• facebook
  • rss
  • Jestem dumna z Zambii

    Justyna Jarosińska

    |

    Gość Lubelski 42/2015

    dodane 15.10.2015 00:15

    W życiu najważniejsze jest, by odkryć, jakie Pan Bóg ma plany wobec nas – mówi s. Judyta, przebywająca na misjach w Afryce od 36 lat.

    Młoda dziewczyna z Kielecczyzny blisko 50 lat temu usłyszała głos powołania. – Wiedziałam, że Pan Bóg czegoś ode mnie chce, nie wiedziałam jednak za bardzo czego – śmieje się s. Judyta Bożek ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny. – Szukałam swojego miejsca w życiu, aż w końcu znalazłam. Usłyszałam, że muszę być w Afryce – opowiada. Dzisiejsza misjonarka na początku swej drogi z Panem Bogiem niewiele wiedziała o zgromadzeniach. Wiedziała jednak, że musi szukać sióstr, które pracują na misjach. – Gdy zgłosiłam się w 1969 r. do sióstr misjonarek Świętej Rodziny, one dopiero przygotowywały się do wyjazdu na misje. Stwierdziłam, że jeśli się przygotowują, to znaczy, że wyjadą, a ja dojadę. Po 10 latach byłam w Afryce.

    Dom na wysypisku

    Siostra Judyta wyjechała do Zambii. – Najpierw musiałam nauczyć się ich języka cimemba – opowiada. – Potem przygotowywałam dzieci do I Komunii św. W 1980 r. rozpoczęła pracę w przedszkolu, które wraz z innymi siostrami z Polski tam założyła. – To była bardzo fajna praca – wspomina. Po jakimś czasie okazało się, że jej zgromadzenie chce otwierać swą misję także w Kenii. – Zostałam tam przez matkę generalną skierowana, by tworzyć nasz dom – opowiada. S. Judyta była pierwszą przełożoną sióstr misjonarek Świętej Rodziny w Kenii. Po dwóch latach wróciła jednak do Zambii, tym razem do stolicy, czyli Lusaki, do jej najbiedniejszej dzielnicy. – Najpierw, oprócz domu zakonnego, utworzyłyśmy dom dla bezdomnych, w którym pracuję do dziś – opowiada. – Ale naszym głównym zadaniem było uprzątnięcie placu, gdzie miały powstać dalsze budynki. Trzeba było usunąć od lat niesprzątane wysypisko śmieci. Gdy zaczęłyśmy te śmieci usuwać, to trzeba było wzywać ludzi od elektryczności, bo słupy elektryczne były przegnite i trzymały je tylko śmieci. Na miejscu wielkiego śmietnika powstało przedszkole, szkoła oraz szkoła gospodarcza dla kobiet, które uczą się szycia, gotowania, robienia na drutach. – W ciągu roku przez tę szkołę przewija się około stu kobiet – opowiada misjonarka. – Jesteśmy w takim miejscu, gdzie mamy bardzo dużo ludzi i na wszelkie nasze działania jest naprawdę zapotrzebowanie.

    Bez względu na wyznanie

    Jak przekonuje s. Judyta, siostry w Zambii są bardzo szanowane. – Zdecydowanie bardziej niż w Polsce – zauważa. – Tam szanują naszą pracę wszyscy, bez względu na wyznanie. A siostry pracują ze wszystkimi, którzy do nich przychodzą. – My nie pytamy bezdomnych czy tych, którzy przychodzą do szkoły, gdzie i czy w ogóle się modlą – mówi. Parę lat temu prezydent Zambii oficjalnie ogłosił, że kraj, którym rządzi, jest krajem chrześcijańskim, ale katolicy stanowią jedynie 30 proc. wyznawców Chrystusa. – Jest mnóstwo innych religii, Kościołów, ale jest też sporo sekt. Czasami ktoś z miejscowych zakłada jakiś Kościół. Współczuję ludziom, bo część z nich nie widzi między nimi żadnej różnicy – stwierdza zakonnica. W Zambii, co s. Judyta szczególnie podkreśla, nie ma wrogości między Kościołami. Wiele akcji przeprowadzają wspólnie, jak choćby protest przeciw prezydenckim próbom manipulacji przy konstytucji. – Ja jestem w ogóle bardzo dumna z Zambii, bo ten kraj daje dobry przykład innym. Tu nie ma konfliktów zbrojnych, nigdy w ciągu 50 lat istnienia szczepy ze sobą nie walczyły. Wszelkie akcje protestacyjne, jakie się tu odbywają, są akcjami pokojowymi. S. Judyta zaznacza, że w Zambii żyje niewielki procent muzułmanów.

    Biznes z oliwy

    Choć Zambia to państwo bez wojen, to jednak jest to kraj bardzo ubogi. 70 proc. ludności żyje w biedzie, a z racji tego, że przeszło połowa to ludzie młodzi poniżej 25. roku życia, kraj nie jest w stanie poradzić sobie ze szkolnictwem. – Dlatego my mamy szkołę. Widzimy też, jak wiele jest jeszcze do zrobienia – mówi s. Judyta. Ci, którzy nie mają pracy w mieście, zajmują się rozbijaniem kamienia, którego w Zambii jest bardzo dużo. Mężczyźni rozbijają wielkie skały, a kobiety drobią je na małe kamyczki. – To nie jest łatwa praca, zwłaszcza dla kobiet, więc gdy tylko mogę, kupuję od nich ten kamień. Wiem, że w ten sposób im pomagam – mówi s. Judyta. Kobiety, które nie pracują przy kamieniu, próbują własnej działalności. – Sprzedają trochę pomidorów, trochę węgla, kupują gdzieś nieco więcej oliwy lub cukru, dzielą na mniejsze części i sprzedają sąsiadom. Jak je zapytać, co robią, mówią, że są bizneswoman – opowiada misjonarka. Siostra Judyta za chwilę wraca znowu do swojego domu do Zambii. Do Polski przyjechała na przepisowy urlop oraz by szukać wsparcia wśród rodaków dla działalności misyjnej. – Dziś do naszego zgromadzenia przyjmowane są także dziewczyny z Zambii. Gdy przyjeżdżam do Polski, jak teraz, ciągle ubiegam się o jakieś pieniądze, bo wiem, że robię to, by tym siostrom miejscowym później było łatwiej, by mogły kontynuować nasze dzieło – mówi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół