• facebook
  • rss
  • Miałem dobrego szefa

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 04/2016

    dodane 21.01.2016 00:15

    Był świadkiem
życia świętego. O tym,
jak pracowało się z papieżem z Wadowic, opowiadał młodym w Lublinie abp Mieczysław Mokrzycki.

    Stypendyści Fundacji Jana Pawła II, z którymi spotkał się abp Mokrzycki, są bardzo ciekawi, jaki był Jan Paweł w codziennych relacjach. O takim codziennym życiu i o tym, jak to się stało, że arcybiskup został drugim sekretarzem Jana Pawła II, wypytywali gościa. 


    Tak to się zaczęło


    – Studiowałem w Rzymie. Gdy przyjeżdżał do Watykanu mój biskup Marian Jaworski, który był wielkim przyjacielem Ojca Świętego, odbierałem go z lotniska i moim zadaniem było zawiezienie biskupa do miejsca, gdzie się zatrzymywał. Tym miejscem były apartamenty papieskie – opowiada abp Mokrzycki. – Obecność w Rzymie bp. Jaworskiego wiązała się z tym, że trzeba było omówić różne sprawy. Ja służyłem mojemu biskupowi za przewodnika, kierowcę i pomoc. W ten sposób bywałem na Watykanie i spotykałem się z kard. Stanisławem Dziwiszem. On czasem wprowadzał mnie na chwilę do Jana Pawła II. Tak dałem się poznać. Mimo wszystko gdy któregoś razu kard. Dziwisz zaproponował mi, bym został drugim sekretarzem Jana Pawła II, byłem bardzo zaskoczony – opowiadał abp Mokrzycki.


    No, Mieciu...


    Na podjęcie decyzji dostał tydzień. W tym czasie rozmawiał ze swoim bp. Jaworskim, od którego usłyszał: „Ojcu Świętemu się nie odmawia”. Podjął się więc zadania, które mu powierzono. Choć, jak przyznaje, towarzyszyła mu obawa, czy sobie poradzi. – Nie miałem skończonej szkoły dyplomacji, a z pewnością by się przydała. Pamiętam, jak pierwszy raz miałem przedstawić Ojcu Świętemu dokumenty i listy, które należało bądź podpisać, bądź zwyczajnie zapoznać się z nimi. Bałem się, czy dobrze to wszystko przygotowałem. Kiedy jednak wszedłem do Jana Pawła II, on uśmiechnął się do mnie i zapytał zwyczajnie: „No, Mieciu, co tam dziś mamy?”. Zaczęliśmy przeglądać wszystko z wielkim spokojem. Pomyślałem wtedy, że zawsze chciałbym mieć tak dobrego i spokojnego szefa jak papież – wspomina abp Mokrzycki.
Dobrego i spokojnego oznaczało także bardzo pracowitego. Jan Paweł II dużo od siebie wymagał i takiego zaangażowania wymagał też od innych. Jeśli swoim obowiązkom oddawał się ktoś rzetelnie i sumiennie, nie było powodu do zdenerwowania czy uwag.
Arcybiskup Mokrzycki był zaskoczony pracowitością papieża. – Gdy byłem na studiach, wraz z kolegami myśleliśmy, że teksty encyklik, adhortacji, listów czy homilii ktoś papieżowi pisze. My studenci nie nadążaliśmy tego czytać, więc byliśmy przekonani, że pisze je kilka osób. Tymczasem okazało się, że Jan Paweł II robi to osobiście. Początkowo pisał ręcznie i przekazywał potem do przepisania czy tłumaczenia na różne języki, później, gdy nie miał już tyle sił, wolał dyktować swoje teksty, ale zawsze robił to osobiście – podkreśla abp Mokrzycki.


    Codzienna lektura


    Każdego dnia papież miał ustalony czas na czytanie książek. Mówił, że lektura trzymała go w młodości w dobrej kondycji, więc i na stare lata mu pomaga. – Czytał trzy godziny dziennie. Półtorej godziny rano i półtorej wieczorem. Była to bardzo różnorodna tematyka. Nie było chyba dziedziny, z której książek papież nie czytał. Tak też poczynając od różnych tomów teologicznych, przez historyczne, naukowe czy popularnonaukowe po literaturę. Jeśli gdzieś był i na wierzchu leżała książka, nie potrafił przejść obok niej obojętnie. Sięgał po nią, przeglądał, jeśli go zainteresowała, prosił, by mu ją pożyczyć – opowiada abp Mieczysław.
Jak ważna była lektura w życiu papieża, świadczą różne sytuacje, podczas których czytał. – Nawet jak przychodził fryzjer, zamieniał z nim kilka zdań, a potem wykorzystywał czas strzyżenia, by przeczytać choć fragment jakiejś książki. To dzięki nim mógł rozmawiać z każdym na każdy temat. Był bardzo ciekawy świata i otwarty na wiedzę – mówi abp Mokrzycki.
Będąc blisko Jana Pawła II, obserwował, jak wielką nadzieję pokłada on w młodych. Zachęcał ich przy różnych okazjach, by się nie lękali, by śmiało patrzyli w przyszłość i ufali Duchowi Świętemu. Mówił, że trzeba wykorzystywać dany nam czas, bo nie da się go cofnąć, jeśli go stracimy. – To przesłanie wciąż jest aktualne, także dziś dla waszego pokolenia – mówił stypendystom w Lublinie abp Mokrzycki.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół