• facebook
  • rss
  • Nie jestem kurą domową

    dodane 14.04.2016 00:15

    Z Katarzyną Klimek z fundacji „Skrzydła dla Edukacji”, mamą czwórki dzieci i żoną – o codziennym życiu, rodzinie, aktywności społecznej i modlitwie – rozmawia ks. Rafał Pastwa.

    Ks. Rafał Pastwa: Brakuje ci zajęć?

    Katarzyna Klimek: Niestety nie. Marzę o tym, aby mieć chwilę spokoju. Książki czytam zazwyczaj między drugą a czwartą nad ranem. Jestem mamą, żoną, zaangażowałam się w działalność społeczną, z mężem jesteśmy w Domowym Kościele, organizuję spotkania weekendowe dla kobiet.

    Jak godzisz te wszystkie zajęcia z wychowywaniem dzieci?

    Dużym wsparciem są nasi rodzice, którzy pomagają w opiece nad dziećmi. Także mój mąż Darek wiele mi pomaga, choć jest bardzo zajęty, bo prowadzi dwie restauracje. W życiu ustawiliśmy pewne priorytety – Bóg, rodzina i praca. Darek nie jest jedynie pochłoniętym pracą człowiekiem, ale poświęca się dzieciom. To wszystko daje mi możliwość działania, realizacji własnych celów. Choć jak sobie przypominam – nigdy nie byłam kurą domową. Zawsze ciągnęło mnie do różnych zajęć i aktywności społecznej. Wysłaliśmy dzieci do niepublicznej placówki prowadzonej przez fundację „Skrzydła dla Edukacji”. Zauważyłam wtedy, że jest mnóstwo potrzeb w tej organizacji i zaczęłam się tam angażować.

    Była jakaś inspiracja do podjęcia działalności społecznej?

    Dla mnie w życiu kluczowe są słowa Ewangelii: „Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości”. Tę obfitość rozumiem szeroko. Chrystus nie miał na myśli pełnego brzucha, ale szczęście człowieka, w różnych wymiarach, poprzez dawanie się innym.

    Czy masz w swoim otoczeniu osoby, które się dziwią twojemu zaangażowaniu w życie Kościoła i sprawy społeczne?

    Oczywiście, że tak. Ale wynika to raczej z braku wiedzy i niezrozumienia. Osoby, które nie rozumieją mojego związku z Bogiem – nie robią tego specjalnie. Nie miały okazji się przekonać, jak to jest naprawdę. Zaszczepiamy wraz z mężem w ludziach pewne zachowania. Przykładem jest czytanie „Gościa Niedzielnego”. Kupujemy go w każdy czwartek w sklepiku osiedlowym przy ul. Świerkowej. Zawsze leży u nas w kuchni lub salonie. Dzięki temu nasi rodzice zaczęli go kupować, bo czytali go u nas.

    A jaki jest wasz dom, ciepły i otwarty czy panuje w nim chłód i dyscyplina?

    Jest nas dużo, mamy swoje temperamenty i myślę, że to widać i słychać. Nasz dom jest bardzo otwarty, przewija się przez niego mnóstwo osób, mamy wielu znajomych.

    Da się pogodzić nowoczesny wymiar społeczeństwa i tradycję chrześcijańską?

    Jestem zwolenniczką uczenia dzieci aktywności społecznej i przekonywania na własnym przykładzie, że bycie chrześcijaninem nie ogranicza, wręcz odwrotnie. Nie jest prawdą, że wierząca kobieta, katoliczka cały dzień odmawia Różaniec. Modlitwa jest ważna, ale nie można nią zastąpić wszystkiego. Modlimy się w naszym domu wspólnie, zazwyczaj modlitwą spontaniczna i słowami „Ojcze nasz”. Przed pójściem w niedzielę do kościoła czytamy i analizujemy teksty biblijne. Rozmawiamy o tym. Dzieci pytają, my im wyjaśniamy, żeby nie czuły przymusu, lecz odkrywały sens wiary i chodzenia do kościoła. Nie infantylizujemy dzieciom Boga. Pokazujemy, że przedłużeniem modlitwy jest aktywność.

    Przejdźmy do słynnego wyścigu kaczek w Lublinie. Nie wszyscy wiedzą, że ta inicjatywa wyszła ze środowiska katolickiego. Jak to się zaczęło?

    Moje dzieci poszły do szkoły prowadzonej przez wspomnianą fundację, która organizowała wyjazdy wakacyjne. Zauważyliśmy, że wysłanie trójki dzieci na kolonie to ogromny koszt i nie wszystkich na to stać. Chciałam zorganizować coś, co pomoże dofinansować kolonie dzieciom z rodzin wielodzietnych. Pomysł wyścigu kaczek, przywiózł z Londynu ojciec jednego z uczniów. Gdy zobaczyłam jak to wygląda, postanowiłam zorganizować wyścig w Lublinie. To fantastyczna impreza: pomaga dzieciom, pozwala angażować się społeczności i daje frajdę. Nie ma drugiego takiego wydarzenia. Każdy może zgło- sić swoją kaczkę do wyścigu, wystarczy ją kupić – to swoista cegiełka.

    22 maja w parku Ludowym odbędzie się już trzeci wyścig kaczek w Lublinie. Gumowe kaczki popłyną Bystrzycą. To wydarzenie rodzinne, gromadzi tysiące osób, ale wymaga ogromu pracy i przygotowań.

    Głównym organizatorem są „Skrzydła dla Edukacji”, ale wspie- rają nas organizacje partnerskie, bez których nie bylibyśmy w stanie wszystkiego przygotować. Mam na myśli: katolickie stowarzyszenie „Agape”, KSM i księży Sercanów. W tych placówkach można też kupić i zgłosić do wyścigu kaczkę. Oczywiście potrzebujemy do współpracy wolontariuszy. Więcej informacji na stronie www.wyscigkaczek.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół