• facebook
  • rss
  • Dzieci moje

    Agnieszka Gieroba

    |

    Gość Lubelski 23/2016

    dodane 02.06.2016 00:06

    Zdjęcia sprzed lat i dokumenty wydane przez bp. Stefana Wyszyńskiego można oglądać na wystawie w lubelskiej katedrze. Wiele z tych materiałów pokazywanych jest po raz pierwszy.

    Umiłowane dzieci Boże, dzieci moje! – tymi słowami Prymas Tysiąclecia wielokrotnie rozpoczynał homilie i publiczne wystąpienia. Nie jest też tajemnicą, że wiele osób zwracało się do niego po prostu „ojcze”. Duchowe ojcostwo polegało przede wszystkim na obecności, towarzyszeniu, trosce i wspieraniu powierzonych mu ludzi – napisał abp Stanisław Budzik we wstępie do wystawy zatytułowanej „Dzieci moje”. W bieżącym roku przypada wiele wyjątkowych rocznic, m.in. 115. urodzin Stefana Wyszyńskiego, 70. jego konsekracji na biskupa lubelskiego, 60. Ślubów Jasnogórskich i powrotu prymasa do Warszawy po trzech latach niewoli, 50. obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski i 35. śmierci Prymasa Tysiąclecia.

    – Mając świadomość wagi wspomnianych wydarzeń, jak również szans i nadziei związanych z przeżywaniem ich rocznic, trwając w oczekiwaniu na beatyfikację sługi Bożego Stefana kardynała Wyszyńskiego, Fundacja Nasza Tradycja przygotowała wystawę z okazji 70. rocznicy ingresu bp. Stefana Wyszyńskiego do katedry lubelskiej – mówi Piotr Krzysztof Kuty, prezes fundacji, bezpośredni organizator wystawy. Dzięki zebranym dokumentom, fotografiom i wspomnieniom można odtworzyć wydarzenia z czasów, kiedy to po śmierci bp. Leona Fulmana Lublin otrzymał nowego pasterza, ks. prof. Stefana Wyszyńskiego.

    Zaskoczenie

    Po otrzymaniu oficjalnej informacji obowiązkiem kard. Hlonda było powiadomienie nominata o powierzeniu mu funkcji biskupa lubelskiego oraz przyjęcie odeń zgody na powierzenie mu urzędu. Celem zachowania dyskrecji, do której był zobowiązany, w piśmie z 20 marca 1946 roku do biskupa włocławskiego Karola Radońskiego zaprosił do siebie ks. Wyszyńskiego, nie wyjaśniając jednak powodu spotkania. Do spotkania doszło w Poznaniu 25 marca, w uroczystość Zwiastowania Pańskiego, do czego później biskup przywiązywał ogromną wagę. Dramatyzm tego spotkania opisał 7 lat później sam bp Wyszyński: „Miałem wówczas ciężkie myśli, gdyż nie znałem powodu tego wezwania – pisał. – Uwaga mego Pasterza kazała mi spodziewać się wymówki z powodu artykułu »Problem Watykanu«, który wówczas napisałem. Rozmowa okazała, że jest inna sprawa. Byłem zaskoczony, prosiłem o czas do namysłu. Ksiądz Kardynał był z kolei zaskoczony moja prośbą. Podał mi kilka szczegółów ze swojego życia, gdy sam był w podobnej sytuacji. Usłyszałem wtedy »Ojcu Świętemu się nie odmawia«. Nie miałem jednak tyle pokory, by poddać się od razu, poprosiłem więc choć o zwłokę do jutra. Kardynał nie był z powodu takiego obrotu sprawy zadowolony, ale jego wysoki takt osłonił trudność. Wieczerzę spędziliśmy w nastroju poważnym. Wróciłem do Sióstr Niepokalanek, gdzie nocowałem. Prosiłem o światło. Otuchą było to, że »zwiastowanie« biskupa było w dniu Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. W kaplicy powstała myśl, że Matka Boża będzie mi tarczą. Rano dnia następnego zgłosiłem się do Domu Prymasowskiego i poddałem się”.

    Prorocze słowa

    Tego samego dnia, gdy prof. Wyszyński musiał podjąć decyzję, odbyła się rozmowa kard. Hlonda z jego ówczesnym kapelanem ks. Bolesławem Filipiakiem, który ujawnił ją po 15 latach od opisanego wydarzenia. Wspominając wieczorny spacer wokół zburzonej katedry poznańskiej, ks. Filipiak pisał: „Ruiny murów nie przeszkadzały mu w snuciu planów na przyszłość. Zwracając się do mnie powiedział: – Był dziś nowy biskup lubelski – młody, inteligentny, dzielny. Jestem rad, że tę ważną stolicę obejmuje ks. prof. Wyszyński. Ja na to powiedziałem: – Teraz już wiem, kto będzie przyszłym Prymasem. Reakcja była prędka i po ludzku zrozumiała: Księże, ja jeszcze żyję! Eminencjo, tłumaczę się, to po najdłuższym życiu Waszej Eminencji. Szliśmy dalej, ja speszony. Po chwili usłyszałem: – Prymas Wyszyński – niezła propozycja”. Tak się rzeczywiście stało, wcześniej jednak nowy biskup przybył do Lublina. – Był człowiekiem szalonej pracy. Podziwiałem go za to. Odpoczywał jedynie wtedy, gdy był chory – wspomina abp senior Bolesław Pylak. Wciągu 2 lat i 3 miesięcy zwizytował jedną trzecią diecezji. 80 z 244 parafii. To był nadludzki wysiłek. Czasami jechaliśmy na cały tydzień. Biskup spotykał się z setkami osób, bierzmował. Pamiętam Zamość, gdzie bierzmował 6 tys. osób. Z każdej wizytacji przygotowywał protokół, który liczył kilkanaście stron. Ujmował w nich wszystkie aspekty życia parafii. Nie wiem, kiedy to pisał, chyba w nocy. Pamiętam, jak podczas jednej wizytacji jechaliśmy 20 km, a wokół było wszystko spalone. Biskup jechał tam, gdzie była bieda. Arcybiskup senior jest nie tylko świadkiem życia w Lublinie Prymasa Tysiąclecia, ale też kuratorem wystawy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół