• facebook
  • rss
  • Życie chóralne

    Agnieszka Gieroba

    dodane 16.04.2016 09:00

    Studiują lub pracują i choć nie każdy ma wykształcenie muzyczne stanowią jedną wielką śpiewającą rodzinę. Tak o sobie mówią członkowie chóru akademickiego KUL, którzy z racji 95. urodzin chóru dzielą się z nami swoją pasją.

    Jak wielką przygodą jest chór akademicki dobrze wie pan Zdzisław Cieszkowski, który śpiewa w chórze od 40 lat.

    – Tak się zdarzyło, że gdy przyszedłem na studia mieszkałem w akademiku w jednym pokoju z chłopakami zaangażowanymi w chór akademicki. Przychodził do nas do pokoju czasem ówczesny dyrygent - prof. Górski, by omówić różne chóralne sprawy. To on któregoś dnia zapytał mnie, czy nie chciałbym śpiewać w chórze. Pomyślałem: czemu nie. Przeszedłem pomyślnie przesłuchanie, które wówczas wyglądało inaczej niż dziś, i tak się zaczęło – opowiada pan Zdzisław.

    Chór stał się dla niego wielką pasją, tym bardziej, że liczne próby, koncerty, wyjazdy chóralne sprzyjały nawiązywaniu przyjaźni, a jak okazało się w przypadku pana Zdzisława, wśród chórzystek znalazł żonę.

    – Próbowaliśmy niedawno policzyć, ile mamy „chóralnych” małżeństw i wyszło nam, że jest ich ponad 20 w ostatnich 40 latach, a na przestrzeni 95.letniej historii chóru z pewnością dużo więcej – mówi pan Zdzisław.

    Śpiew w chórze uczy nie tylko emisji głosu i obycia muzycznego, ale i otwiera okno na świat. Patrząc na historię chóru akademickiego KUL, można powiedzieć, że jest na świecie niewiele miejsc, gdzie jeszcze nie koncertował.

    – Zanim zacząłem śpiewać w chórze nie byłem nigdy za granicą, a teraz tych wyjazdów mam za sobą kilka. Dzięki chórowi mogłem zobaczyć np. Francję czy Koreę. Pamiętam jak wracaliśmy po koncertach do Polski i przekroczyliśmy granicę polsko-niemiecką. Był środek nocy i nagle ktoś zaczął nucić poloneza „Powrót do Ojczyzny”, momentalnie wszyscy podchwycili melodię, rozbudzili się i z naszych piersi wyrwał się śpiew. To było niezapomniane wrażenie, jak za pomocą muzyki można spontanicznie wyrazić tyle uczuć – wspomina Krzysztof.

    Podobne wspomnienia ma pani Magdalena na co dzień studentka psychologii w chórze akademickim KUL od 4 lat.

    - To, że śpiewam w chórze uwrażliwiło mnie na wiele spraw związanych z uniwersytetem, jego historię, ważne wydarzenia w życiu Lublina i Polski, bo chór jest na takich uroczystościach obecny - mówi.

    Także dla pana Andrzeja Gładysza, obecnie wykładowcy w Instytucie Muzykologii, chór jest miejscem szczególnym.

    - Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, choć kiedyś wydawało mi się, że moja droga życiowa będzie inna. Długo nie wytrzymałem. Połączyłem zamiłowania historyczne z miłością do muzyki i nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej - przyznaje.

    Więcej o chórze akademickim KUL, który skończył właśnie 95 lat w kolejnym "Gościu Niedzielnym".

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół