• facebook
  • rss
  • Szukam przyjaciela

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 21/2015

    dodane 21.05.2015 00:15

    Podglądamy rodziny przyjaciół, krewnych i przyswajamy od nich to, co uważamy za najlepsze. Sprawdzone rozwiązania przenosimy do swoich rodzin. Dzieci z placówek opiekuńczo- -wychowawczych mają z tym problem.

    Dzieci słyszą od nas o tym, jak powinna funkcjonować rodzina, by wszyscy byli szczęśliwi, ale jest to ciągle tylko teoria. Dlatego powstał program wolontariatu rodzinnego, który ma pomóc wychowankom domu dziecka zobaczyć normalne życie – mówi Sławomir Pawłowski, dyrektor Domu Dziecka im. Ewy Szelburg-Zarembiny w Lublinie.

    Trudny dom

    Sprawa nie jest łatwa. Po pierwsze dlatego, że nie ma na razie zbyt wielu rodzin, które chciałyby zaprzyjaźnić się z podopiecznymi domu dziecka, a po drugie nie wszystkim spośród dzieci czy młodzieży taka przyjaźń przychodzi z łatwością.

    – Nasi podopieczni pochodzą z trudnych rodzin. Najczęściej są to rodziny niepełne, często zmagające się z problemem alkoholowym. Wielu doświadczyło w rodzinnych domach kłótni, braku odpowiedzialności dorosłych, trudności w nawiązywaniu serdecznych i bliskich więzi z rodzicami, niektórzy byli świadkami różnorodnej przemocy. Przekładało się to na niewłaściwe realizowanie obowiązku szkolnego, co z kolei generowało kolejne naprawdę trudne sytuacje – mówi Sławomir Piotrowski. Dlatego narodził się pomysł stworzenia programu wolontariackiego, do którego w szczególny sposób zaproszone są rodziny, które chciałyby zaprzyjaźnić się z dzieckiem. – Nie chodzi tu o jakieś sztuczne stwarzanie sytuacji przyjacielskich, ale o to, by z naszymi dziećmi zwyczajnie spędzać czas, tak by mogły zobaczyć, że są rodzinny inne niż te, które znają ze swojego doświadczenia – mówi Agnieszka Mucha, psycholog.

    Liczy się motywacja

    Paweł nie chodził do szkoły. Długo udawało mu się lawirować i wprowadzać w błąd rodziców. Było to tym łatwiejsze, że rodzice po rozwodzie zajęli się każde swoim życiem, w którym alkohol był na porządku dziennym. W końcu szkoła zainterweniowała i Paweł jako nastolatek trafił do domu dziecka. Żadne przekonywanie wychowawców, rozmowy z psychologiem, motywacje wymyślane, by zdopingować chłopaka do chodzenia do szkoły, nie przynosiły rezultatów. Wtedy pojawiła się rodzina, która zaproponowała, że raz w tygodniu albo zaprosi go do siebie, albo wybiorą się dokądś wspólnie. Mimo początkowego oporu ze strony chłopca, który chciał być przede wszystkim lojalny względem swoich rodziców, a któremu spotkania z inną rodziną wydawały się złamaniem tej lojalności, znajomość trwała. Początkowo były to wspólne wypady na rower na pizzę lub na jakiś mecz. Potem, gdy wszyscy lepiej się poznali, Paweł przychodził po prostu do domu zaprzyjaźnionej rodziny. Nie robili nic nadzwyczajnego. Jedli razem obiad, chodzili po zakupy, rozmawiali, oglądali telewizję. Rodzina interesowała się, jak mu idzie w szkole, pomagała w nauce. Chłopak zobaczył, że dom może być zupełnie inny od tego, jaki on pamięta z dzieciństwa. Gdy zapytał kiedyś swoich nowych przyjaciół, jak oni to robią, że mają taki szczęśliwy dom, usłyszał, że normalnie, że najpierw skończyli szkołę, co pomogło im znaleźć pracę, potem wzięli ślub, urodziły się dzieci, a to, co udało się im stworzyć, oparli na wzajemnym zaufaniu i bezwzględnym dotrzymywaniu słowa. Dla Pawła była to największa motywacja. Zaczął chodzić do szkoły, uczyć się. Postanowił zdobyć wykształcenie i być zwyczajnie szczęśliwym. Wszystko to stało się możliwe tylko dlatego, że miał szansę zobaczyć, jak może wyglądać rodzinne życie.

    Nie trzeba wielkich rzeczy

    Oczywiście każdy z wychowanków jest inny i ma inne potrzeby. Jeśli w relacje przyjaźni jakaś rodzina wchodzi z 6-latkiem, potrzebuje on więcej ciepła, przytulania, opieki. Jeśli przyjaźń rodzi się między nastolatkiem a rodziną, potrzeby są zupełnie inne. – W każdym wieku potrzebuje się przyjaźni i dobrych wzorców. Mamy teraz w naszej placówce chłopca, który zdaje maturę. Mimo że jest dorosły, wiemy, że chętnie wszedłby w takie relacje, by móc z kimś pogadać, poradzić się, zadzwonić do kogoś jednego, wyjątkowego, żeby podzielić się radością czy smutkiem. Wychowawcy, nawet najbardziej oddani i wrażliwi, nie są w stanie być na wyłączność dla dziecka – podkreśla Sławomir Piotrowski. Wolontariat rodzinny może mieć różne formy. To kwestia indywidualnego ustalenia. – Rodziny zgłaszające się do nas w ramach programu, który właśnie rozpoczynamy, mogą wziąć udział w specjalnych warsztatach i przygotowaniu, by wiedziały, na co mogą liczyć i czego mogą się spodziewać. Nie są zostawiane same sobie, ale w każdej sytuacji mogą liczyć na pomoc psychologa czy pedagoga. Mamy nadzieję, że to ułatwi ludziom podjęcie takiej decyzji, by zaprzyjaźnić się z jakimś naszym podopiecznym – mówi Agnieszka Mucha. Osoby, które chciałyby dowiedzieć się więcej lub zostać rodziną zaprzyjaźnioną, mogą zgłaszać się w biurze Centrum Administracyjnego im. Ewy Szelburg-Zarembiny w Lublinie przy Al. Racławickich 22 lub kontaktować się telefonicznie i elektronicznie: tel. 81 53 20 830, e-mail: sekretariat@ddesz.lublin.eu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół