• facebook
  • rss
  • Minął czas przepowiadaczy

    dodane 08.10.2015 00:15

    O tym, czy prorokowania można się nauczyć i jakie zadania dziś stoją przed prorokami z ks. prof. Krzysztofem Guzowskim, jednym z odpowiedzialnych za nową inicjatywę powstałą w diecezji, rozmawia Agnieszka Gieroba.

    Agnieszka Gieroba: Kto to jest prorok?

    Ks. prof. Krzysztof Guzowski: Prorok to ten, który rozmawia z Bogiem twarzą w twarz. To ten, który widzi to, co widzi Bóg, widzi więc rzeczywistość z góry, ma szeroką perspektywę, nie zatrzymuje się na partykularnych wydarzeniach. Ważne jest to, że prorok Nowego Testamentu nie jest „przepowiadaczem” przyszłości, jak bywało w Starym Testamencie. Współczesny prorok interpretuje współczesne wydarzenia, pokazując, w jaki sposób widzi je Bóg. Prorok Nowego Testamentu interpretuje teraźniejszość i daje nadzieję. Nie jest kimś, kto straszy. My, chrześcijanie, oczekujemy tryumfu Chrystusa, nie ma więc co się martwić o przyszłość, bo wiadomo, że ostatecznie zwycięży Bóg. My dziś mamy Go odnajdywać w codziennym życiu i w zwykłych wydarzeniach.

    A prorok fałszywy to jaki?

    Prawdziwy prorok widzi, iż wszystkie nieszczęścia w świecie biorą się z porzucenia Boga i Jego mądrości, dlatego wzywa do nawrócenia. Sam czuje się słaby i wie, że wszystko ma od Boga. Jest pokorny. Sam się nawraca i wzywa do nawrócenia. Fałszywy prorok to indywidualista, stronniczy, który „swoich” popleczników uspokaja, a drugich gani. Nie widzi różnicy między świętością Boga a grzesznością ludzi, chętnie się brata z ludźmi, którzy nie liczą się z Bożym wezwaniem do wierności.

    Czy można nauczyć się bycia prorokiem?

    Dar proroctwa pochodzi od Ducha Świętego i jest znakiem Jego obecności. Dlatego wszyscy księża i ewangelizatorzy muszą się nauczyć Go słuchać. Duch Święty udziela pojedynczym osobom charyzmatu proroctwa, jako szczególnej umiejętności rozumienia komunikatów i znaków od Niego pochodzących. O jednym i drugim wymiarze daru proroctwa w Kościele pisał św. Paweł. Nie chodzi więc o to, by uczyć się bycia prorokiem na sposób czysto teoretyczny, ale o wsłuchiwanie się w to, co Bóg, Duch Święty mówi do nas poprzez wydarzenia, słowa Pisma Świętego, życie Kościoła i charyzmaty, które mamy obowiązek rozpoznawać.

    Dlaczego więc powstała w Lublinie szkoła proroków? Szkoła kojarzy się z miejscem, gdzie czegoś można się nauczyć, a z prorokowaniem tak nie jest…

    Nazwa „szkoła proroków” nie jest czymś nowym i nie polega na uczeniu w tradycyjnym rozumieniu słowa „szkoła”. Sugestię założenia takiej placówki dał już papież Paweł VI w 1969 r. podczas rozmowy z ojcem Lombardim. Był to czas posoborowy, kiedy wielu zaczęło robić reformę Kościoła bez całościowej wizji prorockiej. Duch Święty odnawia Kościół, nie burząc go, a tymczasem herezja progresizmu, która uważa, że nowe można budować tylko na gruzach starego, zawładnęła umysłami wielu reformatorów. Bł. Paweł VI bardzo cierpiał z tego powodu, stąd rozumiał potrzebę powstania szkoły proroków, której zarys ideowy dał sam Riccardo Lombardi. O ile wiem, to problemy zdrowotne nie pozwoliły mu na zrealizowanie planów. Temat niejako upadł. Kolejny raz o potrzebie prorockiego, czyli całościowego patrzenia na Kościół i otaczającą nas rzeczywistość przeczytałem w pismach kard. Ratzingera. Pisał, że cały Kościół realizuje wizję prorocką, oznacza to, że każdy w Kościele ma za zadanie odkrywać bliskość Boga, widzieć Go twarzą w twarz, dostrzegać Go w naszej codzienności i patrzeć na świat jako całość z miłością, a nie tylko przez pryzmat własnych interesów. To wszystko było inspiracją do stworzenia szkoły proroków, czyli miejsca, gdzie wspólnie będziemy się modlić i rozeznawać wolę Bożą, patrząc na otaczającą nas rzeczywistość jako całość.

    Swój udział w powołaniu szkoły proroków miał ponoć Duch Święty…

    To prawda. Trzy lata temu, niezależnie od siebie, ja i ks. Robert Muszyński mieliśmy na modlitwie te same inspiracje i podzieliliśmy się tym podczas spotkania Szkoły Formacji Duchowej. Nie wiedzieliśmy jednak, co dokładnie mamy robić i jak. Jednym z pomysłów było założenie jakiegoś studium podyplomowego na KUL na temat ksiąg prorockich, ale to nam jakoś do końca nie pasowało, bo nie było w tym przełożenia teologii na praktykę. Światło przyszło w tym roku podczas spotkania modlitewnego dla kapłanów. Modliliśmy się o rozeznanie i to rozeznanie przyszło. Widzieliśmy jasno, że my, księża, jako ci, którzy prowadzą ludzi do Boga, musimy sami spotykać się na modlitwie i prosić o Ducha Świętego, byśmy byli jednością między sobą, żeby Pan Bóg był rzeczywistym oparciem i byśmy wspólnie interpretowali znaki czasu, którymi są czasem bardzo trudne sprawy i wydarzenia. Jeśli każdy tłumaczy to sobie na własny sposób, mogą rodzić się rozłamy i nieporozumienia. Szkoła ma być więc miejscem wspólnej modlitwy i wspólnego patrzenia.

    Jak będą wyglądały zajęcia w takiej szkole?

    Zaczynamy od października. Zapraszamy wszystkich kapłanów z archidiecezji lubelskiej i diecezji sąsiednich. W każdy pierwszy poniedziałek miesiąca będą się odbywały spotkania modlitewne z odpowiednim nauczaniem o rozeznawaniu obecności i woli Ducha Świętego. Nie chodzi o nadzwyczajność, lecz właśnie o to, aby nauczyć się rozpoznawać codzienne i zwyczajne działania Ducha Świętego w nas, w Kościele i w historii. Z tego względu nauczanie będzie zawsze poprzedzone modlitwą do Ducha Świętego, a po nauczaniu będzie dalsza modlitwa uwielbienia i dziękczynienia. Każde spotkanie będzie miało swój temat, na podstawie którego księża będą wspólnie rozeznawać, co pochodzi od „ducha tego świata”, a co od Ducha Bożego. To rozeznanie powinno stać się inspiracją do kazań, pracy duszpasterskiej, rozmów z ludźmi i przede wszystkim do własnego prawdziwego życia z Bogiem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół