• facebook
  • rss
  • Pełen profesjonalizm

    dodane 17.09.2015 00:15

    Z Weroniką Gawlik, bramkarką i kapitan MKS Selgros Lublin, o piłce ręcznej, poświęceniu dla sportu i stresie przed wyjściem na parkiet rozmawia ks. Rafał Pastwa.

    Ks. Rafał Pastwa: W tym roku została Pani kapitanem drużyny mistrzyń Polski. Co to oznacza?

    Weronika Gawlik: Odpowiadam za kontakt między trenerami a zawodniczkami. Dochodzą do tego obowiązki kontaktów z kierownictwem klubu oraz odpowiedzialność za powitania i podziękowania na boisku drużyny przeciwnej. I sędziów. O tym jeszcze czasami zapominam, ale się uczę. Mile widziane by było, gdyby kapitan był mózgiem drużyny i poprowadził grę w trudnych momentach, ale ja zajmuję pozycję na bramce, dlatego w momencie ataku trudno mi wpłynąć na pozostałe zawodniczki. Czasami trzeba krzyknąć lub zmotywować.

    Czy tryb życia sportowca trudny jest do pogodzenia z życiem rodzinnym?

    Zawodniczki mają mężów, mają rodziny. Niejednokrotnie podejmują dodatkowe obowiązki zawodowe. Część z nas kontynuuje studia. Wszystko to jest kwestią organizacji czasu. Ja już się przyzwyczaiłam. Czasami zdarza się, że po treningu mój organizm domaga się po prostu godzinnej drzemki. Jednak staram się normalnie zajmować domem.

    Królujecie w rozgrywkach ligowych, trzeci sezon z rzędu gracie w lidze mistrzów bez konieczności eliminacji. Ale są też powołania do reprezentacji narodowej. To rzeczywiście spore osiągnięcie…

    Liga mistrzów to rozgrywki na najwyższym poziomie europejskim. Na razie nie udało się nam jeszcze wyjść z grupy tych rozgrywek. W minionym sezonie zabrakło niewiele. Jeśli chodzi o reprezentację, to dwie potężne kontuzje spowodowały, że wypadłam z kadry. Jednak w ostatnim czasie otrzymałam znów powołanie do reprezentacji narodowej i jadę na zgrupowanie.

    Wychodziła Pani na boisko jako pierwsza bramkarka reprezentacji. Jakie to uczucie?

    Jeszcze większy stres, ale jest to najważniejsze wyróżnienie dla sportowca grać w reprezentacji narodowej. To też potwierdzenie ciężkiej pracy i treningów.

    W Lublinie mamy więc drużynę wielkiego formatu…

    Rzeczywiście, bo klub zdobył 18 tytułów mistrza Polski. Ja z tą drużyną zdobyłam zaledwie trzy tytuły mistrzowskie.

    Jak wygląda frekwencja publiczności i kibiców na waszych meczach?

    Różnie. Czasami mecze są rozgrywane w środku tygodnia, więc trudno wymagać większej frekwencji. Jednak największym zainteresowaniem cieszą się mecze ligi mistrzyń, kiedy przyjeżdżają najsilniejsze zespoły z Europy. Ale nie udaje się nam zapełnić kibicami całej hali „Globus”. Piłka ręczna nie jest w naszym kraju aż tak popularna. Mamy jednak nadzieję, że z meczu na mecz kibiców będzie nam przybywać.

    Jak się zaczęła Pani historia z piłką ręczną?

    Pochodzę z Gliwic. W szkole był nabór do drużyny. Mój tata był zainteresowany sportem, chodził na mecze piłki ręcznej. Gdy usłyszał, że jest takie ogłoszenie, to mnie zachęcił. Do tej pory bardzo mi kibicuje.

    Ówczesna trenerka, Jadwiga Jarczyk od razu zauważyła, że ma Pani talent?

    Niełatwo powiedzieć. Myślę, że mój wzrost i warunki fizyczne zadecydowały, że można było we mnie zainwestować treningowo.

    Czy to było duże wyrzeczenie, by połączyć naukę, potem studia z wyczynowym uprawianiem sportu?

    To była kwestia przyzwyczajenia. Z pewnością miałam mniej czasu niż rówieśnicy, ale to mobilizowało mnie do lepszej organizacji pracy. Udało mi się skończyć studia na Politechnice Śląskiej w Zabrzu. Teraz studiuję wychowanie fizyczne.

    A czy w Lublinie są kluby dla dzieci i młodzieży?

    Oczywiście. Nawet MKS prowadzi klub młodzieżowy. Gdy przychodzimy na trening, widzimy w hali, że bardzo często przed nami trenują dzieci albo młodzież. Warto, aby rodzice zainteresowali się taką formą zajęć dla swoich dzieci, by te nie spędzały czasu jedynie przed komputerem. Gdy ja zaczynałam trenować, nie było tylu różnych zajęć dodatkowych i ich dostępności. Polecam uprawianie piłki ręcznej, bo jak każda gra zespołowa uczy współpracy, odpowiedzialności i relacji. Poza tym uprawianie sportu łączy się z wyjazdami i poznawaniem świata.

    Jak Pani postrzega Lublin?

    Mieszkam tu od ponad czterech lat. Nie był to łatwy przyjazd. Na Śląsku też zmieniałam kluby, jednak przeprowadzka do Lublina była bardziej wymagająca. Dzisiaj jestem bardzo zadowolona. Zadomowiłam się tu na dobre, poznałam ludzi, zżyłam się z klubem. Nigdy nie sądziłam, że będę grać w drużynie mistrza Polski i że zostanę kapitanem tej drużyny.

    Jak wspomina Pani okres, gdy grała jeszcze przeciw drużynie z Lublina?

    Przyjeżdżało się tu po to, by przegrać jak najmniej. To był zawsze trudny przeciwnik, z którym wszyscy się liczyli.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół