• facebook
  • rss
  • Zabawa z lalką i aktorem

    Justyna Jarosińska


    |

    Gość Lubelski 07/2016

    dodane 11.02.2016 00:15

    Teatr Andersena. 52 lata temu odbyła się tu pierwsza premiera. Spektakl zatytułowany „Złota kula” rozpoczął działalność miejsca niezwykłego.


    Wlogo kogutek z Wieży Trynitarskiej. Każdy plakat zapowiadający kolejną premierę zaprojektowany, jak na teatr dla dzieci przystało, przez najmłodszych. Od lat „Andersen” jest jednym z najważniejszych miejsc kulturalnych na mapie Lublina. Od początku swego istnienia funkcjonuje przy ul. Dominikańskiej. Najpierw jako Państwowy Teatr Lalki i Aktora, a od 1972 r. jako Państwowy Teatr Lalki i Aktora im. Hansa Christiana Andersena. Z nazwiskiem duńskiego pisarza w nazwie teatru wiąże się ciekawa historia. Ówczesny dyrektor Stanisław Ochmański postanowił w drodze plebiscytu zorganizowanego na łamach „Kuriera Lubelskiego” wyłonić nazwę dla dziecięcego teatru. Nadeszło ponad 300 propozycji. Wśród nich „Andersen”. Choć w głosowaniu paroma głosami zwyciężyła nazwa „Radość”, to jednak dyrektor, któremu bardziej podobała się nazwa „Andersen”, postanowił „zgubić” nieco głosów oddanych na „Radość”. Nazwa Państwowy Teatr Lalki i Aktora im. Hansa Christiana Andersena funkcjonowała do roku 1998. 14 maja 1998 r. instytucja skróciła nazwę i stała się po prostu Teatrem Andersena.


    Wypracować odruch


    Przez wszystkie lata działalności, mając na swym czele wielu dyrektorów, teatr był miejscem, w którym łączyły się przeróżne dziedziny sztuki. Do dziś repertuar „Andersena” cechuje różnorodność. Można tu obejrzeć zarówno musicale, spektakle taneczne, jak i dramaty skierowane do szerokiej publiczności. – Chcemy przyciągać widza świadomego – mówi Daniel Arbaczewski, który w teatrze jednocześnie jest aktorem i odpowiada za promocję. – Chcemy, by nasi widzowie w teatrze czuli się dobrze, bo wtedy będą do nas wracać. Robimy wiele, by widz miał odruch przeznaczania pieniędzy – zamiast na kino i nowe ubrania – właśnie na teatr – podkreśla. Zarówno aktorzy, jak i dział organizacji widowni mają świadomość, że o ile łatwo namówić na teatr rodziców zupełnie małych dzieci, o tyle zatrzymać starszą widownię jest już o wiele trudniej. 
– Ważne jest przyzwyczajanie dzieci do teatru – mówi Arbaczewski. – My wiemy, że dziś wychowujemy widzów dla teatru muzycznego i dramatycznego. Ci, którzy wyjdą od nas, bo już nic dla siebie tu nie znajdą, swe kroki – mamy nadzieję – skierują do teatrów dla widzów dorosłych. To będzie nasz sukces. 
Choć Teatr Andersena kojarzony jest z repertuarem typowo dziecięcym, to jednak wśród sztuk skierowanych do najmłodszych znajdziemy aktualnie także propozycje dla całkiem dorosłej widowni, jak choćby „Wesele” Wyspiańskiego, wcześniej „Trzej muszkieterowie” czy „Pieśń o Rolandzie”. – Staramy się budować teatr familijny, gdzie w każdym spektaklu zarówno rodzice, jak i dzieci w każdym wieku znajdą coś dla siebie – podkreśla D. Arbaczewski. – Tworzymy warstwy skierowane do różnych widzów. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, na 700-lecie Lublina „Andersen” wystawi sztukę zatytułowaną „Jentl”. – To prawdziwa historia, którą opisał Singer, dziejąca się na Lubelszczyźnie. Opowiada o córce rabina, która, by móc uczyć się w lubelskiej Jesziwie, przebiera się za chłopaka – informuje dyrektor teatru Arkadiusz Klucznik.


    Ukłuć i zamieszać


    Teatr z lubelskiej Starówki, by przyciągnąć widza, stara się proponować dobrą zabawę, ale też zaskakuje, tak jak ostatnio, repertuarem. – Mamy trochę klasyki i trochę nowości. Słuchamy tego, co dzieje się na zewnątrz, zarówno w mediach, jak i na ulicy – mówi Arbaczewski. Pewnie przysłuchując się właśnie temu, co dzieje się wokół, powstał pomysł zaprezentowania na deskach teatralnych przedstawień z cyklu „trudnych tematów”. – Możemy i chcemy rozmawiać z dziećmi o sprawach trudniejszych – mówi Arkadiusz Klucznik. – Chcemy trochę „zamieszać” w głowach, chcemy „ukłuć” tu i tam, by w teatrze nie było tylko fajnie i miło. 
Po obejrzeniu „Złego pana” na pewno nikomu nie jest miło. Nie jest miło też po „Jasiu i Małgosi” w wykonaniu aktorów Teatru Andersena i nie jest miło po ostatniej premierze zatytułowanej „Grzeczna”. – Mamy nadzieję, że dzięki takim spektaklom pojawi się pretekst do rozmowy z dzieckiem, czy to rodzica, czy pedagoga w szkole, a dzieci staną się wrażliwe na tematy, które dziś często zamiata się pod dywan – mówi A. Klucznik. Aktorzy postanowili jednak nie zostawiać zarówno dzieci, jak i wychowawców z przepracowaniem tematu przedstawienia na własną rękę. – Dołożyliśmy do naszych spektakli warstwę warsztatową – mówi Małgorzata Adamczyk z działu edukacji teatralnej. – Na przedstawienia przychodzą zarówno dzieci, jak i młodzież. Niezależnie od wieku ważne jest, by rozmawiać z nimi o tym, co się wydarzyło na scenie – podkreśla. W przypadku „Złego pana” rzeczy nie są pokazane dosłownie, ale metafora jest tak silna, że dotyka każdego, niezależnie od tego, czy jest mały, czy duży. – Przygotowaliśmy warsztaty, podczas których razem z dziećmi próbujemy odpowiedzieć na pytanie, kim jest ten „zły pan”, gdzie on może być i jak sobie z nim poradzić – wyjaśnia M. Adamczyk. – Czyli co zrobić, kiedy wobec nas stosowana jest agresja – zarówno fizyczna, jak i psychiczna – dodaje. Podobne warsztaty powstały do spektaklu „Grzeczna”.


    Ważna misja


    W takich warsztatach wzięły udział dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 38 w Lublinie. – Dzieci nie zawsze mają okazję, by o tych trudnych sprawach porozmawiać, często nie mają z kim – mówi Anna Wyroślak, pedagog z SP nr 38. – W czasie spotkania analizowane były różne zachowania ludzi i ich przyczyny, dzieci w aktywny sposób uczyły się, jak sobie radzić w sytuacjach trudnych. Tworzona była też wspólnie z dziećmi baza zaufanych dorosłych i instytucji (występują oni w spektaklu pod postacią Króla) – dodaje. Anna Wyroślak zauważa jednak, że te spektakle są tak samo ważne dla dzieci, jak i dla dorosłych. – Często dorośli widzowie zachowują się agresywnie wobec dzieci czy słabszych dorosłych i bardzo łatwo się rozgrzeszają, tłumacząc się trudami dnia codziennego. Oglądając przedstawienie, widzą siebie z boku, widzą, jak destrukcyjny wpływ ma to na rodzinę, a przede wszystkim, jak niszczy dziecko i jego psychikę – zaznacza pedagog. 
Arkadiusz Klucznik podkreśla, że te nieco nietypowe przedstawienia są częścią misji teatru dla dzieci. – Już w czerwcu rozpoczniemy przygotowania do kolejnej sztuki z tego cyklu. Tym razem będzie to opowieść o rozwodzie rodziców – informuje A. Klucznik. Książka norweskiej pisarki Gro Dahle, która jest autorką zarówno „Złego pana”, jak i „Grzecznej”, zatytułowana „Wojna”, nie została jeszcze przetłumaczona na język polski. – To historia dziewczynki, która żyje w kraju bez wojen z mamą, tatą i dwoma braćmi – opowiada dyrektor. – Choć w kraju nikt nie zna wojen, to wojna zaczyna się w domu. Rodzice dziewczynki kłócą się i w końcu się rozwodzą. Historia niestety nie kończy się szczęśliwie, choć dziecko bardzo by tego chciało. Tę premierę planujemy już po wakacjach. 
Jeszcze przed letnią przerwą najmłodszych i ich rodziców czekają dwie premiery. Już 12 marca na deskach Teatru Andersena pojawi się „Pchła Szachrajka”, a 11 czerwca „Anioł za lodówką”. – Druga pozycja to historia napisana przez Grażynę Lutosławską, dziennikarkę lubelskiego radia – wyjaśnia A. Klucznik. – W jednym z lubelskich mieszkań spotykają się dwa czasy: teraźniejszy, w którym żyją mama, tata i Agatka, oraz czas przeszły, gdzie są: mame, tate i Sara, a anioł siedzi za lodówką i nie chce wyjść, bo ktoś ukradł mu aureolę – opowiada. Przedstawienie powstanie we współpracy z teatrem z Łodzi oraz scenografem z Tel Awiwu.
Teatr Andersena po przeszło pół wieku już niedługo zmieni swoją siedzibę. Docelowo miejscem spotkań najmłodszych widzów z kulturą będzie nowa siedziba przy ul. Kunickiego. Wcześniej jednak teatr będzie musiał funkcjonować czasowo w innym miejscu.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół