• facebook
  • rss
  • Niech co dnia bierze… pierścień swój?

    Justyna Jarosińska

    |

    Gość Lubelski 11/2016

    dodane 10.03.2016 00:15

    Był głęboko wierzącym katolikiem, a swoje największe dzieło sam określił jako religijne i katolickie. Na KUL dyskutowano o twórczości Tolkiena z perspektywy filozofii i teologii.

    Do Lublina przyjechali młodzi naukowcy z Wrocławia, Poznania, Krakowa, Warszawy, Częstochowy. Byli wśród nich filolodzy angielscy i polscy, teolodzy i filozofowie. Rozważania naukowe na temat świata wartości w twórczości Tolkiena objęły m.in. źródła, inspiracje i analogie literackie, metodologię badań nad jego dziełami oraz odniesienia do Biblii w twórczości profesora z Oxfordu.

    Być na Jego podobieństwo

    W świadomości ludzi J.R.R. Tolkien (1892–1973) jest znany przede wszystkim jako autor bestselleru „Władca pierścieni”, przeniesionego przed kilkunastu laty na wielki ekran. Autorzy literatury fantasy uważają go za swojego ojca. Mało kto jednak wie, że ów profesor był głęboko wierzącym katolikiem. – Gdy przyjrzeć się jego biografii czy pisanym przez niego listom, wiara chrześcijańska ukazuje się jako zwornik jego życia – mówi bernardyn o. Anicet Piotr Gruszczyński, jeden z pomysłodawców konferencji. – Swoje pisarstwo pojmował jako wypełnianie powołania, które ludzkość otrzymała od Boga Stwórcy – być na Jego podobieństwo, a więc tworzyć i oddawać w ten sposób chwałę Bogu. Częstokroć widziałem gwałtowne poszerzenie się źrenic u tych, którzy – zafascynowani światem Śródziemia – dowiadywali się nagle, że autor tych książek był głęboko wierzącym katolikiem, który prawie codziennie uczestniczył we Mszy św. – dodaje. Nie ma się co dziwić, że od jakiegoś czasu słychać o propozycji brytyjskich katolików, by wynieść Tolkiena na ołtarze. – Kiedy człowiek zastanowi się nad istotą świętości, że nie chodzi w niej o dokonywanie heroicznych czynów, ale o heroiczność w powszedniości, nie powinny dziwić pojawiające się tu i ówdzie postulaty o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego J.R.R. Tolkiena – stwierdza o. Gruszczyński.

    Odkodować znaczenie

    Młodzi naukowcy, którzy przyjechali do Lublina, by dzielić się swoją wiedzą i pasją związaną z życiem J.R.R. Tolkiena, zwracali uwagę na wiele różnych aspektów związanych z twórczością pisarza.  Wśród podejmowanych przez naukowców tematów pojawiły się m.in.: „Problem odbioru literatury fantastycznej w środowisku chrześcijańskim”; „Trylogia Tolkiena jako epopeja chrześcijańska”; „Tolkien a sprawa ukraińska – od sowieckich tolkienistów po hobbitów na Majdanie i oko Saurona w Moskwie”. Alena Androsik, współorganizatorka konferencji, doktorantka III roku w Instytucie Teologii Moralnej KUL, która Powiernikowi Pierścienia poświęciła swoją pracę magisterską, w wykładzie: „Niech co dnia bierze pierścień swój i niech Mnie naśladuje?” przeprowadziła analizę porównawczą symboliki Jedynego Pierścienia i codziennego krzyża. – Pojmowanie wędrówki Froda do Mordoru jako spełnienia jego życiowego powołania rodzi pytanie: czy można traktować Jedyny Pierścień jako symbol codziennego krzyża chrześcijańskiego? – pyta prelegentka. – Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się pozytywna: dla Froda niesienie klejnotu było źródłem cierpienia, którego nie mógł się pozbawić, nie odrzucając przy tym własnej misji. Inaczej jednak sprawa wygląda, gdy weźmie się pod uwagę inne osoby, które miały do czynienia z pierścieniem. O wewnętrznym konflikcie jednostki na przykładzie Golluma mówiła Anna Ceglarska, doktorantka na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Natomiast Joanna Łastowska z KUL omawiała problem literatury fantastycznej w środowisku chrześcijańskim. Niejednokrotnie w środowisku wierzących chrześcijan pojawiają się głosy mówiące, że katolik nie powinien czytać literatury typu: Rowling, Tolkien czy Pratchett ze względu na zagrożenia, jakie to może za sobą nieść – wśród nich wymieniane są także nękanie diabelskie i opętanie. – To magia ściąga największe gromy na fanów fantastyki – mówi J. Łastowska. – Uprawianie magii i praktyk okultystycznych jest grzechem, to wiedzą wszyscy. W literaturze chodzi jednak tak naprawdę o właściwe odczytanie komunikatów. Problem polega na tym, że każdy ma inną maszynę odkodowującą znaczenia symboli w fantastyce. Niektórzy widzą w hobbitach małe diabełki, inni w Gandalfie widzą papieża, a w Aslanie – Chrystusa. Może gdybyśmy jako chrześcijanie mocniej głosili wszechpotęgę Pana Boga niż wpływ szatana, świat byłby o wiele ciekawszym miejscem – stwierdza prelegentka. Ojciec Gruszczyński opowiada, że ludzie często zadają mu pytanie: „Czy to dobre, że moje dzieci czytają te albo inne książki?”. – Poglądy są rozmaite – mówi. – Jedni uważają, że nie należy nawet patrzeć na „Harry’ego Pottera” leżącego na wystawie w sklepie, inni idą w inną skrajność. Nie wpadajmy w demonizowanie wszystkiego, nie lekceważmy jednak wpływu, jaki ma ta literatura, jak i samego istnienia szatana oraz tego, że on nas naprawdę nie lubi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół