• facebook
  • rss
  • „Granica” to piękne słowo

    Ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 49/2015

    dodane 03.12.2015 00:15

    Z Anną Dudą-Gocal, dziennikarką telewizyjną i reżyserką – o granicach w świecie mediów i kultury, o wierze i nadziei oraz o przyjaźni z nastoletnią Adrianą Michalec, która zmarła na raka przed dwoma laty – rozmawia ks. Rafał Pastwa.

    Ks. Rafał Pastwa: Jesteś dziennikarką Telewizji Lublin, a zajęłaś się reżyserią filmów dokumentalnych.

    Anna Duda-Gocal: Wiem, że wygląda to skomplikowanie. Wydaję i prowadzę magazyn „Stop Kultura”, realizuję również reportaże. Z wykształcenia jestem doktorem nauk prawnych i germanistką. Ostatnio dostałam się do szkoły filmowej w Monachium na wydział reżyserii filmu dokumentalnego. Moi rodzice byli przeciwni temu, bym studiowała reżyserię. Mieli przyjaciół artystów, którzy im to odradzali. Teraz wiem, że studiowanie prawa i germanistyki nie było przypadkiem.

    Jak trafiłaś do telewizji?

    Zaczęłam dojrzewać i działać po swojemu. Chciałam spełnić swoje marzenia i plany. Po wolontariacie udało mi się zostać w telewizji. Trafiłam do redakcji „Interwencji”. Wtedy pracowałam już jako tłumacz, prowadziłam również zajęcia z prawniczego języka niemieckiego, ale chciałam zawalczyć o siebie.

    Pamiętasz swoją pierwszą „Interwencję”?

    Pojechaliśmy do domu młodego mężczyzny, który zginął w wypadku. Był ojcem pięciorga dzieci. Jego żona była w trudnej sytuacji. Nie przysługiwały jej żadne świadczenia, bo mąż był zatrudniony na czarno. Ich dom to była taka chatka, która ledwo się trzymała w całości. Byliśmy zaskoczeni zachowaniem tej rodziny. Pamiętam widok otwieranej lodówki, w której nie było nawet światła. Na polecenie mamy najstarszy syn wyjął z niej wafle, które ta kobieta przygotowała na poczęstunek dla nas. Ona się podzieliła „niczym”.

    Dla dziennikarza to temat. Jak zachować granice uczciwości i przyzwoitości, by nie żerować na czyjejś tragedii?

    Trzeba robić wszystko, by nie sprawić komuś bólu. Nie wolno grać na emocjach, bo po przekroczeniu tej granicy zaczyna się film fabularny. Wtedy zależało nam, by udzielono pomocy tej rodzinie. Tak też się stało. Widzowie zareagowali pozytywnie, podobnie jak instytucje urzędu gminy.

    „Stop Kultura” to program, w którym rozmawiasz z artystami działającymi w różnych obszarach sztuki. Co możesz powiedzieć na temat kultury na tej podstawie?

    Dużo jest takiej kultury „liberalnej”. Nie ma dziś w zasadzie żadnych granic. Na dodatek słowo „granica” nam się dzisiaj źle kojarzy. Wypełniliśmy je znaczeniem pejoratywnym, a ono jest pozytywne. Podobnie jest ze słowami „patriotyzm” czy „poezja”. Sztuka się dla mnie kończy tam, gdzie jest zbyt oczywista, gdzie nie ma miejsca na namysł i na refleksję – gdy podaje się odbiorcy wszystko gotowe. Uważam, że szok to tylko ekstremalna emocja, a nie sztuka.

    Sięgnęłaś wreszcie po krótkie formy dokumentalne, ale na tym się nie skończyło…

    W 2012 r. zaczęłam myśleć o filmie dokumentalnym. Zawsze chciałam rozmawiać z człowiekiem.

    I tak powstał dokument „Wyślę wam kartkę”, który miał właśnie premierę telewizyjną…

    Poczułam się gotowa, by opowiedzieć o drugim człowieku. Oglądałam reportaże z oddziałów hematologii i onkologii dziecięcej. Zawsze widziałam „łyse główki”, tylko chwilę, zilustrowane rzewną muzyką. To było tylko chwilowe poruszenie, a potem można było oglądać kolejny program. Trafiłam na rodzinę trzypokoleniową z Poniato- wej: Adę, jej mamę i babcię. Początkowo miałam wybraną inną dziewczynkę. Ale gdy ją zobaczyłam, wiedziałam, że to ona powinna opowiedzieć swoją historię. Była charyzmatyczna, zasadnicza. Lgnęły do niej wszystkie dzieci.

    Zaprzyjaźniłaś się z Adą i jej mamą Małgosią?

    One stały się moją rodziną. W pewnym momencie nie wiedziałam, czy powinnam nagrywać czy po prostu być przy nich. Spotykałyśmy się bardzo często, także poza nagraniami.

    Co Cię najbardziej poruszyło w historii Adriany?

    Może zabrzmi to górnolotnie, ale ten film zmienił moje życie. Ada, mając szesnaście lat, zostawiła duchowy testament. Była bardzo dojrzała i mądra. Niestety, niedawno minęła druga rocznica jej śmierci. Jej ojciec, uzależniony od alkoholu – tylko dwukrotnie odwiedził ją w szpitalu. Bałam się ją pytać o ojca, podobnie jak o to, czy boi się śmierci. Zostawiłam jej kiedyś kamerkę do nagrywania, bo bałam się pytać o pewne rzeczy. Korzystając z chwili samotności, nagrała swoje przesłanie. Wybacza w nim ojcu. Mówi też, że się boi, że jej może zabraknąć. Miała świadomość, że inne dzieci umierają na raka. To nagranie odkryłam już po jej śmierci. Jest ono częścią filmu. Po jego realizacji wiara wygląda inaczej, jest ona dla mnie już czymś więcej niż krokiem w nieznane. Nauczyłam się tego od Adriany. Bardzo często pytała, jak wygląda niebo. Gdy pogotowie zabrało ją z domu w Poniatowej do szpitala, w zagrożeniu życia – jedyną rzeczą, którą zabrała ze sobą, był różaniec.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      Reklama

      przewiń w dół