• facebook
  • rss
  • Mówię wszystkim: do zobaczenia…

    ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 21/2015

    dodane 21.05.2015 00:15

    Śp. ks. Stanisław Róg. – Nie płacz, ks. Stanisław by nie chciał, żebyśmy się teraz smucili – powiedziała na pogrzebie duszpasterza mała dziewczynka do swojej mamy.

    Kościół św. Antoniego przy ul. Kasztanowej w Lublinie wygląda wyjątkowo w otoczeniu zieleni i kwitnących bzów. W pokoju ks. Stanisława stoją jeszcze świeże kwiaty, które otrzymał w dniu imienin. Pozostały kwiaty, klęcznik i różaniec, a proboszcz odszedł subtelnie, po cichu, nie koncentrując na sobie uwagi innych. – To był autentycznie dobry człowiek, to był ojciec – tak mówią parafianie.

    Pozostawił testament

    „Bogu Najwyższemu dziękuję za dar życia i Jego nieustanna troskę o moją osobę. Dziękuję za rodziców, rodzeństwo, za bliskich i dalszą rodzinę. Dziękuję za nauczycieli i wychowawców. Dziękuję kolegom i koleżankom z lat szkolnych, dziękuję sąsiadom – napisał we własnoręcznie sporządzonym testamencie ks. prał. Stanisław Róg.

    „Brak słów wdzięczności za dar powołania do kapłaństwa. Dziękuję Bogu za kapłanów, którzy własnym życiem to moje powołanie umacniali” – można przeczytać w dalszych wersach. Ks. Stanisław Róg wiele miejsca w testamencie poświęcił na podziękowania. „Słowa ogromnej wdzięczności kieruję w stronę ks. abp. Bolesława Pylaka – to z jego rąk otrzymałem święcenia 5 czerwca 1975 roku i pierwszą oraz kolejne nominacje” – zanotował. Podziękował w życzliwych słowach również biskupom pomocniczym i nieżyjącemu abp. Życińskiemu oraz obecnemu metropolicie – abp. Budzikowi. Ks. Stanisław w dalszych słowach wyraził wdzięczność swoim współpracownikom, dawnym i obecnym, świeckim i duchownym. Szczególnie wzruszająco brzmi zakończenie. „Żegnam wszystkich, których Bóg postawił na mojej drodze kapłańskiej. Dziękuję za wszelkie dobro, za wiarę, za przywiązanie do Kościoła. Przepraszam wszystkich, których mogłem zranić. Niech dobry Bóg mi to wybaczy – proszę o wybaczenie. Mówię wszystkim: do zobaczenia w domu Ojca” – tak zakończył testament.

    Stanisław

    Rodzice zajmowali się rolnictwem. Wychowywali siedmioro dzieci. – Pochodzimy z rodziny, w której zawsze było dużo miłości. Za wszystko się dziękowało, nawet, gdy życie było proste i skromne – opowiada Teresa Jungwierthova, rodzona siostra ks. Stanisława. – W domu u drzwi było kropidło z wodą święconą. Dzień zaczynaliśmy od znaku krzyża i pacierza. Pomagaliśmy w rolnictwie, chodziliśmy do szkoły – kontynuuje opowieść pani Teresa. – Stasio był w dzieciństwie taki jak w życiu dorosłym. Zapamiętałam, że zawsze był posłuszny, nie wykręcał się od obowiązków, pracy czy pomocy innym. Ja i reszta rodzeństwa byliśmy nieco inni, nam rodzice musieli powtarzać czasami kilka razy – wspomina. Stanisław Róg urodził się 17 maja 1950 r. w Biłgoraju. W ostatniej klasie szkoły średniej postanowił zostać księdzem. – Mnie pierwszej powiedział o decyzji wstąpienia do seminarium. Byliśmy wtedy na grzybach. Martwił się tylko, że nie przyjmą go seminarium, bo miał ucięty fragment palca u dłoni w wyniku wypadku przy pracy. Byłam zaskoczona tą decyzją, mimo że nasi kuzyni Andrzej i Zygmunt też wybrali tę drogę – dodaje. 5 czerwca 1975 roku, po sześcioletniej formacji w seminarium, przyjął święcenia kapłańskie z rąk ks. bp. Bolesława Pylaka. Potem pracował jako wikariusz w parafii w Nałęczowie, Opolu Lubelskim i u św. Agnieszki w Lublinie. W marcu 1987 r. został mianowany proboszczem parafii św. Antoniego Padewskiego, którą tworzył wraz z mieszkańcami osiedla od samego początku.

    Był charyzmatykiem

    Wielu parafian zetknęło się z ks. Stanisławem Rogiem podczas pierwszej wizyty duszpasterskiej. Kolęda była tym pierwszym momentem, w którym proboszcz zjednał sobie serca wielu ludzi. Czasy nie były łatwe. Powstawało osiedle, mieszkańcy wykańczali swoje mieszkania, a on musiał zbudować kościół od fundamentów. Dzięki naturalnej otwartości i wrażliwości pozyskał licznych, zaufanych i oddanych współpracowników. – Poznałem proboszcza w czasie pierwszej kolędy. Spodobały mu się moje meble i postanowił mnie zatrudnić. Potem zacząłem z nim bliżej współpracować, zająłem się stolarką w kościele. Umiał to wszystko zorganizować, był dobry i taki czuły dla nas – mówi przez łzy Sylwester Pucyk. – Przyjąłem proboszcza w mieszkaniu, w którym były gołe ściany, a ja układałem podłogę. Nakryłem stolik i modliliśmy się. Chciałem dać ofiarę na budowę, a on powiedział, że weźmie, jak wykończę mieszkanie – wspomina wzruszony Zbigniew Żelazowski. – Kiedyś byłam na pielgrzymce z księdzem proboszczem. Szliśmy całą grupą i wszyscy przeszliśmy obok osoby na wózku inwalidzkim, która nie mogła wjechać na chodnik. On jeden zauważył i jej pomógł – wspomina Ewa Kamińska. Pani Stefania poznała ks. Roga jeszcze w parafii św. Agnieszki. – Słuchałam jego kazań, które mnie poruszały i dawały do myślenia. Był bardzo kulturalny i delikatny. Pamiętam go, jak chodził z różańcem wokół placu. Zawsze pierwszy witał się z ludźmi, miał w sobie dar przyciągania drugiego – wspomina Zofia Stefaniak.

    Cukierki w kieszeni

    Miał czas dla młodych i starszych. – Pamiętam księdza proboszcza jeszcze z Mszy św. w tzw. dolnym kościele. Byłam wtedy dzieckiem. Lgnęłam do niego, tak jak moi rówieśnicy, bo potrafił nas zaciekawić kazaniem, no i cukierkami, które rozdawał. To był jego zwyczaj. Jeszcze niedawno dostałam cukierka – wspomina Anna Pietroń, studentka KUL. – Ksiądz proboszcz autentycznie interesował się sprawami ludzi. Zawsze mnie zastanawiało, jak to możliwe, że zna wszystkich tak dokładnie i wie, o co spytać. W homiliach, które głosił, za każdym razem konkretnie przedstawiał swoje stanowisko, ale robił to mądrze i subtelnie, tak, aby nikogo nie zrazić, ale by poruszyć sumienie – dodaje Ania.

    Brat i ojciec

    Styl życia i posługi ks. Stanisława sprawił, że parafia wydała wiele powołań kapłańskich i zakonnych. – Moje powołanie zawdzięczam proboszczowi. Tak się złożyło, że on udzielił mi Pierwszej Komunii św., a ja jemu tej ostatniej – opowiada Mateusz Wójcik, alumn lubelskiego seminarium. – Gdy powiedziałem mu, że chcę zostać księdzem, bardzo się ucieszył i zapewnił, że będzie mnie wspierał. Silny uścisk dłoni w podczas odwiedzin w szpitalu nie zapowiadał, że będzie tym ostatnim – wspomina kleryk Mateusz. Do grona księży pochodzących z parafii św. Antoniego, którzy wychowywali się przy boku ks. Stanisława Roga, należy ks. dr Marek Słomka, rektor lubelskiego seminarium duchownego. – 11 maja 2015 r. był dla mnie jednym z najtrudniejszych dni od wielu lat. Nie mogłem się psychicznie pozbierać. Poprzedniego dnia wieczorem rozmawiałem w szpitalu z proboszczem i – gdybym wiedział, że to ostatnia szansa – zostałbym dużo dłużej. Ks. Stanisław był dla mnie przez lata wyjątkowo bliskim człowiekiem: z duchowego ojca stawał się bratem w kapłaństwie – wspomina ks. M. Słomka.

    Apogeum dobroci

    Przez jego dom przewijało się wiele osób, z którymi umiał rozmawiać, nie stwarzając dystansu. – Czasem mówiło się, że przechadzając się po kościele, ks. Stanisław rozdaje klucze do własnego mieszkania. Nie bał się ludzi, miał do bliźnich duże zaufanie, ale potrafił też uszanować czyjąś prywatność – wspomina. – Trudno pominąć poświęcenie dla braci w potrzebie, które budziło podziw ze względu na rozmach podejścia do kapłanów, którzy potrzebowali pomocy, włącznie z zamieszkaniem na plebanii. Opieka nad ciężko chorym ks. Józefem Szczypą była apogeum w wieloletnim ciągu pomocy bliźnim. Przez pewien czas na plebanii zamieszkał nawet afrykański muzułmanin będący w potrzebie. Było to przez księdza proboszcza zorganizowane tak, że każdy z pozostałych mieszkańców domu parafialnego zaakceptował to, dostrzegając ewangeliczne dobro – podkreśla ks. Słomka. W latach 2010–2011 ks. prał. Stanisław Róg był wikariuszem biskupim ds. formacji duchowej kapłanów archidiecezji lubelskiej. – Arcybiskup Życiński, wręczając ks. Stanisławowi tę nominację, nie tyle oczekiwał tego, że będzie on organizował konferencje i nauki dla księży czy budował struktury wspomagające pracę księży, ile chciał pokazać w jego osobie wzór kapłaństwa, jakiego oczekiwał od swoich duszpasterzy – tłumaczy ks. dr Tomasz Adamczyk, pochodzący z parafii św. Antoniego. – Piękny przykład kapłańskiego życia ks. Stanisława promieniował nie tylko wśród wiernych, którzy go cenili, ale wśród równie ceniących go kleryków i księży – podsumował ks. Adamczyk. – Potrafił poświęcać się drugiemu człowiekowi. Otwierał swoje drzwi potrzebującym do tego stopnia, że przygarniał na plebanię ludzi w krytycznych sytuacjach życiowych. Był też bardzo skromnym człowiekiem – powiedział podczas Mszy św. pogrzebowej abp Stanisław Budzik.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół