• facebook
  • rss
  • Życiowe priorytety

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 33/2015

    dodane 13.08.2015 00:00

    37. pielgrzymka z Lublina na Jasną Górę. Dwa tygodnie terapii, jakiej nie doświadczymy nigdzie indziej – tak mówią o pielgrzymce ci, którzy idą. Często, przemierzając kilometry w stronę Jasnej Góry, przemierza się zakamarki swojego życia.

    Dzwoni budzik. Jest 6.15. W domu przewróciłabym się na drugi bok i włączyła funkcję „drzemka”. Tu jednak wstaję natychmiast. Szybka toaleta, pakowanie, śniadanie. To ostatnie wspaniałe dzięki życzliwości naszych gospodarzy, którzy przyjęli nas na nocleg. Nie zawsze są takie luksusy. Czasem zamiast wygodnego łóżka, twarda podłoga lub materac w namiocie. Ale to nie ma znaczenia.

    Kto rano wstaje

    Pielgrzymka to czas, w którym zmieniają się priorytety. Zaraz ruszymy w drogę. Już ustawia się nasza grupa. Pierwsze kroki na trasie i śpiew godzinek wprowadzają nas w rytm całego dnia. Rano nie czuć jeszcze spiekoty, choć i tak jest gorąco. Ludzie uśmiechają się do siebie.

    Przemierzamy kolejne kilometry i miejscowości. Przy drodze, niemal w każdej mijanej wsi, ustawione wielkie garnki lub butelki z zimną wodą. To balsam dla naszych spragnionych ciał. Nasze dusze wypełniają nauczanie i modlitwa. Odkrywam tutaj Różaniec. Wcześniej rzadko po niego sięgałam. Teraz, kiedy zaczynamy odmawiać modlitwę różańcową, nogi stają się lżejsze. Kiedy przychodzi kryzys, słyszę słowa moich znajomych, którzy nie są wierzący. Mówili do mnie: „Anka, nie wygłupiaj się, nie dasz rady, zresztą kto dziś chodzi na pielgrzymkę”. Nie chciałam z nimi dyskutować. Odpowiadałam: „Ja idę na pielgrzymkę”. Moje doświadczenie spotkania Jezusa jest bardzo młode, ale czułam, że chcę iść do Częstochowy, przeprosić Boga za moje życie bez Niego. Chcę też prosić, by łaska, jakiej doświadczyłam, odkrywając Kościół na nowo, umacniała się. Dlatego nie zamierzam rezygnować nawet wtedy, gdy moje nogi mówią, że już nie dadzą rady.

    Każdy ma swój sposób

    Mirka jest na pielgrzymce 22. raz. Choć pątnicy z jej grupy mówią o niej: weteranka, ona wcale się tak nie czuje. – Każda pielgrzymka jest inna. Życie niesie tyle wydarzeń, za które można dziękować, i tyle trudności, w intencji których można prosić, że nie ma dwóch takich samych pielgrzymek. Zawsze jest jakaś ważna sprawa, która pcha mnie na Jasną Górę. Kiedy zaniosę ją do Matki, wiem, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by zaradzić kłopotom. Zawsze jest też za co dziękować – mówi. Z jej doświadczenia korzystają inni w grupie. – Jak Mirka mówi, że trzeba dużo pić i na każdym postoju coś małego zjeść, to znaczy, że tak trzeba. Słuchamy się jej jak matki i zawsze dobrze na tym wychodzimy – mówią pielgrzymkowi bracia i siostry. Każdy, kto ma za sobą pielgrzymkowe doświadczenie, ma własną receptę na to, jak dojść bez urazów do celu. – Ja idę zawsze poboczem. Asfalt czy beton sprawiają, że nogi bardziej bolą, no ale nie każdy może iść poboczem – mówi siostra Mirka. Marek stawia na buty. – Muszą być stare, najlepiej takie trochę rozczłapane, w których już przeszliśmy kawał drogi. To zwykle znaczy, że nie są zbyt piękne, ale za to doniosą nas do celu bez bąbli i pęcherzy – podkreśla.

    Trzy pokolenia

    Dorota i Mariusz są pielgrzymkowym małżeństwem. Choć nie poznali się w czasie rekolekcji w drodze, to tutaj się pobrali. – Pielgrzymka wyznacza nasze kolejne rocznice ślubu. Od kilku lat chodzimy całą rodziną. Najpierw dołączyła do nas mama męża, potem nasza córka Weronika, która dziś jest nastolatką, a teraz najmłodsza, dwuletnia Zuzia – opowiada Dorota. Idą więc trzy pokolenia jednej rodziny. – To moja 15. pielgrzymka – mówi pani Janina, seniorka rodu. – Poszłam za przykładem syna i od tamtej pory nie wyobrażam sobie, bym została w domu. Na naszym przykładzie widać, że nie tylko młodzi uczą się od starszych, ale też starsi od młodszych. Jestem dumna z moich dzieci i wnuków. Są dla mnie świadkami wiary i umocnieniem. Cieszę się, że mają w sobie tyle odwagi, by na pielgrzymi szlak zabrać najmłodszą Zuzię. To dzięki takim wydarzeniom człowiek wzrasta, rozwija się i kształtuje – podkreśla pani Janina.

    Nie tylko dla pobożnych

    Kierownik ks. Mirek Ładniak zapytany, dlaczego jego zdaniem ludzie chodzą na pielgrzymkę, odpowiada: – Dlatego, że mogą się zmierzyć ze sobą. Dlatego też, że każdy ma możliwość znalezienia przestrzeni, w której codzienne życiowe zawirowania i pośpiech się nie liczą. W trudzie, upale, czasem w deszczu, wszyscy jesteśmy tacy sami. Tu odkrywa się też prawdę o swoich słabościach. Choć pewnie rewelacją nie jest fakt, że tych słabości odkryć można całkiem sporo, to z pewnością rewelacyjne jest to, że na pielgrzymce można je pokonać. Krok po kroku, kilometr po kilometrze, zacieśniają się nasze relacje z Panem Bogiem. Takie rekolekcje w drodze to też nadzieja, jaką ludzie niosą na Jasną Górę. Jednocześnie to także wyzwanie, wielki wysiłek i wyrzeczenie, które w jakiś niesamowity sposób połączone są z wielką radością. Pielgrzymka pokazuje sedno chrześcijaństwa. To jednocześnie odkrycie siebie i pokuta, i przebaczenie, i wielka radość. Kierownik pielgrzymki podkreśla też, że pielgrzymka to miejsce nie tylko dla pobożnych. – To znakomite miejsce także dla poszukujących czy wątpiących. Często zdarza się, że ktoś idzie bez przekonania, bo go ktoś inny trochę na siłę w to wciągnął i dla świętego spokoju się zgodził. Później okazuje się, że podczas pielgrzymki odkrywa na nowo relacje z Panem Bogiem, a może pierwszy raz je nawiązuje. To w końcu kilkanaście dni przyglądania się także innym pątnikom, możliwość porozmawiania z księdzem, nie w konfesjonale czy gdzieś w pośpiechu, ale swobodnie i dowolnie długo. Zdarza się, że taki wątpiący patrzy na innych pielgrzymów i odkrywa, iż to wcale nie jest miejsce dla „nawiedzonych” czy „fanatyków”, ale normalnych ludzi, żyjących różnymi sprawami i problemami, które stają się zwyczajnie lżejsze – mówi ks. Mirek. Tegoroczna pielgrzymka odbywała się pod hasłem „Uwierzcie w Ewangelię”. Była również duchowym przygotowaniem do przeżycia Światowych Dni Młodzieży, zwłaszcza w archidiecezji lubelskiej. – W tym roku pątnicy modlili się o duchowe owoce ŚDM oraz pełne łaski spotkanie z papieżem Franciszkiem i młodymi całego świata – tłumaczy ks. Mirek. Druga intencja związana jest z partnerem lubelskiej pielgrzymki. W ubiegłym roku był nim „Lubelski Gość Niedzielny”, w tym jest Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II. – Dziękowaliśmy za łaskę powołania tej uczelni, która niebawem będzie obchodzić 100. rocznicę powstania – tłumaczy ksiądz przewodnik.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół