• facebook
  • rss
  • Książki pachną i smakują

    ks. Rafał Pastwa

    |

    Gość Lubelski 12/2016

    dodane 17.03.2016 00:15

    Niejednokrotnie zapowiadano zmierzch ery tradycyjnych książek. Tymczasem książek powstaje mnóstwo, 
ale znalezienie dobrej nie jest wcale takie łatwe.
Także tej religijnej.

    Wprawdzie nie ma u nas tak rozwiniętych sieci bibliotek i księgarni jak w krajach skandynawskich, nie ma aż tak skutecznej i różnorodnej promocji książek. Ale nie brakuje osób, także na Lubelszczyźnie, które życie poświęciły książkom.


    Dekret


    „Mając na uwadze większe dobro Kościoła, jakie płynie z wypełniania misji przekazu wiary drogą słowa drukowanego powołujemy niniejszym i ustanawiamy Lubelskie Wydawnictwo Diecezjalne jako wyodrębnioną i samodzielną instytucję religijną przeznaczoną do wspomagania, we właściwy sobie sposób pracy duszpasterskiej naszej lubelskiej diecezji. Zadaniem wydawnictwa będzie redagowanie, powielanie i rozprowadzanie druków o charakterze zwartym i ciągłym oraz informatorów i formularzy niezbędnych w funkcjonowaniu parafii i innych placówek diecezjalnych. W tym celu wydawnictwo nawiąże współpracę z innymi wydawnictwami i zakładami poligraficznymi. Podejmie również starania o założenie własnej bazy poligraficznej” – tak brzmi fragment dekretu biskupa Bolesława Pylaka z roku 1976, powołującego do istnienia wydawnictwo diecezjalne. Na przestrzeni lat zmieniało ono swoją nazwę, przechodziło przeobrażenia, było doskonalone. Dzisiaj jest firmą jak każda inna firma, działając w świecie biznesu opartego na zasadach wolnorynkowych. Obecnie „Gaudium” musi rywalizować o pozycję na rynku wydawniczym, korzystać z reklamy i dbać o najwyższe standardy jakości swoich produktów. Nie zajmuje się już wyłącznie drukowaniem plakatów, broszur i ulotek – jak w trudnym okresie komunistycznym, ale przygotowuje podręczniki, albumy, książki.


    Od zera


    Pierwszym dyrektorem wydawnictwa został ks. dr Władysław Zakrzewski. Początkowo siedziba wydawnictwa mieściła się w piwnicach kurii biskupiej. Działało ono jako mała poligrafia. Dzięki wsparciu działu wydawniczo-poligraficznego KUL możliwy był skład, montaż, a także zakup najcenniejszego materiału – papieru. Uniwersytet wypożyczył również niezbędne urządzenia. Zakupiono wreszcie powielacz offsetowy, maszyny do szycia nićmi czy do bigowania. W 1979 r. wydano „Katechizm religii katolickiej”. W 1981 r. wydawnictwo otrzymało oficjalne pozwolenie na prowadzenie działalności wydawniczej. Od tego czasu pojawiały się pierwsze publikacje. Kolejne lata stanowiły okres uzupełniania bazy maszyn. W 1995 r. przy ul. Ogrodowej poświęcono nowy budynek wydawnictwa. Drukowano wreszcie modlitewniki, Pismo św. – również z przeznaczeniem dla katolików ze Wschodu, co było ważną kwestią dla ks. Zakrzewskiego. Obecną nazwę wydawnictwa ustanowił dekretem abp J. Życiński za kadencji ks. Piotra Kawałko na stanowisku dyrektora.


    Na rynku


    – Przeprowadziliśmy w ciągu ostatnich trzech lat wiele remontów, wyposażyliśmy drukarnię w maszynę do druku cyfrowego, zaczęliśmy oferować nasze usługi drogą elektroniczną. W ten sposób dołączyliśmy do czołówki współcześnie liczących się firm w tym sektorze. Podjęliśmy inwestycje, całkiem poważne, ale bez nich niemożliwe byłoby konkurowanie z innymi – mówi ks. dr Marek Szymański, który jest dyrektorem „Gaudium” od września 2012 r. Dzisiaj duży obszar sprzedaży stanowi rynek internetowy, który narzucił kierunki rozwoju wydawnictwu. – Otrzymujemy zamówienia z diecezji, ale także z całego kraju. Oczywiście posługujemy się reklamą. Dzisiaj jesteśmy w stanie zaproponować już druk cyfrowy – podkreśla ks. M. Szymański.


    Delikatna materia


    – Jako wydawnictwo zajmujemy się naszymi produktami, ale wydajemy też podręczniki, realizujemy zlecenia usługowe. Przyjmujemy zamówienia od osób prywatnych czy stowarzyszeń. Otrzymaliśmy zlecenia na druk dosłownie kilku egzemplarzy książek – oczywiście za pomocą druku cyfrowego. Jesteśmy wszechstronnym wydawnictwem z szerokim zakresem usług – mówi Agnieszka Grądek, manager produkcji. Książki ostateczny kształt otrzymują w drukarni. Wbrew pozorom to bardzo odpowiedzialna praca, wymagająca doświadczenia. – Z jednej strony wkładam biały papier, a wychodzi zadrukowany czterema kolorami. To jest porównywalne do malarstwa, tyle że przy pomocy techniki i elektryki. Jest to bardzo odpowiedzialna praca, wszystko zależy od temperatury, wilgoci, światła – tłumaczy Krzysztof Kopyść, maszynista cyfrowy. 


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół