• facebook
  • rss
  • Budują logiczną nić przeszłości

    ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 42/2015

    dodane 15.10.2015 00:15

    IPN Lublin. Nadeszła ostatnia chwila na badanie zbrodni z okresu Polski Ludowej. Umierają ostatni świadkowie – ofiary i ich oprawcy. To ostatnia szansa, aby prokuratorzy mogli wyjaśnić pewne zbrodnie.

    Róg ulic Szewskiej i Staszica w Lublinie. Rześkie i chłodne powietrze łagodzą promienie słoneczne, jednak można zauważyć coraz więcej osób w ciepłych ubraniach. Z góry, chodnikiem od strony szpitala przy ul. Staszica, nieustannie płynie potok ludzi. Z drugiej strony, od Szewskiej i Świętoduskiej – natężenie ruchu samochodów. A pośrodku, w majestatycznym budynku, mieści się Instytut Pamięci Narodowej, Komisja Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu Oddział w Lublinie. Znajduje się tam również punkt sprzedaży książek. Można odnieść wrażenie, że czas płynie tu inaczej, nasączony historią ludzi, którą odkrywa się niejako na nowo.

    Narodziny

    Wewnątrz kilkupiętrowego budynku panuje niezwykła cisza. Jest przyjemnie. Wrażenie robią drewniane poręcze w kolorze ciemnego orzecha na klatce schodowej. Wszędzie książki i dokumenty. Uchylone drzwi niektórych pokoi zdradzają widok skupionych pracowników. Od czasu do czasu na korytarzu pojawia się ktoś niosący stos publikacji. Nie widać tylko pracowników archiwum, którzy wykonują mrówczą pracę. Aż trudno uwierzyć, że pośród tej ciszy pracuje około 100 osób. Działalność Instytutu Pamięci Narodowej docenia coraz więcej osób, jednak nie wszyscy mają pełną świadomość, czym się zajmuje i do czego został powołany.

    – Ustawa o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu z 18 grudnia 1998 r. stanowi o tym, że IPN to placówka, która posiada kilka pionów odpowiedzialnych za różne segmenty życia społecznego, a mianowicie: pion naukowo-edukacyjny, lustracyjny, śledczy i archiwalny. Struktury IPN-u powstały w 2000 roku. Najpierw więc była ustawa, potem organizowano struktury – wyjaśnia dr Marcin Kruszyński, pracownik referatu badań naukowych lubelskiego oddziału IPN. Niekiedy można odnieść wrażenie, że niektóre środowiska odrzucają zbytnią koncentrację na historii, a w to miejsce postulują skupienie się na postępie rozumianym wyłącznie jako patrzenie w przyszłość. – Z pewnością takie grupy osób istnieją, ale zdecydowana większość obywateli widzi sens badań zbrodni, badań mechanizmów społeczno-politycznych okresu PRL – tłumaczy Agata Fijuth-Dudek, asystentka prasowa IPN w Lublinie. – Nasza aktywność naukowa i edukacyjna pokazuje, że ludzie, zwłaszcza młodzi, nie są obojętni na prawdę historyczną. Powiedziałbym, że raczej rośnie zainteresowanie historią. Jest to historia XX w., więc pamiętajmy, że to, co nas ukształtowało, co jest w naszym „genotypie”, to właśnie ten okres dziejów. Z pewnością ciekawe było powstanie Chmielnickiego, ale nas dotyka ta najnowsza historia. Młodzi ludzie muszą się interesować historią XX w., bo tak jest skonstruowana nowa podstawa programowa. Wreszcie licealiści mogą poznać chociażby Wałęsę oraz dokładne przyczyny wybuchu wojny. A z drugiej strony, jeśli ktoś zechce mocniej zainteresować się historią, może przyjść do nas, my z kolei współpracujemy z licznymi szkołami. Najnowsza historia jest wreszcie doceniona – tłumaczy dr M. Kruszyński.

    Świadkowie odchodzą

    Wszystko wskazuje na to, że obecna chwila jest ostatnią, jeśli chodzi o zbadanie zbrodni z okresu Polski Ludowej. – Umierają ostatni świadkowie, zarówno ofiary, jak i oprawcy. To ostatnia szansa, aby prokuratorzy mogli wyjaśnić pewne zbrodnie – tłumaczy A. Fijuth-Dudek. – To ważne również z pozycji naszych badań, gdy możemy skorzystać w ramach źródeł z relacji świadków. Są jeszcze osoby, z którymi można rozmawiać na temat okresu stalinizmu. Jesteśmy historykami, chcemy zbliżyć się do prawdy, dlatego zależy nam na wykorzystaniu pełnego spektrum źródeł. Zatem nie tylko akta, ale i świadkowie są niezwykle istotni w całym procesie poznawczym – dodaje dr Tomasz Osiński, pracownik referatu badań naukowych lubelskiego IPN. Zdaniem M. Kruszyńskiego, praca historyka badającego wiek XX, a zwłaszcza to, co się działo po 1944 r., jest szczególnie trudna, bo formalnie specjaliści mają do dyspozycji jednostronny korpus źródeł. – To są rzeczy wytworzone przez władzę, która sama kreowała swój wizerunek, w związku z czym stworzyła określony obraz rzeczywistości. Jest to szczególnie widoczne w materiałach służby bezpieczeństwa, gdzie świat jest czarno-biały i nie ma miejsca na niuanse. Wiadomo od razu, kto jest wrogiem ludu, a kto nie – tłumaczy. – W tamtym trudnym okresie podejrzanym był każdy. Istniała bardzo cienka granica między bohaterem w optyce władzy a wrogiem – dodaje Osiński. Wszyscy naukowcy w lubelskim oddziale IPN zajmują się swoimi działkami badawczymi. Nie można być specjalistą od wszystkiego. Niektórzy pracownicy zobowiązani są do uczestnictwa w projekcie centralnym. Pracownicy IPN wydali najwięcej książek na temat historii Polski Ludowej.

    Lubelskie ślady

    Na gruncie lubelskim pracownicy instytutu zajmują się różnymi tematami. Zarówno podziemiem niepodległościowym po wojnie, jak i solidarnością lubelską czy ziemiaństwem. Obecnie na etapie recenzji jest obszerna publikacja złożona z artykułów przygotowanych przez specjalistów, która będzie mieć ponad tysiąc stron. Ma ukazać się w przyszłym roku. Dotyczy dziejów Lubelszczyzny w okresie od 1944 do 1956 roku. – Dokonaliśmy próby syntezy najważniejszych przestrzeni. Począwszy od życia politycznego – łącznie z kontestacją systemu i jego elementami, a więc z partią i służbą bezpieczeństwa. Próba syntezy dotyczy również życia gospodarczego i społecznego. Ostatnim trzonem książki będzie życie kulturalne Lubelszczyzny. Jako redaktor tej publikacji znam wszystkie teksty i muszę przyznać, że wyniki badań są niezwykle ciekawe – tłumaczy T. Osiński. Taka publikacja nie byłaby możliwa bez współpracy ze specjalistami z lubelskich uczelni podejmujących konkretne zagadnienia badawcze.

    Zadziwiające fakty

    Marcin Kruszyński w swoich tekstach pisze, że dla komunistów, wbrew pozorom, początkowo obecność KUL-u była wartością dodaną przy tworzeniu UMCS. Lublin jego zdaniem skorzystał na tym, co wydarzyło się w Jałcie, a mianowicie na przesunięciu granic. Miasto nad Bystrzycą stało się pierwszym ważnym ośrodkiem, w którym komuniści zaczęli tworzyć nowe struktury i skorzystano z tego przy zakładaniu nowego uniwersytetu. – W sierpniu 1944 r. pojawił się pomysł, by władza miała państwowy ośrodek naukowy. Ale to był okres, w którym nadal nikt niczego jasno nie stwierdzał. Oficjalnie nie padało nigdzie słowo „komunizm”, w manifeście PKWN również. Obok KUL-u stworzono zatem drugą szkołę, na wzór szkół radzieckich. A szkoły wyższe w Związku Radzieckim miały profil techniczno-przyrodniczy. Więc nie wyglądało to na konkurencję, bo na UMCS chciano kształcić lekarzy, inżynierów i innych specjalistów – a nie humanistów. Między oboma uniwersytetami istniała oficjalna wymiana naukowa. Według odczuć społecznych Lublin stał się niejako Oxfordem. Natomiast lektura tajnych dokumentów nie pozostawia wątpliwości. Zamysłem komunistów było stworzenie przeciwwagi dla uczelni katolickiej – wyjaśnia dr Kruszyński. Historyk podkreśla, że świat naukowy tuż po 1944 r. nie był jeszcze światem zindoktrynowanym. – Profesor UMCS był identyczny jak ten z KUL. Zdarzały się przypadki, że ci, którzy pracowali na KUL, byli zatrudnieni też na UMCS. To środowisko akademickie było takie samo, tylko podzielone na inne instytucje. Nawet w najgorszym okresie stalinowskim, gdy władze chciały antagonizować, środowiska naukowe ze swym specyficznym klimatem funkcjonowania zachowały reguły obowiązujące od średniowiecza. Oczywiście były niechlubne wyjątki, które w symbiozie z partią upatrywały ścieżek kariery, ale większość była wierna etosowi inteligenckiemu – dodaje Kruszyński.

    Lublin stolicą Polski

    Było to w okresie od lipca 1944 r. do stycznia 1945 roku. Miasto koncentrowało zdaniem historyków osoby, które chciały odżyć i funkcjonować na nowo po straconych latach okupacji. Lublin stał się ważnym ośrodkiem inteligenckim i kulturalnym. Był wolny od okupacji niemieckiej – więc wszyscy zaczęli tu przyjeżdżać. Potem wiele wybitnych osób wyjechało, ale pozostali młodzi, którzy chcieli się rozwijać. Z czasem katolicka uczelnia przyciągała wszystkich tych, którzy nie zgadzali się z sytuacją polityczną, a ewidentnie wnieśli wkład w rozwój miasta. – Decyzję o tym, że Lublin stał się stolicą Polski podjęto w Moskwie. Nie znamy jednak dokładnie archiwów radzieckich. Wszystko, co działo się wtedy w kraju, było niejako matrycą radziecką, a polscy komuniści byli jedynie wykonawcami poleceń – tłumaczą historycy.

    Trudny los bohatera

    Historia składa się z niuansów. Dlatego lubelski oddział IPN postanowił zorganizować w najbliższym czasie konferencję, podczas której specjaliści zajmą się problemem bohaterów i weteranów wojennych. – Mamy nadzieję, że obok weteranów pierwszej i drugiej wojny światowej uda się pokazać „bohaterów” kreowanych przez system komunistyczny. Chcemy opracować również temat tzw. osób utrwalających władzę ludową, czyli ludzi, których „bohaterstwo” polegało na tym, że w pierwszym okresie zwalczali wszystkich prezentujących inną koncepcję wolności – tłumaczy Osiński. – Chcemy także przypomnieć i zdiagnozować fakt, że w dwudziestoleciu międzywojennym weterani i bohaterowie rządzili, że weteran był jednocześnie politykiem – dodaje Kruszyński. Na konferencji obok historyków zaprezentują się specjaliści z innych dziedzin. Ciekawie zapowiada się wykład socjologa prof. Ireneusza Krzemińskiego, który na zagadnienie weteranów i kombatantów spojrzy z perspektywy współczesnej. Konferencja zatytułowana „Ojczyzna obrońcy swemu. Weterani i kombatanci jako problem społeczny i polityczny w Polsce w XX w.” odbędzie się w dniach 25–27 listopada w hotelu Unia w Lublinie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół