• facebook
  • rss
  • Uwierzyła w sens

    ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 28/2015

    dodane 09.07.2015 00:15

    Nawrócona Chinka. Jej ojciec jest komunistą, a mama praktykuje buddyzm. Po pierwszej wizycie w Polsce Han Xu zaczęła myśleć o chrześcijaństwie. Gdy wróciła do Chin, pracowała z chorymi na AIDS. Po kilku latach przyjęła chrzest w Katedrze Północnej w Pekinie.

    Tej historii nie trzeba ubarwiać. To historia Han Xu, młodej dziewczyny z Chin, która zachwycona chrześcijaństwem i św. Tereską z Lisieux zdecydowała się przyjąć chrzest w katolickiej katedrze w Pekinie. Han Xu używa również imienia Teresa, które wybrała do bierzmowania.

    Republika Ludowa

    Urodziła się w Szenjang w 1985 r. Jest jedynaczką – zgodnie z polityką jednego dziecka, jaką prowadziły władze Chińskiej Republiki Ludowej. – Obecnie polityka jednego dziecka ulega niewielkim zmianom. Jeśli rodzice byli jedynakami, mogą pozwolić sobie na dwoje dzieci. Wychowywałam się z moimi kuzynami, więc brak rodzeństwa był mniej dotkliwy – tłumaczy Han Xu. Klasy w chińskich szkołach są bardzo liczne. – Składają się nawet z 60 uczniów. Proces edukacji nie stosuje taryfy ulgowej wobec uczniów. Jest wysoce stresujący i wymagający. Panuje tu dyscyplina i pilność. Natomiast szkoły średnie i studia są płatne. Jeśli rodziców nie stać na opłacenie nauki swoim dzieciom, te zostają w domu i czeka je trudny los. Pracują fizycznie i nie są w stanie opuścić swoich rodzinnych miejscowości. W biednych regionach Chin rodzi to poważne problemy społeczne – wyjaśnia Han Xu.

    Chiński komunista

    Szenjang to miasto, w którym mieszka aż 7 mln ludzi. W strefie zurbanizowanej miasta ok. 3,5 mln. Ale to średniej wielkości miasto jak na chińskie warunki. Znajduje się tam 5 kościołów katolickich, jednak do żadnego z nich Han Xu nigdy nie zaglądała. – Mój tata jest komunistą. Jest człowiekiem niewierzącym. Ustrój państwowy Chin spowodował, że ateiści stanowią największą grupę na mapie wyznaniowej kraju. Na drugim miejscu są buddyści, potem chrześcijanie, wśród których przeważają protestanci. Najmniejsza grupę wyznaniową stanowią muzułmanie – opowiada Chinka. Jej mama praktykuje buddyzm, ale nie jest oficjalnie zdeklarowaną buddystką. – Mój buddyzm też był okazjonalny. Modliłam się w świątyni jedynie w sytuacjach trudnych. Nie chodziłam tam regularnie – kontynuuje.

    Szenjang–Lublin–Pekin

    Przełom w życiu Han Xu nastąpił w momencie, gdy w ramach wymiany studenckiej przyjechała do Polski, na UMCS w Lublinie. Uczyła angielskiego swoich rówieśników. Przebywała w Polsce na przełomie 2008 i 2009 roku. Potem wróciła do Chin. Postanowiła zaangażować się w pracę w jakiejś organizacji pozarządowej. W Szenjang jedyną organizacją pozarządową była Caritas, która prowadziła szeroką działalność na rzecz chorych na AIDS. W tym czasie Han Xu wybrała się do kościoła w swoim mieście. – Zrobiłam to pod wpływem spotkań z ludźmi w Polsce. Zaczęłam intensywnie zastanawiać się nad chrześcijaństwem – opowiada. W 2011 roku wyjechała do Pekinu. Poznała chłopaka i zamieszkali wspólnie. – Czułam, że coś jest nie tak. Czułam dyskomfort. Pojawiły się niespotykane dotąd dla mnie problemy. Postanowiłam zmienić tę sytuację. Znalazłam informacje na temat przygotowań do chrztu i wybrałam się na takie spotkanie. Pokój serca narastał – wspomina.

    Inicjacja chrześcijańska

    – Po długim przygotowaniu przyjęłam chrzest, bierzmowanie i Eucharystię w katedrze w Pekinie na Wielkanoc 2015 r. Jednego dnia do sakramentów inicjacji przystąpiło 100 neokatechumenów. W całym Pekinie tego dnia wiarę w Chrystusa przyjęło 400 osób – wyjaśnia Teresa-Han Xu. Rodzice zaakceptowali wybór córki. – Byli dla mnie nawet bardzo mocnym wsparciem w tamtych chwilach. Czasami tata pyta mnie o katolicyzm, bo nigdy wcześniej o nim nie słyszał. Ja mu opowiadam. A on milczy. Po jakimś czasie znów pyta i milczy – opisuje. W czasie przygotowań do chrztu czytała dużo o św. Teresce z Lisieux. – Zachwyciło mnie w niej to, że będąc tak małą i skromną osobą, potrafiła zrobić tak wiele – wyznaje. Obecnie Teresa-Han Xu jest po raz drugi w Polsce. Ma tu swoich przyjaciół. Także tych, którzy na co dzień zaangażowani są w działalność Stowarzyszenia Solidarności Globalnej. – Chrześcijaństwo zmieniło moje patrzenie na świat. W świecie ludzi niewierzących i buddystów nie potrafiłam akceptować swoich słabości i niedoskonałości. Nie akceptowałam również ograniczeń innych ludzi. Tak ukształtowała nas kultura. Teraz w poświęceniu innym widzę sens i poczucie sprawiedliwości. Wspiera mnie w tym św. Tereska. Po powrocie do Chin będę kontynuować pracę w organizacjach pozarządowych – podsumowuje Teresa-Han Xu.

    Obcy w Lublinie

    Lublin dla wielu uchodźców stał się bramą na Zachód i „bramą do raju”. Przybywają tu już nie tylko obywatele sąsiedniej Ukrainy, ogarniętej konfliktem zbrojnym, ale także uchodźcy z krajów odległych: Syrii, Iranu czy Czeczenii. Przy całej życzliwości do obcokrajowców reprezentujących odmienne kultury i tradycje mieszkańcy naszego miasta wyrażają swoje obawy po ostatnich zamachach w Tunezji, Kuwejcie i Francji. – Jestem wychowana w duchu tolerancji i solidarności, ale czasami zastanawiam się głęboko nad skutecznością adaptacji w naszej przestrzeni kulturowej osób wywodzących się z kultury islamskiej. Może mój lęk spowodowany jest tym, że przez kilka lat mieszkałam w Wielkiej Brytanii i nie zawsze podobało mi się zachowanie przybyszów z krajów muzułmańskich – tłumaczy Magdalena z Lublina. – Uważam, że przyjmując imigrantów, należy stawiać im jasne wymagania. Nie chciałbym spotykać się z postawą roszczeniową z ich strony. Uważam jednak, że nie powinniśmy rezygnować z tradycji wielokulturowości Lublina, często wyolbrzymianej. Nie należy obawiać się emigrantów. Należy raczej pomagać im i ich wspierać. Do tego zobowiązuje nas również katolicyzm i nasza historia. Inna sprawa, że procesów imigracji nie da się zatrzymać. Żyjemy w przełomowym momencie naszej kultury – dodaje Mateusz, student UMCS.

    Prostowanie mediów

    Problemem imigrantów zajmuje się bardzo intensywnie Stowarzyszenie Solidarności Globalnej w Lublinie. Właśnie zakończył się projekt realizowany przez tę organizację, który był realizowany pod hasłem: „Media w służbie integracji”. Z tej okazji zaproszono na spotkanie przedstawicieli lubelskich mediów. Wręczono im specjalne certyfikaty, które są podziękowaniem i wyróżnieniem za aktywną promocję postaw solidarności z uchodźcami i imigrantami. Certyfikat współpracy otrzymała również redakcja lubelskiego „Gościa Niedzielnego”. – Chcieliśmy w ramach projektu nawiązać bliższą niż zazwyczaj współpracę z mediami, by zainteresować ich tym, co na co dzień robią organizacje pozarządowe na rzecz integracji cudzoziemców w Lublinie – tłumaczy dr Wojciech Wciseł, lider merytoryczny projektu „Media w służbie integracji”. Najczęściej przekaz medialny na temat cudzoziemców jest incydentalny. – Sygnał do społeczeństwa jest zazwyczaj wysyłany wówczas, gdy obcokrajowiec zrobi coś złego lub gdy jest jakieś ciekawe wydarzenie z udziałem uchodźców. Trzeba to zmieniać i dbać o wiarygodny przekaz medialny w tym zakresie – dodaje Wojciech Wciseł.

    Lęk przed nieznanym

    W Lublinie na rzecz uchodźców działa prężnie kilka organizacji: Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu, Stowarzyszenie Solidarności Globalnej, Homo Faber i Fundacja Instytut na rzecz Państwa Prawa. – W kraju 38-milionowym powinniśmy być w stanie przyjąć imigrantów, którzy potrzebują pomocy. Nie ma potrzeby bać się cudzoziemców. W mediach niestety lansuje się obraz roszczeniowości uchodźców, a nie pokazuje się dramatu ich egzystencji. Przecież Polacy także emigrują i boli nas, gdy ktoś o nas źle mówi lub pisze za granicą – tłumaczy Wojciech Wciseł. – Efekty projektu pozytywnie przerosły nasze oczekiwania. Pozyskaliśmy wielu młodych wolontariuszy. Teraz będziemy kontynuować nasze prace. Chcemy wyszukiwać inicjatywy integracyjne w Lublinie, dokumentować je i rozpowszechniać, bo należy edukować społeczeństwo. Zazwyczaj lęk bierze się z niewiedzy lub bezkrytycznego przyjmowania doniesień medialnych. Lubelszczyzna jest, zdaniem cudzoziemców, „bramą na świat”. Lublin to dla obcokrajowców najlepsze miejsce na pierwszy kontakt z Polakami i mieszkańcami Europy. Nie wolno tego zaprzepaścić – wyjaśnia Tomasz Danielewicz, koordynator wolontariuszy projektu „Media w służbie integracji”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół