• facebook
  • rss
  • Pan Bóg nie miewa kryzysów

    dodane 07.04.2016 00:15

    Jak rozeznawać wolę Bożą, czy mamy dziś kryzys powołań i czy trzeba się wstydzić, jeśli ostatecznie nie zostanie się księdzem, z ks. Pawłem Bartoszewskim, prefektem lubelskiego seminarium, rozmawia Agnieszka Gieroba.

    Agnieszka Gieroba: Co trzeba zrobić, by rozeznać, że to, co czuję w sercu, to powołanie?

    Ks. Paweł Bartoszewski: Po pierwsze, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, kogo my dziś słuchamy, kto nam opowiada o świecie. Ks. Tischner powiedział kiedyś takie zdanie: „Ktoś mi myśli”. W dzisiejszym świecie pełnym różnych informacji, doniesień medialnych i wręcz zalewu portali społecznościowych może się zdarzyć, że nie myślimy samodzielnie, ale ktoś robi to za nas. Często jednak nie mamy takiej refleksji i wydaje się nam, że wszystko wiemy, że możemy wszystko sami. Kiedy jednak przyjrzymy się sobie głębiej na płaszczyźnie duchowej, emocjonalnej, okazuje się, że nasze myśli pochodzą od kogoś innego. Jak odpowiem sobie na pytanie, w kogo ja się chcę wsłuchiwać, dochodzę do mojej relacji z Panem Bogiem.

    Jak budować tę relację?

    Znaleźć czas na słuchanie tego, co On ma nam do powiedzenia. Starać się krok po kroku wypatrywać tego, co Bóg nam przygotował. Zapyta ktoś: dlaczego warto słuchać Pana Boga? Bo to On jest naszym Stwórcą i ma o nas najwięcej danych. To tak jak ze skomplikowanym urządzeniem, dajmy na to elektronicznym – bierzemy instrukcję obsługi i ją czytamy, bo ufamy, że ktoś, kto to skonstruował, pouczy nas, jak się z tym obchodzić, by najlepiej funkcjonowało. Podobnie jest w naszej relacji z Panem Bogiem. On, jako nasz Stwórca, wie najlepiej, co jest dla nas dobre.

    Czy zdaniem Księdza młodzi ludzi mają dziś problem z odczytywaniem Bożego planu w swoim życiu?

    Już podjęcie decyzji o szukaniu odpowiedzi, gdzie Pan Bóg widzi dla mnie miejsce, jest rozeznawaniem powołania. Często słyszę pytanie, czy jest dziś kryzys powołań. Odpowiadam, że nie ma, bo Tym, który powołuje, jest Pan Bóg, więc gdyby był kryzys powołań, oznaczałoby, że Pan Bóg ma kryzys, a to niemożliwe. Jest dziś kryzys człowieka, który boi się podejmować decyzje, i to na każdej płaszczyźnie i w każdym wieku. Z każdą decyzją związane są określone konsekwencje i odpowiedzialność. Podam przykład. Dziś coraz modniejsze staje się tzw. życie na kocią łapę. Dlaczego? Bo to zwalnia z odpowiedzialności. Na chwilę, na jakiś czas, to jak najbardziej, ale na całe życie się zdecydować – to już jest problem. Żartobliwie mówiąc, gdyby papież ogłosił, że można zostać księdzem na chwilę, np. na dwa lata, to pewnie w ciągu kilku dni zapełnilibyśmy wszystkie seminaria. Jednak gdy trzeba podjąć decyzję, by tak na zawsze zostać mężem czy tak na wieczność zostać księdzem, to już nie jest takie proste.

    Co robić, jeśli nie ma się pewności, czy to, co czuję, to powołanie?

    Rozeznawać. To takie popularne słowo w seminarium i często powtarzane, ale prawdziwe. Pod tym słowem mieści się mnóstwo rzeczy. Na pewno w tym rozeznawaniu ważny jest drugi człowiek. Taki, który nam powie szczerze, co widzi. Możemy usłyszeć „tak, to twoja droga”, ale może też nam powiedzieć „nie, to nie dla ciebie”. Mamy takich zaufanych ludzi, przyjaciół, księży w parafiach. Można też zawsze przyjść do nas, do seminarium, i poprosić o rozmowę z którymś z wychowawców. Zachęcam, by nie bać się mówić, że ma się taką myśl, by pójść do seminarium. Ktoś, kto patrzy na nas z boku, może niekiedy łatwiej ocenić, czy to chwilowa zachcianka, czy coś stałego. Warto uczestniczyć też w różnych inicjatywach powołaniowych w seminarium, jak choćby dni skupienia czy nieszpory, na które w każdy pierwszy czwartek miesiąca zapraszamy chłopców i mężczyzn, by pomodlili się z nami, zjedli kolację, porozmawiali z klerykami. To na pewno ułatwia właściwe rozeznanie.

    Czy młodzi ludzie boją się próbować drogi seminaryjnej, bo jak im nie wyjdzie, to będzie wstyd?

    Tak się zdarza, że ktoś może się tego obawiać – co będzie, jeśli rozezna w trakcie studiów w seminarium, że to nie jego droga, co powiedzą rodzice, znajomi, księża. Tłumaczymy kandydatom, że nie ma się czego obawiać, bo wstąpienie do seminarium nie oznacza zostania księdzem. Po to są lata formacji, studiów, wielu rozmów i rekolekcji, żeby zobaczyć, czy to jest ta droga, na której będę szczęśliwy. Bo tak naprawdę zawsze chodzi o szczęście człowieka. Czy zostanie księdzem dlatego, że nie chciało się zawieść babci czy księdza proboszcza, pozwoli temu człowiekowi cieszyć się z kapłaństwa i być szczęśliwym? Pan Bóg nie powołuje nikogo, by go torturować, On chce obdarzyć nas tym, co dla nas najlepsze.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół