyszedł do mnie w garniturze, z bukietem róż i oświadczył mi się, mówiąc, że ma wobec mnie poważne zamiary, na całe życie. Po niespełna trzech miesiącach znajomości wzięliśmy ślub cywilny – wspomina. Pani Zofia miała wyraźny uraz po pierwszym nieudanym małżeństwie. Obawiała się, że zostanie oszukana także za drugim razem. – Dostrzegałem u mojej żony lęk, niepewność. Ale starałem się jej pokazać, że powinna czuć się przy mnie bezpieczna. Jednak naszym największym problemem było to, że nie możemy być w pełni jedności z Kościołem. Gdy na świat przychodziły nasze dzieci, to od samego początku staraliśmy się wpajać im przynależność do Kościoła. Już wtedy chodziło nam po głowie, by wreszcie uporządkować naszą sytuację od strony sakramentalnej. Ale nie wiedzieliśmy od czego zacząć. Dodatkowo kilka razy podczas wizyty duszpasterskiej otrzymaliśmy przy dzieciach serię bolesnych słów ze strony duszpasterzy. Jednak nie poddawaliśmy się. Zosia dowiedziała się od koleżanki z pracy, że istnieje takie duszpasterstwo. Zgłosiliśmy się na rekolekcje i tak się zaczęło – wyjaśnia Jerzy Wisztok. – Nie posiadałam się z radości, gdy ksiądz wyciągnął do mnie rękę. Nie czułam się już jak trędowata – dodaje Zofia. Po miesiącach starań uregulowali swoją sytuację od strony formalnej i sakramentalnej. Dzisiaj stanowią wsparcie i pomoc dla pozostałych członków duszpasterstwa małżeństw niesakramentalnych w Lublinie, które mieści się przy al. Warszawskiej, w kościele oo. pallotynów.

    Oferta specjalna

    Duszpasterstwo skierowane jest do osób, które rozwiodły się cywilnie, będąc w związkach sakramentalnych, ale zawarły kolejny związek cywilny lub żyją bez formalnego związku razem. Drugą grupą, do której duszpasterstwo kieruje swą ofertę, są osoby, które w ogóle nie zawarły związku małżeńskiego i żyją razem. Trzecią grupę stanowią małżeństwa mieszane, czyli katolicy żyjący w związkach z niekatolikami. – W naszym duszpasterstwie pojawiła się też grupa osób, które żyją już w związkach sakramentalnych, ale kiedyś żyły bez sakramentu małżeństwa i dzisiaj stanowią pomoc dla małżeństw, które borykają się jeszcze z tym problemem – mówi ks. dr hab. Grzegorz Wojciechowski, pracownik sądu metropolitalnego i od niedawna duszpasterz osób żyjących w związkach niesakramentalnych. – Wielu specjalistów z tego zakresu twierdzi, że współczesna kultura związki niesakramentalne czyni formalnymi. Oczywiście są to związki formalne względem państwa i społeczeństwa, ale nie względem tradycji. Dlatego chętnie widzimy w naszym duszpasterstwie osoby, które chcą uregulować swoje relacje z Bogiem. A liczna grupa osób w duszpasterstwie małżeństw niesakramentalnych świadczy o tym, że jest taka potrzeba – dodaje ks. Wojciechowski. Na stałe z pomocy duszpasterstwa w Lublinie korzysta 29 par małżeńskich. Podczas ostatnich rekolekcji, które poprowadził ks. dr Tadeusz Pajurek, pojawiło się ponad sto osób.

    Kościół nie odrzuca

    – Jezus nikogo nie potępia, jest miłosierny, wszystkich przygarnia, choć nazywa grzech po imieniu. Osoby, które znalazły się z różnych przyczyn w sytuacji tzw. związku cywilnego, ale nie kościelnego, nie są poza Kościołem. Te osoby są nadal w Kościele, ale jest jeden problem, bo nauka Kościoła jest jednoznaczna: osoby te nie mają prawa przystąpienia do Komunii św. i do spowiedzi, która zakończyłaby się ważnym rozgrzeszeniem – dopóki nie uregulują swojej sytuacji. Uregulowanie może przebiegać w podwójny sposób. – Po pierwsze można stwierdzić nieważność sakramentu małżeństwa osoby, która ma przeszkodę, ewentualnie wobec spowiednika ślubować wstrzemięźliwość seksualną w związku, w którym funkcjonują, czyli chodzi tu o tzw. białe małżeństwo – tłumaczy ks. G. Wojciechowski. Duszpasterz małżeństw niesakramentalnych przywołuje również adhortację apostolską „Sacramentum caritatis” Benedykta XVI, w której emerytowany papież zaznacza, że osoby rozwiedzione, które zawarły ponowny związek, nadal – pomimo ich sytuacji – przynależą do Kościoła, który ze szczególną troską im towarzyszy w ich pragnieniu kultywowania na tyle, na ile jest to możliwe, chrześcijańskiego stylu życia poprzez uczestnictwo we Mszy św., choć bez przyjęcia Komunii świętej. – Emerytowany papież zachęca takie osoby do słuchania słowa Bożego, adoracji Najświętszego Sakramentu, modlitwy i uczestnictwa w życiu wspólnoty oraz szczerą rozmowę z kapłanem czy ojcem duchownym. Ponadto zalecił czynienie miłości i dzieł pokuty oraz dzieło wychowywania dzieci – tłumaczy duszpasterz. Zdaniem ks. Wojciechowskiego ważne jest to, że osoby żyjące w związkach niesakramentalnych mają możliwość skorzystania z pomocy kapłana, z którym mogą porozmawiać szczerze o swojej sytuacji duchowej i rodzinnej. – Kapłan na szczerą rozmowę duchową powinien przyjąć każdego człowieka – mówi ks. Grzegorz. – To bardzo ważne dla osób, które tęsknią za jednością z Kościołem, a od strony formalnej nie mają jej w stu procentach. Gdy nasza córka przygotowywała się do I Komunii św., baliśmy, jak wytłumaczymy dziecku, że jego rodzice nie podejdą do konfesjonału. Bliska mi osoba podpowiedziała, że możemy wraz mężem podejść do konfesjonału i poprosić kapłana o błogosławieństwo, że jest taka możliwość. Sprzątaliśmy wtedy kościół, zaczepiliśmy księdza i powiedzieliśmy, że żyjemy bez ślubu kościelnego. Ksiądz wyraził zgodę na rozmowę. Córka przystąpiła do pierwszej spowiedzi, a my otrzymaliśmy przy konfesjonale błogosławieństwo. To było dla nas bardzo ważne, bo dzieci wychowywaliśmy od początku w wierze i tradycji chrześcijańskiej. Gdy nasze dziecko przyjmowało pierwszy raz Chrystusa, ja z mężem przyjmowaliśmy Go duchowo, tęskniąc za pełnią miłości i jedności, ale nie czuliśmy się wyrzuceni poza nawias Kościoła – mówi Zofia Wisztok.

    Ludzka Ewangelia

    Jak twierdzi duszpasterz małżeństw niesakramentalnych w Lublinie, św. Jan Paweł II, Benedykt XVI, a teraz papież Franciszek przypominają w sposób subtelny i klarowny, że kapłan-duszpasterz powinien mieć wrażliwość i cierpliwość dla swoich parafian. – Przecież Jezus przyszedł jako lekarz do tych, którzy potrzebowali pomocy. Takim lekarzem w swojej parafii powinien być ksiądz, którego zadaniem jest znać swoich parafian i ich problemy. Ewangelia jest bardziej ludzka niż jej dzisiejszy przekaz. Na współczesnej wojnie między radykalizmem a liberalizmem cierpią osoby, które kochają Boga i chcą być blisko Niego – tłumaczy ks. Wojciechowski. – Nikt z nas nie chciał i nie chce robić rewolucji w Kościele. Chcemy, by osoby, które żyją tak jak niegdyś my – miały swoje miejsce w Kościele, nawet w ostatniej ławce. Nie mogąc korzystać z sakramentu pokuty i pojednania, mamy szczególny dar słuchania Ewangelii. Trzeba latami uczyć się słuchać słowa Pańskiego i doceniać je. Poprzez słuchanie Ewangelii narasta jeszcze większa tęsknota za Eucharystią, ale jest to wielki dar, który trzeba docenić. Dlatego chcemy mówić głośno o tym, także poprzez nasze duszpasterstwo, że osoby żyjące w związkach niesakramentalnych mogą słuchać Ewangelii w Kościele – wyjaśnia Zofia Wisztok. – Potrzebujemy wrażliwych kapłanów, którzy byliby pomocą dla osób żyjącyvh tak jak my przed laty. Osoby żyjące w związkach niesakramentalnych zdają sobie sprawę ze swojego położenia, ale nie wolno ich przeganiać z Kościoła, skoro do niego lgną – dodaje Jerzy Wisztok. Ksiądz G. Wojciechowski podkreśla, że duszpasterstwo osób żyjących w związkach niesakramentalnych jest w tej chwili scentralizowane w Lublinie. Jednak idealną sytuacją by było, gdyby każda parafia mogła zająć się osobami, które mają trudności z wkroczeniem na drogę sakramentalną. – Być może wystarczyłoby takie duszpasterstwo w każdym z dekanatów naszej archidiecezji. Przecież do tego w pewnym sensie zobowiązują nas, księży, dokumenty papieskie, poczynając od „Familiaris consortio”. Przecież już istnieje problem, że młodzi ludzie w ogóle nie chcą legalizować swoich związków. W takich związkach żyją studenci, ale i dorośli. Nie wolno nikogo do niczego zmuszać, ale naszym zadaniem jest towarzyszyć i wyjaśniać z cierpliwością i miłością znaczenie sakramentu małżeństwa – tłumaczy ks. Grzegorz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół