• facebook
  • rss
  • Bryczka dla profesora

    dodane 12.11.2015 00:00

    Jan miał 13 lat, kiedy do ich mieszkania weszli Niemcy. Zabrali ojca, starszych braci i wywieźli, by rozstrzelać. Po ojcu, prof. Romanie Longchamps de Bérier, zostały pamiątki, które właśnie otrzymał KUL.

    Roman Longchamps de Bérier był profesorem Uniwersytetu Lwowskiego, kiedy jednak w Lublinie powstał katolicki uniwersytet, zgodził się przyjeżdżać z wykładami z prawa. Dla uczelni to był ogromny zysk, bo profesor był wybitnym prawnikiem, członkiem Komisji Kodyfikacyjnej Rzeczypospolitej. Uczelnia zapewniała bryczkę, która czekała na dworcu, oraz zakwaterowanie w pokoju gościnnym wraz z zaświadczeniem o pracy na KUL, na podstawie którego mógł nabywać bilety kolejowe „bez oczekiwania w kolejce”. Przyjeżdżał ze Lwowa na KUL aż do wybuchu wojny. Jego zajęcia cieszyły się ogromną popularnością, a prace naukowe służyły powstawaniu ustaw prawnych w odrodzonej Rzeczypospolitej.

    Profesorska rodzina

    Praca naukowa zajmowała mu dużo czasu, na szczęście nie aż tyle, by nie mógł się zakochać. 29 kwietnia 1915 roku Roman Longchamps de Bérier ożenił się z Anielą Werszowicz-Strzelecką, pochodzącą z rodziny właścicieli ziemskich. Małżonkowie doczekali się czterech synów. Rodzina Longchamps de Bérier rozporządzała posiadłością we wsi Hatowice, położoną około 100 km od Lwowa w kierunku północno-zachodnim. Było to miejsce, w którym rodzina spędzała letnie wakacje. Profesor lubił sporty – latem grywał w tenisa lub piłkę, pływał, jeździł konno, a także brał udział w spływach kajakowych, w zimie wyjeżdżał na narty. Pasje te zaszczepił swoim synom. W 1930 roku Roman Longchamps de Bérier kupił samochód marki Ford. Odtąd cała rodzina oddawała się podróżowaniu. Do Lublina jednak nadal profesor przyjeżdżał pociągiem.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół