• facebook
  • rss
  • Jezuici na obrzeżach Kościoła

    ks. Rafał Pastwa

    dodane 15.10.2015 09:30

    Rozmowa z jezuitami to wejście w przestrzeń stylu życia i duchowości św. Ignacego, to też poniekąd obcowanie z mentalnością papieża Bergoglio. Duchowi synowie świętego z Loyoli od siedemdziesięciu lat organizują duszpasterstwo akademickie na KUL.

    Historia jezuitów rozpoczęła się we wrześniu 1529 r. w Paryżu, w mieszkaniu Kolegium św. Barbary, gdy do mieszkańców dołączył Inigo de Loyola. Miał wtedy 37 lat. Wiedziano, że pochodził z rodziny szlacheckiej z prowincji Guipuzcoa, że przeżył nawrócenie i miał problemy z hiszpańską inkwizycją.

    Trzem studentom udzielił miesięcznych ćwiczeń duchowych, po których rozdali swój dobytek ubogim i żebrali na swoje utrzymanie.

    Pierwsze zdanie formuły instytutu założonego przez Ignacego brzmiało: „Służyć samemu Panu oraz jego Oblubienicy, Kościołowi, pod kierunkiem biskupa rzymskiego”.

    Ojcowie jezuici, którzy siedemdziesiąt lat temu zostali poproszeni o stworzenie duszpasterstwa akademickiego na KUL, mają teraz „swojego” papieża, który idzie na obrzeża Kościoła. Czerpią z niego przykład i dodają, że jezuici idą tam, gdzie inni pójść nie chcą.

    O. Michał Masłowski pochodzi z Ostrowa Wielkopolskiego, od roku jest w duszpasterstwie Akademickim KUL. Jest jezuitą od 14 lat i cztery lata po święceniach. Jego najważniejszym doświadczeniem duszpasterskim do tej pory jest praca w „szkole kontaktu z Bogiem”.

    – Najbardziej mnie interesowało kierownictwo duchowe i poznanie jakie „duchy” na mnie działają. Przyznaje się głośno do tego, mimo, że ludzie niekiedy dziwnie na mnie patrzą, iż pierwszym jezuitą, którego poznałem – oczywiście za pomocą książek był Anthony de Mello – opowiada o. Masłowski.

    Duszpasterstwo akademickie to nie tylko modlitwa, ale również spotkania i wspólne wyjazdy   Duszpasterstwo akademickie to nie tylko modlitwa, ale również spotkania i wspólne wyjazdy DA KUL Z kolei o. Leszek Szuta jest w zakonie od ponad dwudziestu lat. Pochodzi z Gdyni. – W każdym miejscu w jakim się znajdujemy, można znaleźć coś dobrego. Lublin ma wiele swoich uroków, jest tu wiele młodzieży. Doceniam to, że wszędzie jest tu blisko. Lubię Stare Miasto i tzw. Zamek Lubelski, bo to jest przecież więzienie carskie – mówi.

    Najdłużej  w duszpasterstwie akademickim jest o. Piotr Twardecki, pochodzi z Janowa Lubelskiego. – Lubiłem historię, a w perspektywie historycznej jezuici mocno się zapisali. Stąd moje zainteresowanie nimi w ogólnej perspektywie. Dodatkowy wpływ na mnie miała moja katechetka, siostra zakonna żyjąca duchowością ignacjańską – wspomina.

    – Papież Franciszek, tak jak każdy jezuita – wychodząc naprzeciw człowieka zdaje sobie sprawę, że będzie dotykał obrzeży Kościoła. Ma świadomość, że nie trzyma się bezpiecznych dróg. Ideą Ignacego było szukanie znaków obecności Chrystusa tam, gdzie inni już tego nie widzieli. Nie było mowy o wykluczaniu. Musimy widzieć też kontekst historyczny. Jezuici nie powstali po to by być przeciwwaga reformacji, choć tak to niektórzy postrzegają. Stało się to przez fakt, że nie budowali muru odgradzającego katolików od protestantów, tylko do nich wychodzili – wyjaśnia o. Piotr.

    Przed siedemdziesięciu laty Episkopat Polski zaprosił jezuitów do poprowadzenia duszpasterstwa akademickiego na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Zaczął je organizować o. Jerzy Mirewicz. – Zawsze duszpasterzom pomagali w pracy księża, zarówno studenci jak i profesorowie. Tak jest do tej pory – mówi o. Twardecki.

    – Studenci mogą wybrać jedną z wielu grup, choć organizowane są też wydarzenia ogólne – jak bale czy spotkania oficjalne czy rekolekcje – dodaje o. Szuta.

    Zakonnicy zdają sobie sprawę, że aby formacja była skuteczna, to musi przebiegać bardziej indywidualnie.

    Szczegóły dotyczące duszpasterstwa na KUL można znaleźć na www.dakul.jezuici.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół