• facebook
  • rss
  • Wskrzeszony rycerz znów będzie przyciągał

    Justyna Jarosińska

    |

    Gość Lubelski 19/2015

    dodane 07.05.2015 00:15

    Piotrawin. W XVI w. ważniejszy niż krakowska Skałka. Dziś mało kto wie, że znajduje się tu sanktuarium patrona Polski.

    Kilkanaście kilometrów przed niewielką miejscowością, po obu stronach drogi widać przepięknie kwitnące drzewa owocowe. Jeszcze sto lat temu znajdował się w tych rejonach największy sad w Europie. O jabłkach z nadwiślańskich sadów wiedzą wszyscy. Niewielu wie, że sąsiadują one z miejscem pierwszego cudu nad Wisłą. Nie ma się zresztą co dziwić. Próżno szukać jakiegokolwiek drogowskazu prowadzącego do piotrawińskiego kościoła i znajdującego się w jego murach muzeum. Jakby świat zapomniał, że św. biskup Stanisław co prawda dawno, ale jednak wskrzesił tu pewnego rycerza.

    Dał świadectwo prawdzie

    Tym rycerzem był niejaki Piotr Strzemieńczyk, właściciel Piotrawina, który przed śmiercią sprzedał wieś krakowskiemu biskupowi Stanisławowi ze Szczepanowa. Rodzina zmarłego, nakłoniona przez króla Bolesława Śmiałego, będącego w zatargu z krakowskim biskupem, pozwała kościelnego hierarchę przed sąd królewski, zarzucając bezprawne zagarnięcie rycerskiego majątku. Aby wykazać swą niewinność, biskup Stanisław musiał przedstawić świadków transakcji. Niestety Piotr nie żył już od trzech lat, a inni świadkowie bali się gniewu króla. Św. Stanisław udał się wiec do starego kościółka w Piotrawinie. Tam polecił odkopać grób zmarłego rycerza i w gorącej modlitwie zwrócił się do Boga, by pozwolił rycerzowi zmartwychwstać i dać świadectwo prawdzie. Po modlitwie dotknął pastorałem zwłok Piotra i kazał mu powstać z grobu. Rycerz wyszedł z grobu, włożył na siebie kościelną albę i – prowadzony przez biskupa – udał się przed sąd królewski. Przed zgromadzonymi na błoniach nadwiślańskich między Solcem a Piotrawinem królem i jego świtą, którzy przybyli na „wielkie roki”, zmartwychwstały Piotr Strzemieńczyk potwierdził, że sprzedał wieś biskupowi Stanisławowi, po czym z powrotem ułożył się w trumnie. Kościół, który w połowie XV w. jako wotum za cud św. Stanisława, nieopodal grobu Piotra Strzemieńczyka, ufundował bp. Zbigniew Oleśnicki, pozostał do dzisiejszych czasów w niezmienionym kształcie.

    Piotrawin w Bazylei

    Odwiedzających najstarszą parafię w diecezji lubelskiej wita koza Conchita Wurst. Zwierzę zdecydowanie nieco niesubordynowane, pewnie z racji imienia. Kilka drzewek w zasięgu jej działalności ma zdartą korę. Jest też młody labrador, o którym proboszcz mówi, że ma ADHD, bo nieustannie biega i szczeka. Są pszczoły. Bez wątpienia duma gospodarza tego miejsca. Wszystko to parę kroków od nieco zapomnianego zarówno historycznie, jak i religijnie miejsca, jakim jest położony tuż nad Wisłą kościół pod wezwaniem dwóch świętych Tomasza Apostoła i Biskupa Stanisława oraz stojąca obok niego kaplica, wzniesiona nad grobem wskrzeszonego rycerza. – Na wskrzeszenie Piotra, którego dokonał św. Stanisław, powoływano się na uroczystych sesjach na soborze w Bazylei, kiedy tworzono naukę o nieśmiertelności duszy – mówi ks. Adam Lemieszek, proboszcz parafii w Piotrawinie – a wiele osób w naszej gminie nawet nie wie, jakie my tu skarby mamy – wzdycha. – Gdy pracowałam jeszcze w tutejszej szkole jako nauczyciel historii, co roku z dziećmi starałam się odwiedzać kościół – opowiada pani Bogusia, dziś emerytowana już nauczycielka. – One się w tej świątyni modliły, ale nie miały pojęcia o tym, co się tu wydarzyło, ani o tym, jaką wartość przedstawiają zgromadzone w przykościelnym muzeum eksponaty.

    Skarby niezwykłe

    Przez lata kościół w Piotrawinie, ze względu na informację o wskrzeszeniu rycerza Piotra, otaczany był szczególną opieką duchowieństwa. Za przyczyną biskupów krakowskich rosły tu zbiory naczyń, szat i sprzętów liturgicznych – Podczas konferencji podsumowującej przeprowadzane w naszym kościele badania archeologiczne i prace remontowo-konserwatorskie, które trwały przez dwa lata od 2011 r., jeden z naukowców stwierdził, że kościół w Piotrawinie nie jest zakrystią arcybiskupa, ale zakrystią papieża – chwali się ks. Adam. Stwierdzenie na pewno nie jest przesadzone. W niewielkim pomieszczeniu połączonym z kościołem, które od 2013 r. po kilkunastoletniej przerwie ponownie stało się parafialnym muzeum, znajdują się eksponaty, które w swym posiadaniu pragnęłaby mieć niejedna galeria sztuki. – Nasz „Sąd Salomona”, alabastrowa płaskorzeźba z połowy XVI w., bywała wypożyczana już do różnych muzeów – zauważa proboszcz. Najstarszą pamiątką w wyposażeniu kościoła jest gotycka tablica upamiętniająca fundację kościoła piotrawińskiego. To także płaskorzeźba przedstawiająca Marię z Dzieciątkiem w otoczeniu patronów kościoła św. Tomasza i św. Stanisława BM oraz klęczącego fundatora kościoła bp. Zbigniewa Oleśnickiego z modelem świątyni. Późnorenesansowy zabytek sztuki tkackiej – tzw. kapa, którą ks. proboszcz wkłada od wielkiego święta – odnaleziono podczas remontu dachu. – Prawdopodobnie ktoś ją ukrył w czasie wojny, by nie trafiła w ręce okupantów – wyjaśnia pani Bogusia. – Tu przecież po drugiej stronie Wisły była linia frontu – dodaje. Że kościół był pod ciągłym ostrzałem świadczy choćby dziura w obrazie przedstawiającego fundatora kościoła bp. Oleśnickiego. – Kula została w ścianie zamurowana, a obraz pozostał uszkodzony, i tak już zostanie – stwierdza ks. Adam. W kościelnym muzeum na ścianie od dwóch lat wiszą małe obrazy. To wota dziękczynne, fundowane przez osoby przybywające do grobu Piotrowina. Pochodzą głównie z pierwszej połowy XVII w., i choć nie są to być może nadzwyczajne arcydzieła malarskie, to informują o otrzymanych przez ofiarodawców łaskach za wstawiennictwem św. Stanisława. Większość z nich przedstawia cudowne uzdrowienia z różnych przypadłości. – Gdy byłam małą dziewczynką, obrazy te umieszczone były w kaplicy grobowej – opowiada pani Maria, również emerytowana nauczycielka. – Były zaniedbane i nieczytelne. Nigdy na nie nie zwracałam uwagi. Teraz, gdy zostały odnowione, nabrały zupełnie nowego blasku.

    Wypromować świętego

    O to, by kult św. Stanisława powracał w Piotrawinie do dawnej świetności, kiedy tłumnie przybywali tu pielgrzymi, dba proboszcz parafii – Ks. Adam bardzo się stara, zaprasza do nas gości, pielgrzymów, bractwo św. Stanisława – opowiada pani Maria, która wraz z innymi emerytowanymi nauczycielami także angażuje się w promocję i życie parafii. By miejscu dodać uroku, kilka lat temu tuż przy fragmentach kolumn, które miały być podwaliną do nowej wspaniałej świątyni (zamierzał ją zbudować w XVIII w. krakowski biskup Kajetan Sołtyk), wzniesiono Kalwarię Piotrawińską. – Każdą stację, którą wykonywał ręcznie artysta z Chodla, ufundował ktoś inny – opowiada pani Bogusia. – Nasze koło emerytowanych nauczycieli także ma swoją – podkreśla kobieta. Choć w Piotrawinie znajduje się zabytek klasy zero i Wisła jest równie piękna jak w Kazimierzu, próżno wyglądać tu tłumów turystów. W słoneczne dni samochody suną jedynie w stronę sławnego miasta artystów. Warto jednak zboczyć nieco z trasy, by zobaczyć niezwykłe sanktuarium. Warto też nieopodal stanąć na wzgórzu przy kamieniołomach, by podziwiać niezwykły widok na Wisłę, a przy dobrej pogodzie nawet i Góry Świętokrzyskie. – Nie ma piękniejszego widoku na Wisłę w naszym regionie – podkreśla ks. Adam Lemieszek.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół